Bloog Wirtualna Polska
Są 1 234 932 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Tomasz Konatkowski, Nie ma takiego miasta

niedziela, 26 sierpnia 2012 18:18

 

Mordercze zbicia pionków

 

Tomasz Konatkowski, Nie ma takiego miasta, POLITYKA Spółdzielnia Pracy i Wydawnictwo W.A.B., s.441

 

         Powieść Nie ma takiego miasta jest trzecią i zdecydowanie najlepszą – jak na mój gust – częścią cyklu kryminalnego ze stołecznym komisarzem policji Adamem Nowakiem. Dlaczego? Konatkowskiemu udało się w tej książce znaleźć odpowiedni balans pomiędzy poszczególnymi składnikami narracji. Mniej jest w niej niż w poprzednich częściach serii nieco nużących opisów tzw. rutynowych czynności śledczych, więcej zaś tego, co zjednało pisarzowi wielu czytelników, miejskich klimatów. Wcześniej autor Wilczej wyspy skupiał uwagę na ukochanej Warszawie, teraz wprowadził do swojej prozy jeszcze większego miejskiego molocha, Londyn, wysyłając Nowaka na miesięczną policyjną wymianę do stolicy Anglii. Tam pomaga brytyjskim kolegom po fachu w sprawie morderstwa dwójki Polaków. Ktoś zadźgał młodego mężczyznę, a potem równie brutalnie zamordował jego siostrę. Policjanci rozwikłują zagadka gwałtownej śmierci kobiety, przypadek jej brata pozostaje niewyjaśniony. Jednak Nowak wraca do londyńskiej sprawy po powrocie do kraju, kiedy w Warszawie zatłuczony zostaje kijami bejsbolowymi uczący w szkole językowej Anglik, obracający się w podejrzanym towarzystwie. Wszystko wskazuje na to, że toczy się bezpardonowa walka między grupami przestępczymi, podczas której początkowo eliminowane są jedynie pionki.

         Konatkowski w Nie ma takiego miasta rozbudowuje warstwę obyczajową, ukazując coraz bardzie powikłane perypetie osobiste komisarza Nowaka. Ten mężczyzna po przejściach, fan piłki nożnej, ciemnego piwa i dobrego rocka, próbuje po raz kolejny poukładać sobie życie u boku kobiety. Jego związek z Kasią pogrąża się jednak w coraz większym kryzysie, potęgowanym przez to że para od dłuższego czasu bezskutecznie stara się o dziecko. Do tego na policjanta spada jeszcze jeden dotkliwy cios, w wypadku samochodowym ginie jego starszy brat… Niecierpliwie czekam na kolejną część cyklu, aby dowiedzieć się, czy Nowakowi uda się wygrzebać z psychicznego dołka.

 

(Ten tekst po raz pierwszy ukazał się w tygodniku "Polityka".)

 

 


Podziel się
oceń
0
8

komentarze (1) | dodaj komentarz

Agnieszka Krawczyk, Dziewczyna z aniołem

poniedziałek, 20 sierpnia 2012 19:50

 

Zmyłki i mroki Krawczyk

 

Agnieszka Krawczyk, Dziewczyna z aniołem, Wydawnictwo SOL, Grójec 2012, s. 284.

 

         Swój poprzedni kryminał Morderstwo niedoskonałe Agnieszka „Zbrodnicza Siostrzyczka” Krawczyk napisała na wesoło i wyszedł jej całkiem zgrabny, stawiałem więc, że w kolejnym wybierze tę samą ścieżkę, by pójść za ciosem. Gdybym faktycznie postawił na to jakąś mamonę, przegrałbym z kretesem. Co tu kryć, Krawczyk zaskoczyła mnie, zresztą pewnie nie tylko mnie jednego.

         Po pierwsze, całkowicie zrezygnowała z lekkiej, łatwej i przyjemnej tonacji nowej prozy. W Dziewczynie z aniołem sporo jest mroku i ponurości, opisów rozmaitych traum i lęków. Właściwie trudno, żeby było inaczej, skoro krakowska autorka zdecydowała się umieścić akcję swojej nowej książki – to kolejne zaskoczenie – w końcówce lat 50. ubiegłego wieku, w okresie wciąż jeszcze bardzo niepewnym w naszym kraju, niebezpiecznym i zwyczajnie smutnym. Jeden cios nożem w serce pozbawia życia maturzystkę Iwonę Horn, córkę prokuratora, dziewczę jak na owe czasy barwne i tajemnicze. Śledztwo zostaje błyskawicznie zamknięte przez odpowiednie służby, kozłem ofiarnym staje się niepełnosprawny umysłowo brat bojownika antykomunistycznego podziemia, którego skazał na śmierć papa Horn. Wszystko to wygląda na uszyte wyjątkowo grubymi nićmi, nic więc dziwnego że prywatne śledztwo podejmuje kolega Iwony i zarazem jej cichy wielbiciel, licealista Filip – zresztą, nie tylko on. Finał całej sprawy, jak łatwo się domyślić, jest dosyć zaskakujący.

         Krawczyk nadała powieści formę spowiedzi po latach Filipa, co ma swoje plusy i minusy. Akcja Dziewczyny z aniołem rozkręca się dosyć niemrawo, początkowo wygląda to na dosyć typową opowieść o dojrzewaniu z nieszczęśliwym zauroczeniem piękną i intrygującą koleżanką na pierwszym tle, dosyć nużącą dla mnie, ale – co tu kryć – historie o nastoletnich miłostkach nigdy zbytnio mnie nie podniecały. Dalej jest już bardziej intrygująco… Z drugiej jednak strony, ukazywanie rzeczywistości Krakowa końca lat 50. z punktu widzenia niedoświadczonego młodzieńca umożliwia autorce ciekawe oddanie atmosfery niepewności, zagubienia, kiedy ludzie ukrywali swoje tajemnice z wojennej czy przedwojennej przeszłości i niezbyt ufali sobie nawzajem.

         Autorka Dziewczyny z aniołem, zdeklarowana wielbicielka kryminałów, doskonale orientuje się w regułach tej konwencji, zadbała więc, aby w powieści znalazła się twisty i zmyłki, ale chyba jednak trochę w budowaniu napięcia przedobrzyła. Są w tej książce opowieści o skarbie z czasów wojny domowej w Hiszpanii, o cynicznych funkcjonariuszach bezpieki wykorzystujących nastolatki do fabrykowania „haków” na różne persony czy wreszcie o tajnej grupie licealistów, którzy szukając niezbyt zdrowych podniet, łamią prawo. Trochę jest to – jak na mój gust – zbyt wydumane, a do tego nieco gryzie się z mocno osadzonym w realiach opisem krakowskiej codzienności schyłku lat 50.

         Trochę powydziwiałem, ale nie zmienia to faktu, że nową powieść Krawczyk przeczytałem bez stresu, a nawet z przyjemnością. I że już zacząłem czekać na kolejną.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jacek Ostrowski, UT

środa, 15 sierpnia 2012 15:42

 

Anioł, nie anioł

 

Jacek Ostrowski, UT, Wydawnictwo JanKa, Pruszków 2012, s. 271.

 

         Co tu kryć, Jacek Ostrowski napisał powieść specyficzną, inną niż te, z którymi ostatnio zwykle mam do czynienia, tajemniczą i pełną paradoksów. Dla przykładu, z jednej strony jest to opowieść mocno osadzona w naszym „tu i teraz”, będąca swoistą antologią problemów, z którymi musi mierzyć się nasza cywilizacja, z drugiej – ostentacyjnie staroświecka, szczególnie w sposobie prowadzenia narracji, kojarząca się z klasycznymi powieściami, choćby Buntem aniołów Anatola France’a. UT jest solidnie realistyczne, ale też mocno wychylone ku specyficznej odmianie fantastyki. A to nie koniec niespodzianek w tym tekście.

          Rzecz dzieje się we włoskim miasteczku, w którym niezbyt dobrze prosperujący hotelik prowadzi młoda Julita. Zjawia się tam tajemniczy i niezwykle przystojny Raul Gomes, który wynajmuje cały hotel na dwa tygodnie jeszcze przed sezonem, płacąc wyjątkowo hojnie. Julicie wydaje się to podejrzane, ale przyciśnięta koniecznością, przyjmuje ofertę. Niepokój właścicielki wzrasta, gdy pojawiają się zapowiedziani przez Raula goście, budzący niepokój i Julity, i jej bliskich. Kobieta podejmuje śledztwo, które prowadzi ją do odkrycia, iż dziwni hotelowi goście jeden w drugiego to zbrodniarze (między innymi terrorystka, ex-ksiądz pedofil czy afrykański dowódca wojskowy odpowiedzialny za czystki etniczne). Sam Gomes, w którym Julita się zadurza, też jest nie lada zagadką, co więcej ma związek z mroczną, a nieznaną kobiecie, przeszłością jej rodziny.

         Właśnie, kim właściwie jest Raul Gomes? Czym jest organizacja UT, w imieniu której działa? Ostrowski powoli, stopniując napięcie, rozwiązuje kolejne zagadki, ale nie wszystkie – reszta kryje się w niedopowiedzeniach, niejasnych sugestiach, spowita mgłą wątpliwości. Okazuje się, że hotel Julity znajduje się w „świętym miejscu”, na którym co jakiś czas Raul i UT organizują specyficzne „turnusy” dla morderców i zbrodniarzy. Jaki jest cel tych działań? Hm, dobre pytanie… Przestępcy wyciągani są z więzień i dostają czas – ograniczony – na przemyślenie swoich czynów. W większości przypadków kończy się to ich samobójstwem; jedynie nieliczni, jak na przykład terrorystka, która otrzymuje przebaczenie od jednej ze swoich ofiar, dostają coś w rodzaju drugiej szansy. Kierujący tym wszystkim Gomes jawi się poniekąd jako anioł (stąd moje skojarzenie z Buntem aniołów), skoro zwracając się do swojego „szefa”, spogląda ku niebu, ale raczej jako anioł zemsty, ponieważ – bądź co bądź – pośrednio zmusza ludzi do samobójstw. Niewiele ma to wspólnego z chrześcijańską ortodoksją. Ale z drugiej strony – kto powiedział, że tajemnicza organizacja UT w ogóle musi mieć cokolwiek wspólnego akurat z tą religią? Może chodzi o inny kult, w którym zinstytucjonalizowana zemsta jest zgodna z prawem? Na te pytania każdy z czytelników powieści musi odpowiedzieć sam… Choć właściwie – wcale nie musi, równie dobrze i Raul, i UT mogą pozostać tym, czym w tym tekście są: enigmą.

         Książkę Ostrowskiego potraktowałbym jako coś w rodzaju moralitetu opowiadającego o zbrodni i karze, przebaczeniu bądź zemście; o mrokach z przeszłości zasnuwających jasny horyzont przyszłości; o metafizycznej kontroli nad fizykalnym światem. Tyle tylko że jest to moralitet jak najbardziej ponowoczesny, w który autor zmyślnie wplata schematy rodem z powieści sensacyjnej czy romansu. Mówiąc krótko, Ostrowski stworzył niepokojącą, dającą do myślenia historię – a to już niemało.       


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Henning Mankell, Zapora

poniedziałek, 06 sierpnia 2012 14:18

 

Policjant, który nie rozumie

 

Henning Mankell, Zapora, przekł. Irena Kowadło-Przedmojska, POLITYKA Spółdzielnia Pracy i Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012, s.541.

 

         Znakiem firmowym skandynawskiej prozy kryminalnej są rozbudowane wątki społeczno-polityczne. Praktycznie każdy z piszących kryminały Szwedów, Norwegów czy Duńczyków krytykuje – czasami dosyć ostro – społeczeństwa, w których przyszło im żyć, śledzi niepokojące przemiany w rozwiniętych państwach Zachodu. Nie inaczej jest w prozie Henninga Mankella – można nawet zaryzykować twierdzenie, że jest to jeden z pisarzy najgłośniej wołających, że źle się dzieje w państwie szwedzkim, co potwierdza powieść Zapora z cyklu o komisarzu Wallanderze. Policjant z Ystad raz po raz powtarza w niej, że coraz mniej rozumie, co dzieje się wokoło niego, że nie potrafi pojąć, skąd jest tyle agresji, zła w życiu codzienny Szwedów i dlaczego ambitny projekt państwa opiekuńczego całkowicie się załamał. Ponure przemyślenia Wallandera wiążą się ze skomplikowanymi sprawami, które prowadzi. Dwie nastolatki w bestialski sposób mordują taksówkarza. Przed jednym z bankomatów w Ystad znalezione zostaje ciało martwego mężczyzny, na pozór spokojnego, zwykłego i szarego jak skandynawska zima programisty. Jednak szybko okazuje się, że był on cyberterrorystą, członkiem tajnej organizacji przygotowującej atak na światowy system finansowy. Co ciekawe, Zapora opublikowana została po raz pierwszy w roku 1998, czyli jeszcze przed dużymi atakami hakerów, dezorganizujących działania narodowych i ponadnarodowych instytucji.

         W powieści Mankella kluczowe jest pojęcie tytułowej „zapory”. To nie tylko skomplikowany program komputerowy chroniący mroczne tajemnice cyberterrorysty, ale również granice, zasieki dzielące szwedzkie społeczeństwo. Mankell pokazuje, że to, co miało chronić, stało się – paradoksalnie – źródłem zła i nawarstwiających się z roku na rok patologii. Komisarz z Ystad próbuje, robiąc swoje, walczyć ze złem, chociaż – jako się rzekło – nie pojmuje przemian w otaczającym go świecie. Pozostaje mu więc tylko jedna broń: intuicja rasowego gliniarza.

 

(Ten tekst po raz pierwszy ukazał się w tygodniku "Polityka".)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kjell Ola Dahl, Czwarty napastnik

środa, 01 sierpnia 2012 13:09

 

Policjant w opresji

 

Kjell Ola Dahl, Czwarty napastnik, przekł. Milena Skoczko, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012, s. 336.

 

         Kryminał Czwarty napastnik norweskiego pisarza Kjella Oli Dahlego wcale nie zaczyna się jak powieść spod znaku rozlicznych zbrodni. Frank Frølich przypadkowo poznaje tajemniczą, piękną i namiętną kobietę, która całkowicie zawraca mu w głowie, uzależnia od siebie niczym narkotyk. Fatalne zauroczenie, ot co. A do tego niebezpieczne, bo Frank jest policyjnym detektywem a Elisabeth ma brata, który jest przestępcą. Przełożeni i koledzy zaczynają patrzeć na Frølicha złym wzrokiem, on nie zamierza rezygnować z romansowania z wyjątkową, jak mu się zdaje, kobietą, nawet wtedy gdy dowiaduje się, że wybranka jest biseksualistką, do tego niezbyt mu wierną. To jeszcze nie koniec komplikacji: Elisabeth zapewnia bratu oskarżonemu o kradzież z włamaniem, podczas którego zamordowany zostaje młody ochroniarz, alibi. Frank zostaje wysłany na przymusowy urlop. To jednak nie koniec kłopotów policjanta. Jego fatalna ukochana znika, ktoś morduje jej brata… Urlopowany gliniarz zaczyna nieoficjalne i bardzo ryzykowne śledztwo.

         Wspomniałem o jednym policjancie, ale w Czwarty napastniku właściwie mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym, grupą gliniarzy z Oslo, choć na pierwszy plan wysuwają się właśnie Frank i jego bezpośredni przełożony inspektor Gunnarstranda. Wszyscy są dosyć charakterystyczni, a nawet malowniczy, szczególnie inspektor: facet w wieku mocno średnim, z ohydną zaczeską, z której wszyscy się podśmiewają, obdarzony specyficznym poczuciem humoru. Gliniarze w prozie Dahla nie są – a szczególnie Frank – grzecznymi chłopcami, gdy trzeba naginają prawo, a nawet popełniają przestępstwa, ryzykując utratę pracy. Nic w tym dziwnego, norweski pisarz ewidentnie nawiązuje do klasyki amerykańskiego czarnego kryminału, co widoczne jest i w ponurym nastroju tej prozy, i w kreacjach bohaterów, zarówno wspomnianych policjantów, jak i ludzi ze światka przestępczego, pełnego brutalnych twardzieli i pięknych, ale podstępnych kobiet, którym pod żadnym pozorem nie należy ufać.

         Dahlowi udało się znaleźć odpowiedni balans między obyczajową rozlewnością skandynawskiej prozy kryminalnej a dynamiką akcji charakterystyczną dla amerykańskich kryminałów. Autor stworzył ciekawe, zapadające w pamięć postaci, których perypetie przykuwają uwagę. A do tego Norweg posługuje się – jak na kryminał – dosyć wyrafinowanym stylem. To powinno starczyć za rekomendację.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

piątek, 24 marca 2017

Licznik odwiedzin:  104 156  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 104156

Lubię to