Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ferdinand von Schirach, Przestępstwo

środa, 31 sierpnia 2011 12:57

 

Studium przypadków

 

Ferdinand von Schirach, Przestępstwo, przekład. Jakub Ekier, W.A.B., Warszawa 2011, s. 213.

 

         Mimo iż opowiadania pomieszczone w tomie niemieckiego pisarza Ferdinanda von Schiracha traktują jak najbardziej o zbrodniach – czasami ciężkich i brutalnych – to jednak Przestępstwo nie ukazało się w popularnej serii kryminalnej warszawskiego wydawcy, zwanej „mroczną”. I słusznie. Autora nie interesuje bowiem budowanie powikłanych intryg kryminalnych czy zachęcanie czytelnika do tradycyjnej zgadywanki w rodzaju „kto zabił?”. Wręcz przeciwnie. Schirach nie raz, nie dwa daje do zrozumienia, że pisanie klasycznych próz kryminalnych to zabawa nie dla niego, co więcej, otwarcie podśmiewa się z nich: „Dowcipy przy stole prosektoryjnym – to dobre w powieściach kryminalnych.” (s. 105); „W powieściach kryminalnych sprawca przyznaje się do winy, jak się na niego nakrzyczy; w rzeczywistości to nie takie proste.”  (s. 114). Trudno się temu dziwić, skoro autor Przestępstwa to praktyk jakich mało, prawnik, który bronił oskarżonych w wielu głośnych procesach. Zna od podszewki mechanizmy działania wymiaru sprawiedliwości, teorię i praktykę zbrodni, a do tego potrafi przełożyć swoje zawodowe doświadczenia na intrygującą prozę. Choć specyficzną.

         Teksty pomieszczone w Przestępstwie są oszczędne, by nie rzec ascetyczne w formie. Gdzieniegdzie autor nieco bardziej rozbudowuje warstwę opisową, by lepiej wprowadzić czytelnika w klimat opowieści, tu i tam wrzuca dyskretne metafory; jak sądzę, celowo rezygnuje z literackich ozdobników, aby skupić uwagę na studium konkretnych przypadków. W każdym z jedenastu opowiadań mamy innego bohatera, rozmaity jest ciężar ich zbrodni i występków. Podam kilka przykładów. W otwierającym tom opowiadaniu (Fähner) bohaterem jest szanowany lekarz, który miał nieszczęście ożenić się z niewłaściwą kobietą i na poważnie potraktować składane jej przysięgi. Żona zgotowała mu trwającą dziesiątki lat gehennę upokorzeń, co skończyło się tym, że lekarz zarąbał małżonkę siekierą a potem rozczłonkował jej ciało. W tekście Miłość przedstawiona została historia młodego mężczyzny, który tak bardzo kochał swoją dziewczynę, że chciał ją… zjeść. W Obronie koniecznej bohater zabija gołymi rękami w obronie własnej dwóch atakujących go bandziorów. Problem jednak w tym że nie wiadomo, kim jest, bo nie ma przy sobie dokumentów a w śledztwie nie odzywa się choćby słowem.

         W krótkim wstępie Schirach stwierdza wprost: „piszę o człowieku, jego klęsce, winie i wielkości” (s. 7). Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Wbrew tytułowi, który jest pewnie taki a nie inny ze względów marketingowych, autora interesuje nie samo przestępstwo jako takie, ale człowiek, który decyduje się złamać prawo. Właśnie, czy faktycznie decyduje? Pisarz przedstawia przypadki rozmaitych ludzi, od pospolitych przestępców począwszy, przez ludzi dręczonych rozmaitymi schorzeniami psychicznymi, a na tak zwanych normalnych ludziach, w których – jak to się potocznie mówi – coś nagle pękło, skończywszy. Stara się jak najrzetelniej ukazać ich historie, poznać motywacje ich czynów. Przy czym, co jest istotne, unika jednoznacznych ocen i ferowania wyroków (w końcu jest obrońcą a nie sędzią). Jeśli nawet pojawiają się tekście jakieś wyraziste oceny działań bohaterów, to zazwyczaj nie pochodzą od narratora, tylko od osób z którymi styka się w pracy, jak to jest w przypadku komisarza policji kryminalnej Dalgera, który ma prostą filozofię śledztwa: „Każde morderstwo się wyjaśni, byle iść tropem pieniędzy albo spermy” (s. 132). Schirach jedynie podrzuca nam rzetelnie opowiedziane historie, zachęcając nas, aby każdy sam je przemyślał i ocenił.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mika Waltari, Kto zabił panią Skrof?

czwartek, 25 sierpnia 2011 16:15

 

Szyderczy mistrz i głupawy uczeń

 

Mika Waltari, Kto zabił panią Skrof?, przeł. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011, s. 293.

 

         Recenzję z tej powieści trudno zacząć inaczej – najbardziej rozpoznawalny na świecie pisarz z Finlandii, Mika Waltari (1908 – 1979), znany był przede wszystkim jako autor poczytnych powieści historycznych. Mało kto pamięta, że autor Egipcjanina Sinhue napisał również trylogię kryminalną o perypetiach niezbyt przyjemnego w obejściu komisarz policji Fransa Palmu. Na szczęście Wydawnictwo Literackie postanowiło odkurzyć te kryminały. I chwała krakowskiej oficynie za to!

         Waltari próbował swoich sił w rozmaitych rodzajach i gatunkach literackich, dzięki czemu doprowadził pisarskie rzemiosło do perfekcji, czego dowodem jest kryminał Kto zabił panią Skrof? To powieść z precyzyjnie rozpisaną, zaskakującą w finale intrygą kryminalną, wyrazistymi bohaterami – do tego napisana lekko, z finezją i polotem. Oczywiście, fiński pisarz skorzystał ze sprawdzonych wcześniej patentów, odwołując się do prozy Arthura Conan Doyle’a czy Agathy Christie, ale rozwinął je w twórczy sposób.

         W pierwszej części cyklu Waltari rozwija klasyczny schemat powieści kryminalnych: jeden trup, jeden śledczy (plus jego nieszczególnie rozgarnięty pomocnik), ograniczona ilość podejrzanych, z których każdy miał motyw i sposobność popełnienia zbrodni. W swoim mieszkaniu umiera, zatruta gazem, pani Skrof. To „straszna staruszka”, bogata i wredna, która z lubością manipuluje bliskimi i stara się układać im życie wedle własnych pomysłów, nie licząc się z ich zdaniem. Wszystko wskazuje na to, że był to nieszczęśliwy wypadek… ale nie z komisarzem Palmu takie numery. Szybko odkrywa, że ktoś pomógł wrednej i nadmiernie pobożnej pani Skorf dostać się na tamten świat. Problem w tym że wszystkie osoby, które obejmuje śledztwo, zdają się być mocno podejrzane. I wszystkie kłamią. Palmu, który nie wygląda na giganta intelektu, konsekwentnie i pewnie odsiewa prawdę od kłamstw, trzymając się zasady, że liczą się tylko twarde fakty i logiczne ich połączenia. W śledztwie raczej przeszkadza, mu niż pomaga ambitny, młody stażysta Toivo Virta (to narrator tej powieści), który nie raz, nie dwa słyszy od przełożonego, że jest „nieuleczalnie głupi”. Koniec końców – jak to w tym formacie kryminalnym bywa – Palmu rozwikłuje zagadkę, choć zamknięcie sprawy wcale go nie satysfakcjonuje.

         Powieść Kto zabił panią Skrof? miała premierę ponad siedemdziesiąt lat temu, ale – jak na mój gust – wcale się nie zestarzała. Kryminalna klasyka? Może nie na miarę królowej Aghaty, ale na pewno wciąż warta lektury. Nie mogę się już doczekać kolejnej części trylogii, zatytułowanej intrygująco Błąd komisarz Palmu. Bo czyż doświadczony i skuteczny Palmu faktycznie mógł go popełnić?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Interaktywność...

środa, 24 sierpnia 2011 14:19

 

Dobrze, a może Szanowni Czytelnicy mojego bloga podpowiedzą mi, recenzję z jakiej książki chcieliby tu przeczytać?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zofia Małopolska, Morderstwo tuż za rogiem

wtorek, 23 sierpnia 2011 12:19

 

Krakowskie pitu-pitu, czyli obyczajówka

 

Zofia Małopolska, Morderstwo tuż za rogiem, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 302.

 

         Debiutancka książka Zofii Małopolskiej zapowiadana była jako kryminał krakowski, nic więc dziwnego że po nią sięgnąłem. W końcu po pierwsze, jestem na stałe zameldowany w byłej cesarsko-królewskiej mieścinie, po drugie, sam (to znaczy nie do końca, bo wespół w zespół z Martą Mizuro) napisałem powieść kryminalną, której akcja rozgrywa się współcześnie w Krakowie. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła… i takie tam. W tym przypadku do piekła nie trafiłem, ale czy – z drugiej strony – sięgnąłem rajskich wyżyn? Nie sądzę. Ale po kolei.

          Małopolska napisała kryminał. Małopolska nie napisała kryminału. Wbrew elementarnej logice oba zdania są prawdziwe. Z jednej strony, jest w Morderstwie tuż za rogiem kryminalna intryga, rozwijana wokół sprawy zabójstwa menela o bardzo – jak się okazuje – ciekawej przeszłości; jest policjant po przejściach, który prowadzi dochodzenie ze sporą pomocą swojej byłej nauczycielki (a i wielbicielki prozy kryminalnej). Z drugiej strony, policyjne śledztwo głównie dostarcza autorce pretekstu do rozbudowywania warstwy obyczajowej, kompletowania galerii satyrycznie „przegiętych” typów ludzkich i opisów dziwactw „krakówka”. Dla przykładu: w rozdziale trzecim główny bohater powieści, komisarz Bartnik, przesłuchuje ludzi mieszkających w okolicy miejsca, w którym dokonano zabójstwa; przesłuchania niewiele wnoszą do sprawy, pozwalają jednak Małopolskiej nakreślić kilka barwnych typów, choćby „strasznej staruszki”, nie tak znowu moherowej wielbicielki wiadomej stacji radiowej czy męża pantoflarza. I tak dalej, i tym podobne…

         Jak sądzę, autorka Morderstwa tuż za rogiem świetnie bawiła się, pisząc tę powieść, i chciała, by lekturową frajdę miał także czytelnik. To bezpretensjonalna powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, lekko napisana, pełna humoru i intertekstualnych odniesień (nie tylko do kryminałów). I tylko szkoda, że tak wiele jest w niej literówek i redakcyjnych kiksów. Ale to już kamyczek do ogródka wydawcy, a nie samej Małopolskiej.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Aleksandra Marinina, Obraz pośmiertny

niedziela, 21 sierpnia 2011 16:24

 

Taka sobie caryca

 

Aleksandra Marinina, Obraz pośmiertny, przekł. Aleksandra Stronka, W.A.B., Warszawa 2011, s. 253.

 

         Zacznę od wyznania wiary: bardzo lubię współczesną rosyjską prozę kryminalną, szczególnie tę pisaną przez kobiety (Daszkowa, Doncowa, Marinina, Płatowa, Polakowa…), choć i rosyjscy kryminaliści, choćby Akunin, dają radę; wierzę, że warto sięgać po ich kolejne książki. Jednak nie zawsze wiara czyni cuda, o czym przekonałem się po lekturze najnowszej z wydanych u nas powieści Aleksandry Marininy.

         Autorka Kolacji z zabójcą nazywana jest „carycą rosyjskiego kryminału”. Raczej słusznie, choć i carycy zdarzają się chwilę słabości, jak w przypadku Obrazu pośmiertnego. By tak rzec, filarami prozy kryminalnej Marininy są: postać głównej bohaterki, analityczki milicyjnej Nastii Kamieńskiej oraz opisy rozmaitych środowisk społecznych, które przychodzi poznawać śledczym podczas prowadzonych przez nich spraw. Te filary w najnowszej powieści chwieją się dosyć mocno. Kamieńska jest wciąż tą samą Kamieńską – kobietą, której mózg działa sprawnie i szybko niczym komputer najnowszej generacji, co pozwala jej szybko i finezyjnie rozwiązywać nawet najbardziej powikłane zagadki. Jednak w tym, że to wciąż „ta sama” Nastia jest problem. Odkąd Marinina „przypisała” bohaterce męża, poczciwego, kochającego Czistiakowa, w życiu osobistym Kamieńskiej nie dzieje się nic interesującego. Ot, rutyna pracy i codziennych obowiązków. Postać milicjantki zamarła w tej samej pozie… Znamienne jest, że autorka w tej powieści równie wiele miejsca jak Kamieńskiej poświęciła pomagającemu jej w śledztwie ochroniarzowi (a niegdyś milicjantowi) Stasowowi. Podobnie jest z opisem środowiskowej specyfiki. W Obrazie pośmiertnym bohaterka zajmuje się sprawą zabójstwa młodej, obiecującej aktorki Waznis, co zmusza ją do wejścia w światek filmowców. Tyle tylko że to już u Marininy było – w powieści Czarna lista, w której Stasow prowadził dochodzenie w sprawie serii morderstw podczas festiwalu filmowego. W Obrazie pośmiertnym na temat przegranych lub wygranych aktorów, nadmiernie ambitnych reżyserów i próbujących osiągnąć finansowy sukces producentów „caryca rosyjskiego kryminału” nie pisze nic nowego, zaskakującego.

         Nie twierdzę, że nowa powieść Marininy bardzo mnie zmęczyła czy całkiem zniechęciła do kolejnych jej książek. Ale jednak trochę znużyła. Choć – zaznaczę – intryga kryminalna poprowadzona została tradycyjnie bardzo pewną ręką i spuentowana w sposób zaskakujący. Jednak – przyznam szczerze – akurat po tej pisarce spodziewam się tekstów o niebo lepszych. W końcu – tytuł carycy zobowiązuje!      

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  117 020  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 117020

Lubię to