Bloog Wirtualna Polska
Są 1 234 932 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ian Rankin "Stojąc w cudzym grobie"

środa, 30 lipca 2014 11:52

Rankin.jpg

Droga znikających kobiet

 

Ian Rankin, Stojąc w cudzym grobie, przekł. Jan Kraśko, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014, s. 447.

 

         Kryminałom szkockim wciąż daleko jest do popularności, jaką zdobyła skandynawska proza spod znaku zbrodni, a szkoda, bo w Szkocji tworzy cała grupa wybornych „kryminalistów”, z Ianem Rankinem na czele. Autor Stojąc w cudzym grobie już lata temu przebojem wdarł się do ścisłej czołówki światowego kryminału, a podziw i milionowe nakłady przyniósł mu cykl z inspektorem Johnem Rebusem z Edynburga (ma marginesie, bohater ma polskie korzenie). Powieści Rankina wpisują się w podgatunek kryminalny, jakim jest tartan noir. I rzeczywiście, można znaleźć w nich bardzo wiele nawiązań do klasyki czarnego kryminału, przede wszystkim w kreacji głównego bohatera cyklu, solidnie popijającego samotnika, który ścigając „zbójów”, swobodnie traktuje policyjne procedury i literę prawa.

         W Stojąc w cudzym grobie Rebus jest już na emeryturze, ale pracuje jako cywil w policyjnym „archiwum X”. Zgłasza się do niego matka dziewczyny, która lata temu zaginęła przy drodze A9, twierdząc, że sprawa ma związek ze „świeżym” zaginięciem nastolatki przy tej samej szosie, jak również z innymi przypadkami znikających kobiet. Początkowo nikt nie traktuje jej poważnie. Jednak Rebus, trochę z nudów, trochę z chęci zapunktowania przed powrotem do policji, o którym marzy, zaczyna dochodzenie, odgrzebując pokryte kurzem akta. I koniec końców rozwiązuje mroczną zagadkę, podpadając wszystkim przełożonym i wchodząc w niebezpieczne alianse z bandytami z edynburskiego półświatka.

         Wartość prozy kryminalnej Rankina nie zasadza się tylko i wyłącznie na pomysłowym rozwinięciu klasycznego wzorca czarnego kryminału, klarowności intryg i mrocznym nastroju. W nowej powieści, podobnie jak w poprzednich, bardzo ważne są wątki obyczajowe i psychologiczne. Autor Zaułku szkieletów nieodmiennie snuje opowieść o zmieniającej się z roku na rok Szkocji, czy szerzej – cywilizacyjno-kulturowych przemianach krajów Zachodu. I o nieodwołalnie starzejącym się gliniarzu, który ze swoimi anachronicznymi metodami śledczymi coraz mniej pasuje do przeobrażającej się policji. Ale wciąż, uparcie, stara się być użytecznym, chce „chronić i służyć”. Oczywiście, w miarę coraz mniejszych możliwości, ucząc się trudnej sztuki rezygnacji.

 

(Rozszerzona wersja tekstu, który ukazał się w tygodniku "Polityka".)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jo Nesbø "Syn"

środa, 16 lipca 2014 14:42

Nesbo_Syn.jpg

Jezus naszych czasów

 

Jo Nesbø, Syn, przekł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2014, ss. 428.

 

         W powieści Syn nie pojawia się Harry Hole, kultowa już postać wykreowana przez Jo Nesbø. Dla wielbicieli Brudnego Harrego z Oslo mam jednak dobrą nowinę: nowa książka norweskiego pisarza wcale nie jest gorsza od poprzedniej, rewelacyjnej Policji. Równie wiele jest w niej intrygujących postaci pierwszego i drugiego planu, mrocznych tajemnic, ponurych zbrodni i trafnych, przesyconych ironią komentarzy do naszego „tu i teraz”.

         Tworząc intrygę kryminalną, Nesbø posłużył się ciekawym chwytem, grając z czytelnikiem w otwarte karty. Od samego początku powieści wiadomo, kto zabija, kto zginie i w imię czego dokonywane są zbrodnie. Choć, oczywiście, na koniec autor funduje czytelnikowi kilka zmyślnych twistów, podmian między dobrymi i złymi. Głównym bohaterem jest Sonny Lofthus, narkoman, odsiadujący wyrok za dwa zabójstwa (notabene nie popełnione przez niego), który stoczył się na samo dno po tym, jak jego wielbiony ojciec policjant został oskarżony o korupcję i popełnił samobójstwo. W więzieniu dowiaduje się, że rodzic wcale nie odebrał sobie życia, tylko został zabity przez ludzi mafii. Sonny nieomal z dnia na dzień przestaje ćpać, ucieka z więzienia i zaczyna mścić się na wszystkich odpowiedzialnych za śmierć ojca.

         Sonny do pewnego stopnia stylizowany jest na Jezusa: wysłuchuje strapionych, udziela im rozgrzeszenia, leczy. W końcu symbolicznie zmartwychwstaje, przestając się narkotyzować. Tyle tylko że jest to Jezus na miarę naszych czasów, który nie przynosi miłości i zbawienia, lecz przede wszystkim bezwzględną karę dla grzeszników. Nasz świat – zdaje się sugerować Nesbø – jest przeżarty wielorakim, wielopostaciowym złem, które niczym rak niszczy społeczeństwa i państwa, infekując także tych, którzy powinni stać na straży praworządności (Nesbø po raz kolejny wraca do tematu korupcji w policji i innych służbach państwowych). Spacyfikowani przez konsumpcyjny styl życia, moralnie rozleniwieni ludzie nie robią nic, by złu się przeciwstawić. Nie zasługują więc na zbawienie, tylko na karę, która ma być nauką i przestrogą.

 

(Rozszerzona wersja tekstu, który ukazał się w tygodniku "Polityka".)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tom Perrotta "Pozostawieni"

niedziela, 13 lipca 2014 18:32

Perrotta.jpg

Niedokończona żałoba

 

Tom Perrotta, Pozostawieni, przekł. Anna Gralak, Znak, Kraków 2014, ss. 380.

 

         W ostatnich latach bardzo szerokim nurtem rozlewa się twórczość katastroficzna czy też post-katastroficzna – jak zwał, tak zwał – pojawiają się niezliczone powieści, filmy czy seriale telewizyjne ukazujące rozmaite plagi spadające na całą ludzkość i próby odbudowania normalnego (w miarę) życia po katastrofie czy tylko przetrwania. Najczęściej w roli niszczycieli zwykłego, nudnego porządku obsadzane są „zombiaki” (niestety, rządzą one w popkulturze do spółki z „wampirzami”), co sprowadza katastroficzne fabuły do poziomu dzieł klasy nawet już nie B, ale C. Na szczęście co jakiś czas pojawiają się nieco ambitniejsze wizje ludzkości zmagającej się z globalną zagładą i do takich właśnie należy powieść Toma Perrotty Pozostawieni.

         Koncept, wokół którego amerykański pisarz osnuł opowieść, nie jest nowy – oto nagle i niespodziewanie znikają (dosłownie) w tajemniczych okolicznościach dwa procenty ludzkości. Jednak Perrotta poprowadził fabułę w nieco inną stronę niż jego poprzednicy. W Pozostawionych nie zostaje wyjaśnione, co sprawiło, że miliony ludzi w sekundzie rozpłynęły się w niebycie. Pojawiają się rozmaite hipotezy, na przykład że było to „zniknięcie Kościoła”, wniebowzięcie wybranych, tyle tylko że nie jest jasny klucz wyboru konkretnych osób. Uwaga narratora skupiona jest na tytułowych pozostawionych, którzy muszą uporać z nagła utratą bliskich. Są to przede wszystkim mieszkańcy małego, prowincjonalnego miasta Mapleton (fikcyjnego), z rodziną burmistrza Kevina Garvey’a na czele.

         W gruncie rzeczy Perrotta rozwija w powieści opisywany w psychologii mechanizm funkcjonowania ludzi, których bliscy zaginęli bez wieści. W takim przypadku, gdy nie wiadomo, czy zaginiona osoba żyje czy też nie, zaburzona zostaje wieloetapowa praca żałoby, czy inaczej – nie może zostać doprowadzona do końca, bo wciąż jeszcze, nawet po wielu latach, tli się nadzieja, że zaginiony jednak powróci. Perrotta w obyczajowo-psychologicznej opowieści przedstawia rozmaite postawy bohaterów, którzy próbują na nowo poukładać sobie życie po utracie bliskich. Żona Kevina, Laurie z miesiąca na miesiąc coraz bardziej oddala się od rodziny, by w końcu przystać do sekty Winnych Pozostałych. Ich syn, student Tom angażuje się w działalność innej sekty, na czele której stoi święty Wayne, i praktycznie zrywa kontakt z najbliższymi. Jego nastoletnia siostra próbuje zagłuszyć lęk i niepewność, rzucając się w wir zabawy, pijąc, paląc trawkę i uprawiając przygodny seks. Wszyscy są zagubieni i osamotnieni, choć żyją obok siebie. W czasach po zniknięciu narasta niepewność, stałe – wydawać się mogło – wartości i zasady współżycia zostają rozchwiane czy nawet zawieszone. Każdy z bohaterów na własną rękę szuka ukojenia, pomysłu na nowy prządek, który sprawiłby, że rodziny i społeczności znowu zaczęłyby funkcjonować w miarę normalnie. Każdy z bohaterów ponosi mniejsze lub większe porażki, jednak opowieść w Pozostawionych nie zmierza ku ponurym i mrocznym rozwiązaniom, takim chociażby jak w Drodze Cormaca McCarthy’ego. Perrotta pokazuje, że można podnieść się po katastrofie, zwracając się ku podstawowym wartościom, uczuciom. To, co zwykłe i codzienne staje się swoistą odtrutką na globalne nieszczęście.

         Perrotta poświęca w powieści sporo miejsca rozmaitym ruchom religijnym czy para-religijnym, które – jak łatwo się domyślić – po katastrofie mnożą się jak grzyby po deszczu. W ich opisach wyraźny jest rys gorzko-satyryczny. Święty Wayne okazuje się podstarzałym erotomanem, który gromadzi wokół siebie harem wpatrzonych w niego jak w obrazek nastolatek, Winni Pozostali w imię dbałości o podupadającą moralność tworzą lotne patrole zbierające „kwity” na wszystkich wokoło (dokładnie nie wiadomo w jakim celu, choć można podejrzewać, że chodzi o pieniądze). W Pozostawionych wszelkie duchowe, religijne uniesienia traktowane są z dużą podejrzliwością, a koniec końców wyziera spoza nich jakże przyziemna chciwość czy żądzą władzy.

         Opis prowincjonalnego amerykańskiego światka zawarty w książce Perrotty – co tu kryć, dosyć schematyczny i przewidywalny – jest momentami nieco nużący. Ale śmieszno-straszna opowieść o ludziach zmagających się z niedokończoną żałobą warta jest jednak uwagi. Na motywach Pozostawionych powstał serial przygotowany przez HBO. Po lekturze powieści mam ochotę go obejrzeć. Niech to starczy za rekomendację książki.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 24 marca 2017

Licznik odwiedzin:  104 115  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 104115

Lubię to