Bloog Wirtualna Polska
Są 1 255 132 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Szczepan Twardoch

poniedziałek, 05 czerwca 2017 16:31

Twardocz_Krol.jpgGangsterski król

Szczepan Twardoch, Król, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016, s. 448.

    Wydany w zeszłym roku Król Szczepana Twardocha z miejsca narobił wiele szumu, zresztą podobnie jak dwie poprzednie powieści tego autora - Morfina (2012) i Drach (2014). Spierano się - często bardzo zaciekle i bezpardonowo - o to, czy Twardoch we właściwy sposób przedstawił w ostatniej powieści sytuację społeczno-polityczną w Polsce roku 1937; czy z dbałością o historyczny konkret ukazał "dwie obce sobie Warszawy" (s. 8), polską i żydowską, koegzystujące ze sobą, ale oddzielone niewidzialnym murem; czy nie nazbyt epatował w książce przemocą; a w końcu nawet czy nie jest to książka mizoginiczna. Niektóre ustalenia wynikające z tychże sporów były interesujące i inspirujące, jednak wydaje mi się, że większość z osób biorących w nich udział (często wytrawnych, zawodowych znawców literatury) zdawała się zapominać o kwestii zasadniczne i zarazem oczywistej, jeśli chodzi o interpretację kolejnych tekstów pisarza z Pilchowic. Autor Zimnych wybrzeży (2009) przez lata pisał prozę gatunkową - w różnych jej odmianach. Po transferze do Wydawnictwa Literackiego i przesunięciu w stronę literackiego mainstreamu (cokolwiek to określenie obecnie znaczy), które nastąpiło wraz z opublikowaniem Morfiny, Twardoch właściwie nigdy ostatecznie nie porzucił prozy gatunkowej. W każdej kolejnej powieści pisarza bez trudu znaleźć można motywy i schematy rodem właśnie z prozy gatunku. Raz jest ich mniej, innym razem więcej. Król jest ich pełen, a ten fakt umknął większości komentatorów, albo uznany został za nieistotny. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że przy całym swoim gatunkowym rozchwianiu ostatnia książka Twardocha jest w pierwszym rzędzie powieścią gangstersko-sensacyjną. Wystarczy uważnie wczytać się w tekst, na siłę nie szukając w nim drugiego czy trzeciego dna.
    Tytułowym bohaterem powieści Twardocha jest Jakub Szapiro, trzydziestosiedmioletni czempion boksu pochodzenia żydowskiego. Oprócz tego, choć może przede wszystkim, to żołnierz gangu Kuma Kaplicy (bohatera wzorowanego na autentycznej postaci polskiego gangstera z okresu międzywojennego Łukasza Siemiątkowskiego, pseudonim Tata Tasiemka) i to nie byle jaki, prawdziwa prawa ręka (i pięść) bossa. Jakub zachowuje lojalność wobec Kuma, ma jednak marzenie, które wyjawia w trakcie rozmowy z żoną: "Chcę być królem tego miasta". Można nawet nazwać to czymś więcej niż tylko marzeniem, skoro po chwili bohater dodaje: "I będę królem miasta" (s. 62). I tytuł powieści Twardocha, i przywołana scena ustawiają odbiór tekstu - jest to w pierwszym rzędzie historia człowieka, który czeka na okazję, by zostać szefem gangu, prawdziwym królem miasta takim chociażby jak Al Capone. A w szerszym planie opowieść o wojnie gangów, a to przecież najklasyczniejszy motyw powieści gangsterskiej. Tyle tylko że rzecz dzieje się w specyficznych warunkach schyłku II RP, a napisana została przez pisarza, który umie bawić się klasycznych schematami gatunkowymi i robi to z fabularną finezją.
    Odczytywanie powieści Twardocha jako gangsterskiej, albo szerzej - gangstersko-sensacyjnej (element sensacyjny również jest w powieści bardzo wyraźny i istotny) pozwala pewne motywy i wątki obecne w tekście zobaczyć we właściwym świetle czy wręcz uspójnić i usensownić. Najwyraźniej jest to widoczne w kreacji głównego bohatera. Na pierwszym rzut oka jego działania, szczególnie w końcowych partiach powieści, wydawać mogą się absurdalne, albo przynajmniej słabo umotywowane. Sytuacja Żydów w Polsce roku 1937 coraz bardziej się pogarsza, zaś nad gangiem Kuma Kaplicy zbierają się czarne chmury. Żona Jakuba i jego brat, zaangażowany w działalność ruchów syjonistycznych, namawiają go do wyjazdu do Palestyny. Bokser dysponuje dostatecznymi środkami, wie, że bez trudu ustawiłby się w nowej rzeczywistości; i że przede wszystkim zapewniłby spokojniejszy byt rodzinie. Koniec końców nawet zgadza się na wyjazd, ale później na pozór zdaje się robić wszystko, aby stolicy nie opuścić. Oczywiście, częściowo ma to związek z nasilającą się walką gangów, jednak niektóre z działań bohatera wyglądają na akty czystej (auto)destrukcji, jak chociażby uwikłanie się, na niedługi czas przed planowanym wyjazdem, w romans z Polką z prawicowej, zamożnej rodziny. Dlaczego Szapiro działa tak, jakby wcale do Palestyny nie chciał wyjechać? Ponieważ jest gangsterem i realizuje wzorzec gangsterskiego losu. Po pierwsze, nie widzi samego siebie poza dzielnicami znajdującymi się we władaniu jego gangu, czy szerzej - poza Warszawą. Tam i tylko tam jest jego miejsce. Po drugie, ma szansę zostać gangsterskim królem i aby to się stało, jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich. Nawet najbliższych. I tak się w końcu dzieje. Szapiro staje się królem szemranej Warszawy. Jak się potem okaże - nie na długo, bo jego panowanie przerwie wojna. Najbliżsi zapłacą za czas królowania Jakuba najwyższą cenę.
    W Królu mamy do czynienia ze specyficzną wojną gangów, ponieważ jest nią pucz skrajnej prawicy mający na celu odsunięcie od władzy rządów sanacyjnych. W polityczną zawieruchę wciągnięty zostaje gang Kuma, a Szapiro odegra w niej niebagatelną rolę. Nie przez przypadek. Kum, "stary bek, piłsudczyk, bojowiec" (s. 387), mógł przez lata w spokoju prowadzić przestępczą działalność, ponieważ pozostawał pod nieformalną ochroną dawnych towarzyszy walki o niepodległość, którzy we władzach II RP odgrywali znaczące role. Zmiana układu sił na scenie politycznej oznaczała jedno - dla Kuma śmierć, zaś dla jego gangu upadek. Nic więc dziwnego że po tym jak jego boss trafia do Berezy Kartuskiej, Szapiro robi wszystko, by pokrzyżować plany puczystów. Wątek powiązań między gangsterami a politykami to w powieści gangsterskiej nic nowego. Zastanawiać może tylko tak mocne wyeksponowanie w powieści Twardocha warstwy politycznej. Po części wynika to z realiów epoki. Wydaje mi się jednak, że autor Morfiny zestawiając rozbudowane opisy światka politycznego i gangsterskiego, chciał uwyraźnić podobieństwa między nimi. W końcu mechanizmy działań i cele gangsterów oraz polityków wydają się bardzo podobne. Różni ich tylko skala - tym pierwszym chodzi o panowanie nad miastem, tym drugim - nad całym krajem.
    Jak na mój gust opisy przemocy i traktowania kobiet przez mężczyzn obecne w Królu mieszczą się w ramach konwencji powieści gangsterskiej. Bez trudu wskazać można dziesiątki zdecydowanie bardziej krwawych i brutalnych realizacji gatunku. Oczywiście, są w powieści Twardocha fragmenty bardzo brutalne jak chociażby scena torturowania, zabicia a potem rozczłonkowania ciała Nauma Bernsztajna (ss. 55-57), ale przecież autor przedstawia środowisko przestępców, dla których załatwianie spraw przy pomocy "maszynki", noża czy pięści jest codziennością. Moim zdaniem nie mamy w tym przypadku - jak chcą niektórzy recenzenci książki - do czynienia z epatowaniem przemocą. Podobnie rzecz się mam w przypadku zarzutu o mizoginizm stawianego autorowi Króla. W relacjach damsko-męskich w tej powieści znowu odnaleźć można wiele klasycznych schematów z powieści gangsterskiej: brutalny gangster, który po przekroczeniu progu domu zmienia się w przykładnego ojca rodziny, mężczyźni katujący prostytutki i ci, którzy je chronią, fascynacja panienki z dobrego domu przestępcą to tylko przykłady pierwsze z brzegu. Bez wątpienia, większość postaci kobiecych w książce stanowią kobiety upadłe albo w ten lub inny sposób zdeprawowane. Ale znowu - jakie środowisko, takie postaci, które się w nim obracają. Trudno żeby Twardoch pisał w Królu o pensjonarkach.
    Ktoś mógłby zarzucić, że moją koncepcję "gangsterskiego" odczytania Króla obala obecna w nim forma narracji, której próżno szukać w powieści gangsterskiej. Narracja w nowej powieści Twardocha jest skomplikowana i ciekawa, a pewnie i najlepsza z dotychczas stworzonych przez pisarza. Narrator przedstawia się jako Mojżesz Inbar, który ma sześćdziesiąt siedem lat i mieszka w Izraelu. Właściwie nazywał się Bernsztajn i jako siedemnastolatek stał się swoistym podopieczny Szapiry, który zabił mu ojca. Po pięćdziesięciu latach Inbar spisuje opowieść o miesiącach 1937 roku, które doprowadziły do tego, że Szapiro został gangsterskim królem miasta, opatrując ją nawracającymi autokomentarzami. Ale dosłownie od pierwszej strony powieści i słów "Nie jestem człowiekiem. Nie mam nazwiska" jasne staje się, że i z samym narratorem, i z jego opowieścią jest coś nie tak, że kryje się w nich fałsz, który odkrywany jest konsekwentnie aż do "przewrotki" (nie nazbyt zaskakującej) w zakończeniu. Narracja w Królu jest niczym gabinet krzywych zwierciadeł, do którego wchodzi człowiek w masce. Obrazy są niepewne, rozmyte i zniekształcone, kolejne próby uchwycenia w miarę jasnych wizerunków, wpisane w sekwencje powtórzeń, nie przynoszą skutku. Możemy tylko domyślać się prawdy, albo tworzyć na jej temat wariacyjną opowieść, tak jak człowiek, który nazwał się Inbarem. To generuje szereg ciekawych kwestii poznawczych, o których nie miejsce pisać w tym tekście, i wiąże się ściśle z rozwijaniem w Królu niemal już klasycznego w pisarstwie Twardocha wątku osobowości rozchwianych. Jednak taka a nie inna forma narracji w nowej powieści Twardocha nie kłóci się z "gangsterskim" odczytaniem. Autor przecież nie tworzy klasycznej powieści gangsterskiej, tylko wykorzystuje chwyty i schematy  gatunku dla własnych celów, podporządkowuje własnej wersji opowieści, tak jak w przypadku powieści Drach było z sagą rodzinną. Innymi słowy, tworzy wariację na temat powieści gangsterskiej.
    Skupiłem uwagę na opisywaniu Króla Twardocha jako udanej wariacji na temat powieści gangstersko-sensacyjnej, ale moim zdaniem nie tylko na tym zasadza się wartość powieści. Jest w niej także świetnie skrojona story, którą autor potwierdził, że jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym, "opowiadaczy" współczesnej polskiej prozy. I gdyby tylko nie ten nieszczęsny motyw wieloryba, który niczym złowróżbny omen krąży nad Warszawą i którego zdają się dostrzegać bohaterowie... Chociaż koniec końców niech już nawet ten wieloryb będzie, bo może jestem zwyczajnie uprzedzony do wtrętów rodem z fantastyki, które z takim upodobaniem stosuje Twardoch.

Tekst ukazał się w dwumiesięczniku "Nowa Dekada Krakowska", nr 1/2, 2017.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  109 934  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 109934

Lubię to