Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pierre Lemaitre "Koronkowa robota"

poniedziałek, 15 czerwca 2015 8:35

Lemaitre_koronkowa.png

Zabójcza fikcja

 

Pierre Lemaitre, Koronkowa robota, przekł. Joanna Polachowska, MUZA SA, Warszawa 2015, ss. 415.

 

         Ostatnio opublikowane zostały u nas dwie powieści kryminalne, w akcji których bardzo ważną rolę odgrywają książki – czy też szerzej: pisanie, literatura. Dwie powieści bardzo różne, ale przy tym na swój sposób znakomite. Miałbym spory problem, gdybym musiał określić, czy lepszy literacko jest kryminał Stephena Kinga Znalezione nie kradzione, czy też Pierre’a Lemaitre’a Koronkowa robota. Na szczęście, nie muszę.

         Lemaitre – coraz popularniejszy w Polsce, i słusznie, bo to pisarz wyborny – na motto Koronkowej roboty wybrał zdanie Rolanda Barthesa, jednego z badaczy literatury i kultury najbardziej cenionych przez pisarzy postmodernistycznych: „Pisarz to taka osoba, która adaptuje cytaty, usuwając cudzysłowy”. Autor Alexa „adaptuje cytaty”, pochodzące nie tylko z klasyki gatunku, aż miło na różnych poziomach swojego tekstu, co może w pierwszej chwili sprawiać wrażenia zbytniej przewidywalności pewnych rozwiązań fabularnych (jak na przykład podjęcie przez śledczego korespondencji z psychopatą, który rzuca mu wyzwanie), koniec końców francuski pisarz tak potrafi zakręcić fabułą, odwracając kota ogonem, że czytelnik nie jest pewien, co jest prawdą a co zmyślenie, co rzeczywistością a co jedynie fikcją literacką. Ale po kolei…

         Koronkowa robota jest kolejną powieścią z serii o komisarzu paryskiej policji, małym wzrostem, ale wielkim duchem Camille’u Verhoevenie. Policjant niedługo zostanie ojcem, ale nie jest mu dane w spokoju przygotowywać się do podjęcia rodzicielskich obowiązków. Na paryskich przedmieściach znalezione zostają rozczłonkowane, zmasakrowane zwłoki dwóch młodych prostytutek. Zbrodnia to nie tylko bestialska, ale, jak wydaje się Camille’owi, dziwna. W przebłysku intuicji i pamięci odkrywa, że morderca w detalach odwzorował modus operandi i szczegóły na miejscu zbrodni wedle opisu umieszczonego w powieści kryminalnej Jamesa Ellroya Czarna Dalia. Szybko okazuje się, że podobnych dziwnych, „literackich” zbrodni w poprzednich latach było więcej. Śledztwo się ślimaczy, Verhoeven ma problemy z dziennikarzami i przełożony. Zdesperowany szuka kontaktu z zabójcą. I odtąd nic już nie będzie takie samo.

         W warstwie stricte kryminalnej w Koronkowej robocie trudno Lemaitre’owi cokolwiek zarzucić, podobnie zresztą, jak w poprzednich częściach serii. Jest w tej powieści niebanalny główny bohater, którego świat prywatny autor odsłania powoli. Są wyraziści bohaterowie drugiego planu, współpracownicy Camille’a, z których każdy jest „jakiś” (na przykład pochodzący z rodziny arystokratycznej Louis ma powściągliwy i akuratny sposób bycia angielskiego lorda), a ich portrety często szkicowane są satyryczną kreską. Intryga fabularna zbudowana została na interesujących założeniach, ma świetny punkt kumulacyjny i finał o szaleńczej dynamice. Do kryminalnej materii Lemaitre dodaje jeszcze eksperymenty narracyjne, oparte na chwycie „tekstu w tekście” (nawet podwojonym, ale nie mogę zdradzić więcej). Przy czym te rozwiązania, zarezerwowane wcześniej głównie dla prozy uważanej za ambitniejszą, są w integralny sposób zespolone z intrygą kryminalną. Bohaterowie powieści trafiają do czegoś w rodzaju tekstowego gabinetu luster, a niektóre z nich są krzywymi zwierciadłami. Muszą odnaleźć się pośród zniekształconych wyobrażeń. I przede wszystkim muszą wskazać twarde fakty w sytuacji, kiedy nie do końca wiadomo, gdzie przebiega granica między rzeczywistością a fikcją literacką.

         Czy taka proza kryminalna, w której kluczowe znaczenia mają zagadnienia literackie, kwestie ontologii tekstu literackiego, pisania i czytania, może być dynamiczna i trzymać w napięciu? Oczywiście, jeśli tworzy ją taki wirtuoz jak Lemaitre. Dość rzec, że – jak dla mnie – jedną z najbardziej „elektrycznych”, przykuwających uwagę scen jest ta, w której Camille i jego koledzy… czytają powieść, szukając w niej wskazówek potrzebnych do zamknięcia śledztwa. Nie boję się powtórzyć – mistrzostwo. Po prostu literackie mistrzostwo.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mariusz Czubaj "Piąty beatles"

czwartek, 11 czerwca 2015 12:59

Czubaj_Beatles.jpgZerwane więzi

 

Mariusz Czubaj, Piąty beatles, W.A.B., Warszawa 2015, s. 333.

 

(...)

         Niespieszny tok akcji – co nie znaczy, warto to podkreślić, że akcja jest nużąca – w Piątym beatlesie pozwala autorowi bardziej skupić się na prywatnych perypetiach Heinza. A dzieje się w życiu tego wdowca, po trosze samotnika, po trosze dziwaka sporo. Jego jedyne dziecko, syn, bierze ślub, a niedługo potem Heinz zostaje dziadkiem. Profiler, po tym jak podczas wesela stracił przytomność, na krótko trafia do szpitala, co każe mu się zastanowić, czy już nie czas najwyższy zmienić niezbyt zdrowe nawyki. Jego związek z psycholożką, którą nazywa pieszczotliwie Pocahontas, przeżywa poważny kryzys. Heinz uświadamia sobie, że ma coraz większe problemy z porozumiewaniem się z ludźmi, tak w pracy, jak i w kontaktach prywatnych. Co więcej, że czuje się coraz mocniej odklejony od rzeczywistości, oddzielony od teraźniejszości szybą. Że albo świąt mu się wymyka, albo on sam, na własne życzenie, oddala się od świata. Wypisuje się z niego, nie chcąc się godzić na to wszystko, na co godzą się inni w jego otoczeniu. Czyżby bohater nazbyt gwałtownie, nieprzyjemnie wchodził w życiową smugę cienia, stając u progu nieuchronnej starości? Do pewnego stopnia też, ale w postawie Heinza, jego narastającym znużeniu i rozgoryczeniu, widać przede wszystkim fundamentalną niezgodę na przemiany zachodzące w teraźniejszości, w świecie nastawionym na „mobilność, ruch, zmianę”. A profiler nie chce się zmieniać, chce za to pozostać wierny wartościom i rzeczom, które były ważne dla niego i ludzi z jego pokolenia. Choćby nawet za cenę utraty kontaktu, porozumienia ze światem, z kolejnymi, przychodzącymi nieubłaganie, pokoleniami. Stąd tyle goryczy w Piątym beatlesie, widocznej na przykład w zakończeniu książki: „Czuł, że więzi, które kiedyś łączyły pokolenia, są raz na zawsze zerwane. Powstała wyrwa, czarna dziura, przepaść. Pozostała co najwyżej iluzoryczna nić porozumienia”.

(...)

 

Całość tekstu jest dostępna na stronie Instytutu Książki - TUTAJ


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Stephen King "Znalezione nie kradzione"

wtorek, 09 czerwca 2015 15:11

King_Z.jpgŚmiertelnie wierny czytelnik

 

Stephen King, Znalezione nie kradzione, przekł. Rafał Lisowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2015, ss. 544.

 

         W powieści Znalezione nie kradzione, będącej swoistą kontynuacją Pana Mercedesa, znaleźć można elementy dobrze znane z poprzedniej części cyklu. Jest w niej psychopata z bardzo pokręconą psychiką, są krwawe, naprawdę przerażające zbrodnie. Pojawiają się też dobrze znani bohaterowie, tacy choćby jak emerytowany policjant Hodges i walcząca z licznymi natręctwami Holly, którzy teraz razem prowadzą firmę, zajmującą się rozwiązywaniem problemów innych ludzi, o wdzięcznej nazwie Uczciwi Znalazcy. I oczywiście zabójca z Pana Mercedesa, który żyje, ale jakby nie do końca. Jednak, jak dla mnie, cała sensacyjna fabuła z mrocznym, jak zazwyczaj u Kinga, finałem ma w Znalezione nie kradzione drugorzędne znaczenie.

         Nowa powieść Kinga stanowi rodzaj hołdu, przewrotnego, dodam, złożonego literaturze. Autor, dyskretnie przywołując pisarskich mistrzów, opowiada o wielkiej mocy uwodzenia literatury, która wciąga czytelników w fikcyjny świat, zmienia ich sposób postrzegania świata, a czasami ma nawet wpływ na życie odbiorców. Jeden z bohaterów Znalezione nie kradzione, Bellamy, zabija genialnego pisarza Rothsteina, którego otacza prywatnym kultem. Dlaczego to robi? Bo chce wejść w posiadanie notesów pisarza, zawierających dzieła, których Rothstein nie zamierza nikomu pokazywać. Ale też dlatego, że jest przekonany, iż pisarz zdradził wykreowanego przez siebie bohatera cyklu powieści, zmieniając go z buntownika w zwykłego Amerykanina goniącego za Złotym Dolcem. Te notesy powikłają życiowe ścieżki także innych bohaterów powieści. Ale też, koniec końców, książka Kinga zawiera przestrogę dla tych, którzy zbyt łatwo mieszają literacką fikcję z prawdziwym życiem. Losy Bellamy’ego oraz dużo młodszego od niego Saubersa pokazują, jak cienka jest granica oddzielająca wiernego czytelnika od niebezpiecznego psychofana.

 

Tekst ukazał się w tygodniku "Polityka".

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  117 012  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 117012

Lubię to