Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 148 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Arnaldur Indriđason "Jezioro"

wtorek, 27 sierpnia 2013 23:23

IndriJezioro.jpg

 

Zagubiony wśród zaginionych

 

Arnaldur Indriđason, Jezioro, przekł. Jacek Godek, POLITYKA Spółdzielnia Pracy i Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, s. 352.

 

         Arnaldur Indriđason jest jednym – obok Szweda Johana Theorina czy Fina Mattiego Rönkä – z najoryginalniejszych twórców skandynawskich kryminałów. I chociaż Jezioro nie jest najlepszą powieścią Islandczyka, to jednak trzyma wysoki poziom. Pisarz powraca w niej do wątku przewijającego się przez cały cykl o policjancie Erlendurze Sveinssonie z Reykjaviku – historii zaginionych ludzi. Wiąże się to z głęboką traumą komisarz spowodowaną zaginięciem w dzieciństwie jego młodszego brata, który nigdy się nie odnalazł. Policjant nie przepracował właściwie żałoby, co odcisnęło i wciąż odciska piętno na całym jego dorosłym życiu oraz kontaktach z innymi (...)

 

Całość tekstu jest dostępna w tygodniku "Polityka" - http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1552977,1,recenzja-ksiazki-arnaldur-indriason-jezioro.read


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Tadeusz Cegielski "Tajemnica pułkownika Kowadły"

piątek, 23 sierpnia 2013 19:54

 Cegielski2.jpg

 

Bierz forsę i w nogi!

 

Tadeusz Cegielski, Tajemnica pułkownika Kowadły, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, ss. 478.

 

         Jeszcze nie tak dawno najpopularniejszymi kryminałami retro były te, których akcja rozgrywała się w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, jednak ostatnimi czasy na znaczeniu zyskały retrokryminały osadzone w realiach PRL-u. Ryszard Ćwirlej z powodzeniem rozwija serię o perypetiach poznańskich milicjantów u schyłku Ludowej, Krzysztof Gedroyć w powieści Piwonia, niemowa, głosy z niezwykłą swadą językową opowiada o kryminalnym Białymstoku lat 50., Tadeusz Cegielski w tym samym czasie osadza warszawski cykl z majorem Ryszardem Wirskim. Po książki tych autorów coraz chętniej sięgają nie tylko czytelnicy, ale również badacze literatury i kultury, którzy zdążyli już ukuć na określenie tych tekstów formułę – powieść neo-milicyjna. Moim zdaniem nie jest ona do końca trafna, bo o ile w przypadku powieści Ćwirleja odniesienia do solidnie niegdyś pogardzanego podgatunku, jakim była powieść milicyjna, są wyraźne i konstrukcyjnie istotne, o tyle w przypadku opowieści Cegielskiego mają marginalne znaczenie. I właśnie o nowej powieści autora Morderstwa w alei Róż chciałbym napisać zdań kilka.

         Co różni „kryminalistów” piszących o zbrodniach w PRL-u? Głównie tonacja opisu nieboszczki Ludowej. Ćwirlej, mimo iż mocno nasyca swoje teksty humorem, wyraźnie zaznacza, jak nędzne, szare, zapijaczone, pozbawione nadziei były w Polsce lata 80. Cegielski, choć osadza kryminalne intrygi w jeszcze bardziej ponurym okresie lat 50. (akcja Morderstwa w alei Róż rozgrywa się w roku 1954, zaś Tajemnicy pułkownika Kowadły na przełomie lat 1957/58), stara się nie eksponować mroków tamtych czasów. Ma to fabularne uzasadnienie. Otóż Wirski, który przeszedł przez katownie bezpieki, nie chce o tym pamiętać, wypiera traumatyczne wspomnienia. Chce zwyczajnie żyć, robić to, co potrafi najlepiej, czyli łapać zbójów i… jak najszybciej przejść na emeryturę, by cieszyć się życiem rodzinnym u boku młodej, kochanej żony. Poza tym akcję drugiej części serii pisarz umieszcza w latach odwilży, kiedy zdezorientowane władze popuściły nieco smyczy obywatelom. Pewnie dlatego Warszawa lat 1957/58 wygląda w ujęciu Cegielskiego w gruncie rzeczy radośnie, ludzie bawią się, jak mogą (pyszne są opisy imprezy sylwestrowej w nowo otwartym klubie Hybrydy czy balu gałganiarzy na ASP). W tym przypadku znaczenie ma w pewnym stopniu także sentyment samego autora, który przenosi się w opowieściach do czasów własnej młodości.

         Akcja w Tajemnicy pułkownika Kowadły nie jest zbyt dynamiczna (zaznaczę, że to żaden zarzut). Konstruując intrygę, Cegielski nawiązał do autentycznych spraw sprzed lat, czyli brutalnych napadów na banki, których sprawcy nigdy nie zostali wykryci. Ktoś robi skok na jubilera, zgarniając wielką jak na owe czasy furę pieniędzy. Major Wirski początkowo nie chce przesadnie angażować się w sprawę. Jest zdania, że to robota profesjonalistów, czego nie chcą przyjąć do wiadomości jego przełożeni, bo przecież w kraju ludowej szczęśliwości zorganizowana przestępczość oficjalnie istnieć nie powinna, co więcej – może. Dostaje cynk od starego kasiarz, że to wcale nie koniec. W sylwestrową noc, mimo przygotowanej zasadzki, bandyci napadają na urząd pocztowy. Niedługo potem zostaje zamordowany dyrektor Narodowego Banku Polskiego odpowiedzialny za bezpieczeństwo informacji bankowych, którego przed śmiercią ktoś torturował w sposób wskazujący, że maczali w tym palce pracownicy tzw. służb. Oprócz tego do Wirskiego zgłasza się z prośbą o pomoc jego nie tak dawno zapiekły wróg – pułkownik Kowadło. Major bierze się ostro do roboty. Czy rozwiąże sprawę? Czy zbójom chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze? I jaką rolę w tym wszystkim odegra tytułowy Kowadło?

         Warto zwrócić uwagę na dwa składniki prozy Cegielskiego – obraz miasta i styl. Autor Morderstwa w alei Róż opisuje Warszawę z wyraźną fascynacją (może nawet miłością…), umieszczając w tekście wiele smakowitych lokalnych ciekawostek, które zainteresują nie tylko zdeklarowanych varsavianistów. Styl prozy Cegielskiego może się niektórym wydać trochę staroświecki, ale jest to po prostu stara, dobra polszczyzna literacka (gatunek może nie na wymarciu, ale zagrożony), którą posługuje się wytrawny gawędziarz, potrafiący nawet banalny motyw zamienić w zajmującą dykteryjkę.

         Jednym słowem – świetne.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Denise Mina "Pole krwi"

poniedziałek, 12 sierpnia 2013 13:42

Mina.jpg

 

Ponure miejsce, zły czas

 

Denise Mina, Pole krwi, przekł. Hanna Pawlikowska-Gannon, POLITYKA Spółdzielnia Pracy sp. z o.o. i Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, s. 399.

 

(...) Mina wpisała w powieść interesujący wątek inicjacyjny i emancypacyjny. Paddy wywodzi się z konserwatywnej rodziny katolickiej, w której kobieta zajmuje podrzędne miejsce. Chcąc realizować swoją pasję i po swojemu układać sobie życie, bohaterka musi sprzeciwić się bliskim. Do tego trafia w seksistowskie środowisko dziennikarskie. Wchodząc w dorosłość, Paddy traci kolejne złudzenia i przekonuje się, że świat nie jest czarno-biały, a cząstki zła tkwią niemal w każdym człowieku. Również w niej.

 

Całość testu dostępna jest w tygodniku "Polityka" - http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1551707,1,recenzja-ksiazki-denise-mina-pole-krwi.read

 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Paweł Jaszczuk "Ochronka Anioła Stróża"

sobota, 10 sierpnia 2013 22:29

 

Jaszczuk_Oficynka.jpg

 

(Re)konstrukcje

 

Paweł Jaszczuk, Ochronka Anioła Stróża, Wydawnictwo Oficynka, Gdańsk 2013, ss. 271

 

         Paweł Jaszczuk znany jest przede wszystkim jako autor popularnej i cenionej (przypomnę, że za powieść Foresta Umbra otrzymał prestiżową Nagrodę Wielkiego Kalibru) serii osadzonych w realiach przedwojennego Lwowa kryminałów z dziennikarzem śledczym Jakubem Sternem, choć przecież nie ogranicza się tylko i wyłącznie do tworzenia opowieści o mniej lub bardziej ponurych zbrodniach. Czytelnicy mogli jednak o tym niekryminalnym nurcie w pisarstwie olsztyńskiego autora zapomnieć, bo ostatnia należąca do niego książka, powieść Testament, została opublikowana w roku 2007. Teraz Ochronką Anioła Stróża Jaszczuk przypomina o innej stronie własnego pisarstwa. Wprawdzie w nowej powieści pojawiają się funkcjonariusze tajnych i wszechmocnych służb, są mroczne tajemnice śmierci różnych ludzi, ale akurat te motywy nie mają wiele wspólnego z klasycznym kryminałem. O czym więc traktuje Ochronka Anioła Stróża? Trudno to ująć w krótkich żołnierskich słowach.

         Jaszczuk wykoncypował fabułę momentami szkicową, pełna niedopowiedzeń, tajemnic i celowo urwanych wątków. O ile akcja mocno osadzona jest w dokładnie oddanych realiach współczesnego Krakowa, o tyle działania bohaterów, ich motywacje i cele są już w dużym stopniu mgliste. Główną postacią w powieści jest znany pisarz, nieomal celebryta, Piotr Magnus – a właściwie były pisarz, bo poznajemy go w momencie, kiedy ogłasza światu, że definitywnie kończy z karierą pisarską. Musi zrekonstruować swoje życie, na nowo zdefiniować relacje z nielicznymi bliskimi (Magnus to typ indywidualisty i samotnika), tym bardziej że dowiaduje się, że niedługo zostanie dziadkiem. Znajduje się jednak w swoistym stanie zawieszenia. W niezwykłych okolicznościach dostaje ofertę napisania biografii bardzo bogatego biznesmena Leo Maksymiliana Guardiana i – sam tym zdziwiony – przyjmuje ją, traktując jako rodzaj pisarskiego wyzwania. Okazuje się, że praca nad tym tekstem też będzie nietypowa: Magnus zamieszkuje na dłużej w krakowskim hotelu należącym do Guardiana, kontaktuje się z nim wyłącznie mejlowo i telefonicznie, a biografię skreślić ma na podstawie fragmentarycznych zapisków, fotografii, rozmaitych przedmiotów (niektórych dosyć dziwacznych) dostarczonych mu przez zleceniodawcę. Czy Piotr podoła zadaniu? Czy praca nad cudzą biografią zmieni także jego samego? Po co właściwie Guardianowi potrzebny jest profesjonalny opis jego żywota? Czy w ten sposób chce zaleczyć traumę z przeszłości, kiedy jako dziecko przebywał w tytułowej ochronce, pełnej pokaleczonych przez doświadczenia wojenne dzieci, uciekających przed koszmarami w świat mrocznych fantazji, które koniec końców doprowadziły do tragedii?

         Szkicowość fabuły, mglistość wątków ciążących ku symbolicznym przypowieściom sprawiają, że Ochronkę Anioła Stróża można (a wręcz trzeba…) odczytywać na różne sposoby, na wielu poziomach. Jaszczuk w powieści analizuje mechanizmy rządzące tworzeniem biograficznych (a także autobiograficznych) opowieści. Czy opisywanie czyjegoś życia bliższe jest rekonstrukcji, czyli prawdzie, czy też konstrukcji, czyli fikcyjnej wariacji na temat faktów? Guardian odsłania – często nie wprost – przed Piotrem jedynie niektóre wydarzenia ze swojej przeszłości. Magnus przepuszcza je przez filtr własnej wrażliwości, składając strzęp informacji w całość. Czy zbliża ona do prawdy o biznesmenie? Czy w ogóle można mówić o jakiejkolwiek prawdzie o Guardianie, człowieku zaiste enigmatycznym? Z tym tematem w pewnym stopniu wiąże się – także wyeksponowana w książce – kwestia odpowiedzialności pisarza wobec osób, których losy wpisuje do tekstów literackich. W jednej z bestsellerowych książek Magnus wykorzystał autentyczną historię kobiety, która przez nieszczęśliwy splot okoliczności i jeden nieopatrzny ruch zrujnowała swoje życie (zresztą, nie tylko swoje). Pisarz poznał ją, w pewnym stopniu uczestniczył w jej tragicznym końcu. Guardian zdaje się w zawoalowany sposób sugerować, że postępowanie pisarza wobec kobiety nie było przesadnie moralne. Czy autor, tworząc prozę fabularną, może swobodnie dysponować ludzkimi życiorysami?

Wskazałem jedynie dwa, spośród wielu innych, możliwe sposoby interpretowani powieści Jaszczuka. Są książki pytań i są książki odpowiedzi – Ochronka Anioła Stróża bez wątpienia należy do tych pierwszych. Jawi się ona jako specyficzna na tle tego, co ostatnimi czasy wydaje się u nas, ale intryguje i zmusza do myślenia, a to naprawdę niemało.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Marek Ławrynowicz "Mumia świętego Piotra"

wtorek, 06 sierpnia 2013 22:50

Lawrynowicz.jpg

 

Tajemnica Stalina

 

Marek Ławrynowicz, Mumia świętego Piotra, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013, ss. 270.

 

         Marek Ławrynowicz od wielu lat – jak zwykła mawiać pewna poetka – „robi w literkach”, do tego na różne sposoby: pisze wiersze, słuchowiska radiowe i scenariusze filmowe, dał się też poznać jako bardzo interesujący prozaik, mający na koncie udane książki takie jak Diabeł na dzwonnicy (1998) czy Kino Szpak (2000), umieszczane w nurcie prozy „małych ojczyzn”. Ostatnio autor Pogody dla wszystkich (2003) wziął się za pisanie prozy gatunkowej. Właściwie żaden to news, żadna rewelacja, skoro na fali (wciąż wznoszącej) zainteresowania kryminałami ostatnio wszyscy (prawie…) wzięli się za wymyślanie i publikowanie opowieści z dreszczykiem. Mnie jednak dręczą (no, może nie aż tak bardzo…) pytania, po co właściwie to Ławrynowiczowi było i co z romansu tego pisarza z prozą gatunkową wyniknęło?

         Odpowiedź na pierwsze z tych pytań nie jest – jak mi się zdaje – trudna. Zapewne Ławrynowicz, który nie trzyma się jednej formy, jednego gatunku, chciał się sprawdzić się w pisaniu tekstu nieco innego rodzaju. Tym bardziej że wcześniej zwykł wywodzić swoje fabuły z autobiograficznego konkretu, a w przypadku Mumii… postawił na „piękne zmyślenie”. Z jakim efektem? Otóż Ławrynowicz napisał całkiem zmyślną, solidną powieść sensacyjno-szpiegowską – choć nie pozbawioną usterek.

         Autor Mumii… zapunktował u mnie już choćby tym, że nie poszedł w lemingowym pędzie za przykładem wielu innych pisarzy biorących się za podobne historie, nie stworzył n-tej opowiastki o bardzo tajnych i mrocznych organizacjach czy sektach, członkowie których w walce o władzę/wiedzę w wymyślny sposób mordują i gwałcą kogo popadnie. Akcja powieści rozgrywa się podczas II wojny światowej. Mieszkający w Moskwie Żyd, profesor medycyny Henefeld wpada na – straceńczy z pozoru – pomysł uratowania swoich synów, którzy wpadli w ręce hitlerowców. Chce zdradzić Niemcom największą „tajemnicę Stalina” w zamian za życie dzieci, kontaktuje się więc z niemieckim szpiegiem. Cóż to za sekret? Stalin jest w posiadaniu tytułowej mumii świętego Piotra, która – ponoć – dzięki paranormalnej mocy ma pomagać generalissimusowi w zwycięstwach nad wrogiem. Henefeld zostaje przerzucony na teren Niemiec. Pod koniec wojny zdesperowany Hitler za wszelką cenę chce przejąć mumię. Do Moskwy rusza niezwykłe komando, w skład którego wchodzi komandos, ofermowaty szeregowiec i sam profesor. Czy wykradną mumię z Kremla? Czy faktycznie ma ona niezwykłą moc? Zakończenie historii Ławrynowicz wymyślił przewrotne…

         Autor Mumii… wykorzystał w swojej historii dobrze sprawdzone schematy rodem z powieści i filmów sensacyjnych. Opowiada ją jednak z wyraźnym przymrużeniem oka. Oczywiście, ktoś mógłby wytknąć Ławrynowiczowi nieprawdopodobieństwa w przebiegu fabuły, bo faktycznie jest mało prawdopodobne, by gestapowcy tak cackali się z Henefeldem, jak to robią w powieści, a i sam „skok” na Kreml w rzeczywistości nie miałby żadnych szans powodzenia… Rzecz jednak w tym, czy tego rodzaju opowieść, wziętą w ironiczny cudzysłów, kupuje się czy nie. Ja akurat kupiłem.

Choć w tekście Ławrynowicza zdarzają się też ewidentne usterki i potknięcia. Pod koniec powieści, w sekwencjach wędrówki bohaterów w stronę frontu, akcji nadmiernie zwalnia, grzęznąc w zbędnych opisach. Są również w Mumii… kiksy faktograficzne. Na przykład, bohaterowie przerzucani na teren ZSRR samolotem skaczą ze spadochronem z… messerschmitta (sic!). Oczywiście, na wyposażeniu Luftwaffe były ogromne, transportowe messerschmitty Me 323 Gigant, ale raczej nie używano ich w celu przetransportowanie trzech osób i jednej skrzynki. Inna sprawa, że takie błędy powinien wychwycić redaktor książki.

Koniec końców, Mumia… jest porządnym, skreślonym z wyraźną literacką ogładą czytadłem. Prawdopodobnie rynku książek sensacyjnych/kryminalnych nie podbije, ale może dać sporo frajdy czytelnikom, którzy lubią sensacyjne opowiastki osadzone w wojennych realiach.

 


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 16 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  112 568  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 112568

Lubię to