Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 148 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Aleksander Wierny "Krew i strach"

sobota, 29 sierpnia 2015 16:42

krew-i-strach-u-iext29297177.jpgNiepewność i strach

 

Aleksander Wierny, Krew i strach, Wydawnictwo Oficynka, Gdańsk 2015, ss. 254.

 

         Nie przepadam w ogóle za horrorami, a już w szczególności za opowieściami o wampirach. Co tu kryć, nie pasuje mi konwencja horroru, i tyle. Zwykle nie są w stanie zainteresować mnie na dłużej historie krwawych jatek, epickich zmagań z wampirami, wilkołakami czy innymi zombiakami, albo psychopatów obdarzonych nadludzkimi zdolnościami i nieludzką żądzą krwi. Wprawdzie mniej więcej wiem, o co w horrorze „biega”, że atrakcyjność tej konwencji dla rzesz czytelników zasadza się choćby na – niezdrowej nieco, a podsycanej przez media – skłonności do czytania o masakrach, że służy ona oswajaniu, w swoisty sposób, dojmującego uczucia obcości, przerażenia i strachu. Właśnie – strach. Nowa powieść Aleksandra Wiernego ma tytuł Krew i strach. I jest horrorem. Tyle tylko że pisarz z Częstochowy, właściwie od początku drogi pisarskiej, bardzo swobodnie poczyna sobie z prozą gatunkową, poszerzając jej granice, testując możliwości. Dość rzec, że poprzednia książką tego autora, Teraz z 2012 roku, określana była mianem „kryminału metafizycznego”. Spodziewałem się więc, że Krew i strach będzie horrorem specyficznym. I okazało się, że się nie myliłem.

         Powieść Wiernego zbudowana jest na dobrze sprawdzonych schematach, spopularyzowanych chociażby przez serię filmów z Blade’em, tępicielem wampirów, który sam zmaga się z wampirzym przekleństwem. Głównym bohaterem Krwi i strachu jest dobiegający czterdziestki Ernest Ewaryst – „samotny tępiciel”, „masowy morderca krwiopijców”. Choć jest człowiekiem, ma nadnaturalną moc, która objawiła się podczas ataku wampira i której natury Ernest nie zna, ani nie docieka. Żyje na marginesie społeczeństwa (notabene, za ludźmi przesadnie nie przepada, choć w pewien sposób ich chroni), skupia się wyłącznie na eliminowaniu kolejnych skupisk krwiopijców, co uważa za swoją życiową misję. Ale też czerpie z zabijania wampirów siłę i swoistą rozkosz, dreszcz podniecenia nieporównywalnego z niczym innym spełnienia.

         Początkowe partii powieści, w których dominują opisy kolejnych rzezi wampirów dokonywanych przez Ernesta, zdającego się być już znużonym swoją misją, nieco mnie zmęczyły. Ale czytałem dalej w nadziei, że Wierny pokusi się o jakąś ciekawą próbę przełamania konwencji, niebanalny koncept. I się w końcu doczekałem. Tępiciel spotyka na drodze wampirzej zagłady Lenę, „żyjącą” bardzo długo wampirzycę, z którą zaczyna go łączyć dziwna, skomplikowana relacja (nie mogę zdradzać zbyt wiele). Lena odkrywa, co daje napęd działaniom ludzi: „Strach, lęk, bojaźń, niepokój – to wasze paliwo, bez niego pogrążylibyście się w bierności, tylko ono pobudza was do działania (…)”. Postanawia wykorzystać to „paliwo” i sprawić, by wampiry zamiast krwią odżywiały się ludzkim strachem. Aby tego dokonać, musi zdobyć wpływ na ludzi rządzących światem, realnie, bądź symbolicznie, opleść go rodzajem sieci. Jak łatwo się domyślić, w finale powieści dochodzi do ostatecznego starcia pomiędzy Ernestem a Leną, którego stawką są losy świata. Ale nie tylko one.

         Krew i strach, podobnie jak poprzednie teksty Wiernego, jest powieścią wielowykładalną, którą można interpretować na różne sposoby, w zależności od tego, który z wątków zawartych w książce mocniej się zaakcentuje. Spoza historii zmagań „samotnego tępiciela” z wampirami przebija opowieść, swoją drogą wielokrotnie już wcześniej snuta przez socjologów, badaczy kultury, ale i pisarzy, o ponowoczesności jako maszynce do produkcji niepewności i strachu, z którymi współcześnie żyjący ludzie radzą sobie (albo częściej nie radzą), jak umieją. Ważna i wart uwagi jest też sam główny bohater, jego przypadki i przemiany, wpisane w schemat człowieka, który musi – paradoksalnie – wyzbyć się człowieczeństwa, aby stać się człowiekiem, a zarazem poznać cel i sens własnych dążeń.

         Na koniec, napiszę krótko: naprawdę ciekawa powieść. Nie tylko jak na horror.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Piotr Siemion "Dziennik roku Węża"

poniedziałek, 17 sierpnia 2015 18:18

dziennik_roku-weza[0].jpgSprawy i sprawki

 

 

Piotr Siemion, Dziennik roku Węża, Czarne, Wołowiec 2015, ss. 408.

 

(...) Z tego, co napisałem na wstępie, mogłoby wynikać, że mam do czynienia z kolejnym stricte pisarskim dziennikiem, zdominowanym przez tematykę literacką czy około literacką. Oczywiście, jest ona w Dzienniku roku Węża obecna. Siemion trzeźwo, czasami bardzo ostro ocenia kondycję literatury w Polsce. Może sobie na to pozwolić, ponieważ od lat nie jest – jak sam określa – „częścią kulturalnego krwiobiegu”, ma więc odpowiedni dystans do tego, co dzieje się z literaturą i w literaturze. Nie podnieca się zbytnio środowiskowymi utarczkami, nie utyskuje na upadek czytelnictwa, nie plącze się w różnego rodzaju akcje i „projekty”, które mają (re)animować światek literacki zepchnięty do bardzo głębokiej i z rzadka odwiedzanej niszy czy – jako rzecze Siemion – „rezerwatu”. Autor Dziennika roku Węża bez złudzeń ocenia obecny status pisarzy, stwierdzając wprost: „jesteśmy żebraczą, piwniczną frakcją przemysłu rozrywkowego”. Jednak wcale nie pogrąża się w pesymizmie i rozpamiętywaniu niegdysiejszych przewag pisarzy. Jest przekonany, że literatura może obronić się dobrą opowieścią, tak to ujmując: „na dobrą opowieść znajdą się chętni nawet tutaj, nawet dzisiaj. Ale musi być naprawdę dobra”. Niesłabnąca popularność powieści kryminalnych czy obyczajowo-romansowych pisanych przez kobiety, podgatunków powieściowych zasadzających się właśnie na klarownej, intrygującej opowieści, zdaje się potwierdzać rozpoznanie Siemiona. Jednak wątek tyczący literatury, choć wyraźny na, nie jest w tym dzienniku – jak sądzę – najistotniejszy (...)

 

Całość tekstu jest dostępna na stronie Instytutu Książki - TUTAJ.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maryla Szymiczkowa "Tajemnica domu Helclów"

środa, 05 sierpnia 2015 10:32

Dehnel.jpgWścibskość pani Szczupaczyńskiej

 

Maryla Szymiczkowa, Tajemnica domu Helclów, SIW Znak, Kraków 2015, ss. 287.

 

         Powieści kryminalne kojarzą się zazwyczaj z opisami makabrycznych zbrodni, rozpanoszonego pod rozmaitymi postaciami zła i problemów dręczących współczesne społeczeństwa. Jednak istnieje również podgatunek, zwany kryminałem na wesoło albo krymi-zgrywą (określenie Marcina Wrońskiego), w którym równie istotne jak zmyślna intryga są humor i gra konwencjami literackimi. Na taki właśnie podtyp kryminalny postawiła Maryla Szymiczkowa – a właściwie duet pisarski Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, ukrywający się za tym pseudonimem.

         Akcja Tajemnicy domu Helclów rozgrywa się u schyłku roku 1893 w Krakowie. W tytułowym domu dla ubogich, który zarazem spełnia funkcję domu (nie)spokojnej starości dla bogatszych pensjonariuszy, giną kobiety. Policji chodzi nie tyle o wyjaśnienie zbrodni, ile o przykładne ukaranie kogokolwiek. Jest jednak ktoś, kto nie spocznie, nim nie odkryje prawdy – nieco znudzona codziennym życiem, rozpierana energią i ambicjami niezwykle wścibska profesorowa Szczupaczyńska, która zasmakowała w „szperaniu w ludzkich losach i udowadnianiu, że rzeczywistość wygląda zgoła inaczej, niż to się niektórym wydawało”.

         Powieść Tajemnica domu Helclów jest kryminałem retro, w którym wyraźne są pastiszowe nawiązania do pisarstwa Gabrieli Zapolskiej i Agathy Christie. Ale także do innych dzieł literatury i kultury. Autorzy umieścili w tekście sporo ciekawostek z historii Krakowa schyłku XIX wieku, choćby opis pogrzebu Jana Matejki, zabawili się stereotypowymi wyobrażeniami mieszczaństwa i Krakusów, na przykład jako chorobliwych dusigroszów. Intryga w tym kryminale jest klarowna, choć nie nazbyt trzymająca w napięciu, humor – jak na mój gust – specyficzny, ale do przyjęcia. A wszystko to podane – by tak rzec – kulturalną, lekko stylizowaną polszczyzną. Ot, literacki bibelocik, kryminalna ramotka do przeczytania w jeden wakacyjny wieczór i zapomnienia.

 

Tekst ukazał się w tygodniku "Polityka".


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 16 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  112 509  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 112509

Lubię to