Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 242 995 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Martha Grimes "Pod Zawianym Kaczorem"

wtorek, 30 lipca 2013 23:06

Grimes_Kaczor.jpg

 

Wersy śmierci

 

Martha Grimes, Pod Zawianym Kaczorem, POLITYKA Spółdzielnia Pracy sp. z o.o. i Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, s. 311.

 

         Pod Zawianym Kaczorem jest idealną powieścią dla wszystkich tych, którzy cenią pisarstwo Agathy Christie i… Williama Szekspira. Martha Grimes, Amerykanka o duszy Angielki, w cyklu kryminałów, w tytułach których pojawiają się mniej lub bardziej zwariowane nazwy angielskich pubów (na przykład Pod Przechytrzonym Lisem, Pod Huncwotem), nawiązuje do podgatunku kryminalnego jakim jest cozzy. To odmiana brytyjskiego kryminału, charakteryzująca się między innymi tym, że jej akcja rozgrywa się na angielskiej prowincji w niewielkich, lokalnych społecznościach. A mistrzynią tego rodzaju powieści była właśnie Christie. A co ma do tego autor Hamleta? Otóż akcja powieści rozgrywa się między innymi w rodzinnym mieście Szekspira, Stratforodzie a poza tym pełno w nim odniesień do tekstów Mistrza (...)

 

Całość tekstu jest dostępna w tygodniku "Polityka" - http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1550403,1,recenzja-ksiazki-martha-grimes-pod-zawianym-kaczorem.read


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Marcin Wroński, "A na imię jej będzie Aniela"

czwartek, 18 lipca 2013 11:53

Wronski_Aniela_Poli.jpg

 

W tygodniku "Polityka" można poczytać skróconą wersję mojego tekstu o powieści Marcina Wrońskiego (http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1548923,1,recenzja-ksiazki-marcin-wronski-a-na-imie-jej-bedzie-aniela.read), zaś pełną poniżej:

 

„Ulotny oddech historii”

 

Marcin Wroński, A na imię jej będzie Aniela, POLITYKA Sp. z o.o. i W.A.B., Warszawa 2013, s. 435.

 

         W trzeciej części serii o perypetiach komisarza lubelskiej policji Zygmunta Maciejewskiego Marcin Wroński odszedł od schematu, którego trzymał się w dwóch wcześniejszych odsłonach cyklu. Akcję A na imię jej będzie Aniela umieścił nie w ulubionych przez siebie latach 20. i 30 ubiegłego wieku, ale w czasie II wojny. Choć kryminalna intryga zawiązuje się jeszcze w roku 1938.

         Policjanci odkrywają ciało młodej blondynki, zgwałconej i uduszonej, na której dekolcie i twarzy której znajdują się ślady dziwnej wydzieliny. Wszystkie poszlaki wskazują, że w Lublinie pojawił się zwyrodnialec, który dalej będzie mordował. I tak się dzieje. Wybucha wojna, Maciejewski zostaje szantażem zmuszony do wstąpienia do niemieckiej policji, ale jednocześnie wciągnięty do współpracy z państwem podziemny, stając się zdrajcą i bohaterem w jednym. Jednak z obsesyjnym uporem powraca do sprawy mordercy kobiet, tym bardziej że koniec końców dopada on bliskich jego przyjaciela.

         Seryjnych morderców opętanych seksualną manią były już w prozie kryminalnej legiony. U nas w tworzeniu tego rodzaju postaci wyspecjalizował się Marek Krajewski, do którego Wroński intertekstualnie mruga okiem, wspominając w powieści o komisarzu Popielskim. W A na imię… zdecydowanie lepiej wypadli bohaterowie drugiego planu, niejednoznaczni, wewnętrznie porozdzierani, pokomplikowani niczym ponure czasy, w których przyszło im żyć i dokonywać wyborów. Co ciekawe, Wroński, pisząc o wojennym Lublinie i jego mieszkańcach, nie unikał tematów kontrowersyjnych, co nie zdarza się często w prozie gatunkowej. Opisał mordowanych w getcie Żydów, ale jednocześnie wprowadził do powieści postać Szamy Grajera, który w tymże getcie prowadził knajpę i był w dobrej komitywie z esesmanami. Pokazał zaślepionych ideologicznie Niemców, ale też niemieckiego przełożonego Maciejewskiego, który zginął, ratując niepełnosprawną Żydówkę. Przedstawił Polaków zarówno dobrych i złych, jak i takich, którzy chcieli tylko jednego – przeżyć wojnę. Wroński wspomniał swego czasu, iż w swoich kryminałach stara się „przekazać w tle fabuły ulotny oddech historii”. Myślę że w A na imię… udało się to pisarzowi wybornie. I choćby dlatego warto tę powieść przeczytać.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Miałem nie pisać, czyli felieton o blurbach

wtorek, 16 lipca 2013 0:34

Miałem wiec o blurbach nie pisać, ba, nawet nie wspominać, ale napiszę, a wszystko to przez Macieja Stuhra. Co ma Stuhr Maciej do literatury, oprócz tego, że ostatnio wydał zbiór felietonów o powalająco oryginalnym tytule „W krzywym zwierciadle”? Nawet mniejsza o to, że każdy lekko rozgarnięty aktor w tym kraju napisał, pisze lub pisał będzie książkę. Taka karma, taki system. Blurby to inna sprawa, poważniejsza. Zaraz wyjaśnię. Na początek historia polskiego blurba...

 

Całość tekstu dostępna na stronie pisma "artPapier" - http://www.artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=181&artykul=3873&kat=1


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Grecy umierają w domu"

piątek, 12 lipca 2013 11:29

Klimko_Grecy.jpg

 

Ojcowie odchodzą

 

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Grecy umierają w domu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013, ss. 240.

 

         Klimko-Dobrzaniecki jest pisarzem polskim, bo w języku polskim robi. Tak sobie wybrał, choć przecież mógłby na przykład – jako odnowiciel poezji islandzkiej – pisać w zupełnie innym narzeczu. Klimko-Dobrzaniecki polskim pisarzem nie jest, bo właściwie ma gdzieś mody, tematy przewodnie i kluczowe sprawy rodzimej literatury. Konsekwentnie robi swoje. Ku uciesze – mam nadzieję – nie tylko mojej, ale całej rzeszy czytelników.

         Właściwie od samego debiutu autora Kołysanki dla wisielca zajmują po-granicza, przestrzenie pomiędzy narodowymi, kulturowymi czy religijnymi fundamentalizmami, miejsca nieoczywiste czy bohaterowie o tożsamościach splątanych (albo tacy których kwestie tożsamości interesują tyle co niegdysiejsze śniegi…). Inni czy Obcy (z dużej albo małej litery, jak kto woli). W nowej powieści jednak przeszedł samego sobie, bo wykoncypował bohatera O/obcego do drugiej potęgi. Głównym bohaterem, a zarazem narratorem Greków… jest Sakis Sallas, mężczyzna w wieku mocno średnim „wciąż bardziej obcy nam i sobie sam”. Urodził się w Polsce z rodziców Greków, którzy po wojnie domowej uciekli do kraju schabowego. Na Dolnym Śląsku (po raz kolejny w pisaniu Klimko-Dobrzanieckiego pojawia się rodzinna Bielawa), gdzie dorastał, uznawany był za Greka. W kraju przodków, do którego trafił jako nastolatek, postrzegany był jako Polak – Polonos. I to właśnie Polacy umożliwili mu zadomowienie się tam, gdzie działał Platon. Kim właściwie jest? On, „człowiekiem bez właściwości”?

         W powieści Grecy umierają w domu (przyznam szczerze, ten tytuł mnie nie przekonuje, trudno go zapamiętać, a do tego nie ma zbytniego potencjału promocyjnego) Klimko-Dobrzaniecki zastosował stary, dobry schemat powieści w powieści. Główny bohater, dziennikarz po przejściach, zmęczony Atenami czasu kryzysu, jedzie na urokliwą wyspę do domu pracy twórczej, aby napisać powieść. Spotyka tam rozmaite malownicze typy, ma przygody mniej lub bardziej seksualne, ale stara się, jak może, pisać. Próbuje wrócić do czasów swojego dzieciństwa, opisać rodziców, głównie Ojca (nieodmiennie zapisuje to słowo z wielkiej litery), który swego czasu był dla niego niemal Bogiem. Ale też zmierzyć się z tajemnicami rodziców, zrozumieć, dlaczego byli tak osobni. W końcu – zdecydowali się osiąść w innym miejscu niż ich znajomi z ojczystego kraju, niespecjalnie chcieli utrzymywać kontakty z innymi greckimi uchodźcami, co więcej – Sakis nie mógł trafić na ślad ich krewnych w Grecji. Prawda o jego rodzicach – pozna ją właściwie przez przypadek – okaże mroczna, niszcząca niczym w klasycznej tragedii greckiej.

         Klimko-Dobrzaniecki – wspominałem już o tym nie raz, nie dwa – jest najbardziej czeskim spośród polskich pisarzy, specjalistą od opowiadania śmieszno-smutnych historii, dokonywania bolesnych wiwisekcji psychologicznych z uśmiechem na ustach. W jego nowej powieści też znalazły się pyszne anegdoty, jak chociażby ta o Romanie Szałejce z Bielawy, obdarzonym przez naturę niezwykle okazałym „ogonem” – czytaj: członkiem – co ojciec Sakisa próbował wykorzystać do zrobienia interesu życia, czy o matce bohatera, która stała się mistrzynią w wytwarzaniu kaszubskiego rękodzieła. Jednak jak dla mnie Grecy umierają w domu to najsmutniejsza, najbardziej melancholijna książka autora Kołysanki dla wisielca. Po części wynika to z kreacji głównego bohatera. Sallas jawi się po trosze jako samotnik i outsider, pogodzony z samym sobą, ale chyba nie do końca ze światem i – przede wszystkim – z własną przeszłością. Trudno rzec, że żyje pełnią życia, raczej jedynie reaguje – niezbyt emocjonalnie – na to, co wokół niego się dzieje. Poza tym w powieści Klimko-Dobrzanieckiego historia greckich wygnańców właściwie nie jest – jak na mój gust – najistotniejsza, bo przede wszystkim jest to opowieść o odchodzeniu ojców, pustym miejscu po nich, dojmującym braku. Poetce Ersi, sąsiadce Sakisa z domu pracy twórczej, z którą połączył go przelotny seks (swoją drogą, to chyba jedna z najsmutniejszych scen erotycznych w historii literatury…), umiera schorowany ojciec. Na wyspie bohater zaprzyjaźnia się z chłopcem (a po trosze z jego matką), którego ojciec zginął w absurdalnych okolicznościach. Koniec końców umiera też ojciec Sallasa, po raz drugi i do tego bardziej dotkliwie – ponieważ ginie wyidealizowana pamięć o nim.

         W Grekach… znaleźć można wszystko to, z czego pisanie Klimko-Dobrzanieckiego do tej pory słynęło: szwung rasowego opowiadacza, niewysilony humor towarzyszący opowieściom o sprawach ważnych i poważnych… Ale jest w tej książce coś jeszcze, nuta refleksyjnego smutku. Przemijanie autora trapi? Nawet jeśli tak, tylko dobrze zrobiło to jego prozie.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zygmunt Miłoszewski "Bezcenny"

środa, 10 lipca 2013 12:36

Bezcenny.jpg

 

Taki lepszy Dan Brown

 

Zygmunt Miłoszewski, Bezcenny, W.A.B., Warszawa 2013, ss. 493.

 

Miłoszewski pełnymi garściami czerpie z tradycji gatunku. W Bezcennym znalazły się nawiązania do Pana Samochodzika, Indiany Jonesa, Bonda, książek o spiskowych teoriach dziejów i dziesiątków innych klasyków powieści sensacyjnej, przygodowej i szpiegowskiej. Już sama intertekstualna żonglerka znanymi skądinąd schematami daje w tej powieści sporo frajdy (...)

 

Całość tekstu dostępna jest w tygodniku "Polityka" - http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1548207,1,recenzja-ksiazki-zygmunt-miloszewski-bezcenny.read

 

 

 


Podziel się
oceń
2
4

komentarze (5) | dodaj komentarz

środa, 24 maja 2017

Licznik odwiedzin:  108 580  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 108580

Lubię to