Bloog Wirtualna Polska
Są 1 234 932 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Joanna Jodełka "Ars Dragonia"

niedziela, 29 czerwca 2014 16:12

Jodla_smok.jpg

Złe i dobre maszkarony

 

Joanna Jodełka, Ars Dragonia, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2014, ss. 280.

 

         Pisarstwu Joanny Jodełki towarzyszę z przyjemnością od samego początku, czyli od brawurowego kryminału Polichromia (2009). Autorkę Grzechotki cenię za oryginalność, pomysłowość i… niekonsekwencję. Tak, to nie pomyłka, ani przejęzyczenie. Jodełka należy do bardzo wąskiego grona pisarzy gatunkowych, którzy nie trzymają się kurczowo (aż do znudzenia – swojego, ale najczęściej czytelników) jednego wypracowanego patentu na pisanie, gatunku czy bohatera. Każda książka poznańskiej autorki odwołuje się do innego wzorca prozy. Jodełka wciąż poszukuje, nieustannie zaskakuje. Tym razem postanowiła napisać powieść dla młodzieży z gatunku fantasy. Hm, z jakim skutkiem? Przyznam od razu, że do lektury przystępowałem z niejakim lękiem.

         Ars Dragonia zbudowana jest na – posłużę się formułą Dariusza Nowackiego – „mocno sprawdzonych” schematach: jest w niej walka siła dobra z siłami zła, jest nastoletni bohater, bardzo niepewny siebie (jąka się), zagubiony w świecie i nieszczęśliwy, który jednak posiada moce, o którym na początku nie ma pojęcia. Jak nietrudno się domyślić, to właśnie on, Sebastian Pitt jest wybrańcem, który w zmaganiach sił światła i ciemności odegra kluczową rolę.

         Rzecz dzieje się w Poznaniu. To tam właśnie znajdują się „źródła mocy” strzeżone przez ludzi z tajemniczej organizacji Ars Dragonia. Owe specyficzne miejsca umożliwiają przechodzenie do czegoś w rodzaju rzeczywistości równoległej, zaludnianej… No właśnie, to chyba najlepszy koncept w tej powieści. Świat ów pełen jest ożywionych maszkaronów z fasad poznańskich kamienic (jak wyglądają, można zobaczyć na dołączonych do książki ilustracjach autorstwa Piotra Walichnowskiego), tych wszystkich smoków, bazyliszków, hybrydycznych ptaków czy lwów, których ludzie zwykle nie dostrzegają, bo idąc ulicami miast, nie podnoszą głowy zbyt wysoko do góry. Szczegółów na temat działalności Ars Dragonii czytelnik dowiaduje się z wplecionych w tekst główny dokumentów pruskich służb, które na początku poprzedniego wieku prowadziły dochodzenie w sprawie tej organizacji. To dobry zabieg, bo dzięki niemu autorka uniknęła obciążania dynamicznej akcji nadmiarem wyjaśnień.

         A jeśli już o wyjaśnieniach mowa… O ile jasne są dla mnie motywacje głównego bohatera, który robi wszystko, aby uratować bliskich, bądź tych, którzy wydają mu się bliscy, o tyle nie bardzo wiem, dlaczego tak istotny w intrydze jest Smoczy Portal i właściwie co jest stawką zmagań dwóch wrogich frakcji „maszkaronów”. Oczywiście, w pewnym stopniu chodzi o złowieszczą Astarte, ale nie tłumaczy to wszystkiego. Zdaję sobie sprawę, że – zgodnie z zapowiedzą – Ars Dragonia jest początkiem serii, myślę jednak, że powieść zyskałaby, gdyby autorka nieco bardziej uchyliła rąbka tajemnicy. Bez wątpienia uatrakcyjniłoby to lekturę.

         Żałowałem trochę, że Jodełka nie pokusiła się o większą swobodę, wynalazczość językową, na przykład wymyślając specjalny język „maszkaronów”. Ale prawdopodobnie na potrzeby dosyć konwencjonalnej powieści dla młodzieży nie było to wcale konieczne, choć „dorosłemu” czytelnikowi pewnie sprawiłoby nieco frajdy.

         Nie jestem pewien, czy sięgnę po drugi tom tej serii, ale Ars Dragonię przeczytałem bez większego stresu, a momentami nawet z przyjemnością, mimo iż nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem tego rodzaju prozy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Najlepsze amerykańskie opowiadania kryminalne 2010"

czwartek, 12 czerwca 2014 12:11

Opo_krymi.jpg

Bez zagadek

 

Najlepsze amerykańskie opowiadania kryminalne 2010, redaktor antologii: Lee Child, redaktor serii: Otto Penzler, przekł. Jan Kabat, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014, ss. 525.

 

         Od dobrych kilkunastu lat w Stanach Zjednoczonych publikowane są rokrocznie antologie najlepszych amerykańskich opowiadań kryminalnych z danego roku. Nad ich wydawaniem czuwa księgarz i promotor literatury kryminalnej Otto Penzler, który do współpracy zaprasza znanych pisarzy, dokonujących ostatecznej oceny i selekcji tekstów pomieszczonych w antologii. W przypadku tomu zawierającego opowiadania z roku 2009 jest to Lee Child, brytyjski pisarz, od lat mieszkający w Stanach, autor bestsellerowej serii thrillerów z malowniczym bohaterem, Jackiem Reacherem.

         Child wybrał dwadzieścia jego zdaniem najlepszych opowiadań kryminalnych. Jak to zwykle w przypadku tego rodzaju antologii bywa, jakość znajdujących się w niej tekstów bywa różna – od opowiadań bardzo dobrych (na przykład Sprawiedliwość w każdym calu Phyllis Cohen, Pies Dennisa Lehane’a, Klub Eda Luby’ego Kurta Vonneguta czy Złomiarz Mike’a Wiecka) po przeciętne czy nawet słabe (choćby Charlie i piraci Gary’ego Alexandra, Maynard Mary Stewart Atwell albo Powiedzcie mi Lyndy Leidiger). Rozmaita jest również tematyka i stylistyka tych opowiadań, jednak jest coś, co wszystkie (prawie) je łączy. Otóż, ich autorzy odchodzą od klasycznego schematu gatunkowego, nie interesuje ich wcale, albo interesuje ledwie w znikomym stopniu, konstruowanie intryg zbudowanych na zagadce, którą główny bohater ma rozwikływać do spółki z czytelnikiem. Inaczej rzecz ujmując, najważniejsze nie jest pytanie: kto zabił albo kto popełnił przestępstwo?, lecz kwestia motywacji działań bohaterów. (Wyjątek stanowi opowiadanie Przypadek szaleństwa pułkownika Warburtona Lundsay Faye, tyle tylko że autorka wprost odwołuje się do tradycji prozy detektywistycznej Conan Doyla.) Niektórzy autorzy opowiadań poruszają w tekstach poważne problemy, z którymi zmaga się nie tylko społeczeństwo amerykańskie, jak choćby kwestia pedofilii wśród księży (Dźwigaj swój krzyż Johna Dufresne’a), jednak większość z nich zwraca się ku kameralnym, „małym” dramatom poszczególnych bohaterów czy ich rodzin, pisząc o pokaleczonych ludziach, którzy nie potrafią odnaleźć własnego miejsca w życiu (Połów Matta Bella), czy trudnych, toksycznych relacjach między bliskimi, prowadzącymi do tragedii (Krew i ziemia Ryana Zimmermana).

         A na marginesie – zazdroszczę amerykańskim autorom prozy kryminalnej. Czego? Możliwości, jakie oferują im rynki prasy i wydawniczy. W Polsce powstaje bardzo mało opowiadań kryminalnych. Z prostej przyczyny: nie za bardzo można cokolwiek sensownego z nimi zrobić, bo po pierwsze, brakuje czasopism stawiających na publikowanie tego rodzaju tekstów, po drugie, wydawcy od lat trzymają się założenia – moim zdaniem błędnego – że zbiór czy antologia opowiadań na pewno sprzedadzą się gorzej niźli powieść. W takiej sytuacji perspektywa pisania opowiadań do szuflady nie wydaje się wyjątkowo kusząca. A szkoda, bo – pisałem o tym już nie raz – opowiadanie jest gatunkiem szlachetnym i wymagającym. Wbrew pozorom łatwiej jest napisać dobrą powieść niż dobre opowiadanie, ponieważ wszelkie kiksy i potknięcia, które można jako tako zamaskować w kilkusetstronicowym tekście, w opowiadaniu widoczne są jak na dłoni. Ale cóż, szkoda czasu na narzekania. Wciąż mam nadzieję, że dożyję czasów, kiedy będę mógł wziąć do ręki antologię Najlepsze polskie opowiadania kryminalne.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Peter May "Czarny dom"

niedziela, 08 czerwca 2014 11:21

May.jpg

Mroczna skała głuptaków

 

Peter May, Czarny dom, przekł. Jan Kabat, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014, ss. 463.

 

         Spośród powieści kryminalnych najbardziej cenię te, w których autorzy odchodzą od mocno sprawdzonych schematów prozy tego gatunku, podejmując grę z konwencją albo przynajmniej proponując niebanalne miejsce akcji. Takie kryminały nazywam przełamanymi. Powieść Czarny dom szkockiego pisarza Petera May’a, pierwsza część trylogii Wyspa Lewis, bez wątpienia jest kryminałem przełamanym. A do tego – zdradzę to na samym początku – świetnym. Więcej nawet – jak dla mnie to jedno z największych kryminalnych (nie tylko) odkryć ostatnich miesięcy.

         Jak to zwykle bywa w przypadku kryminałów przełamanych, można się zastanawiać, czy jest to jeszcze kryminał, czy już coś innego, czyli w przypadku Czarnego domu bildungsroman z wątkiem kryminalnym. Zacznę jednak od intrygi. Na niewielkiej szkockiej wyspie Lewis, leżącej w archipelagu Hebrydów Zewnętrznych, dochodzi do makabrycznego morderstwa. Na miejsce zdarzenia zostaje wysłany policjant z Edynburga Fin Macleod (główny bohater trylogii); z dwóch powodów, bo, po pierwsze, urodził się i wychował na tej wyspie, a do tego znał zamordowanego mężczyznę, po drugie, modus operandi zbrodni był niemal identyczny, jak w przypadku wcześniejszego morderstwa w Edynburgu, śledztwo w sprawie którego prowadził właśnie Fin. Bohater, który przez dobrych kilkanaście lat nie odwiedzał rodzinnej wyspy, niezbyt chętnie się tam wybiera. Dochodzenie, w którym występuje w roli jedynie kogoś w rodzaju konsultanta, toczy się niemrawo, a pobyt na Lewis staje się pretekstem do wspomnień i rozliczeń z przeszłością. Dopiero w samej końcówce akcja zdecydowanie przyspiesza, a Fin musi zaryzykować własne życie, chcąc ocalić bliską mu osobę.

         W centrum snutej przez May’a opowieści stoi Fin, a intryga kryminalna stanowi jedynie pretekst do przedstawienia historii dzieciństwa i młodości głównego bohatera. Narracja w Czarnym domu rozwija się dwutorowo, fragmenty pisane w trzeciej osobie ukazują teraźniejszość, czyli głównie śledztwo w sprawie zabójstwa na wyspie Lewis, natomiast podrozdziały w pierwszej osobie zawierają retrospekcje, przybliżające najważniejsze wydarzenia z lat, które Fin spędził na rodzinnej ziemi. Bohater jest mocno pokiereszowany przez życie, zmaga się z lękami i idiosynkrazjami, a do tego ma mroczną tajemnicę, tak mocno zepchniętą w podświadomość, że nieuświadamianą, jednak mocno wypływającą na jego życiowe wybory (więcej zdradzić nie mogę). Bo właściwie dlaczego przez długie lata Fin nie chciał odwiedzić wyspy, na której się urodził i dorastał? Fakt, spotkało go tam sporo złego. Miał ledwie osiem lat, gdy w wypadku samochodowym zginęli jego rodzice, potem wychowywała go ekscentryczna ciotka, która zapewniała mu opiekę, ale była emocjonalnie chłodna. Tam przeżył pierwszą, trudną miłość, z której właściwie nigdy do końca się nie wyzwolił. W końcu, tam właśnie, a dokładniej na nieodległej skalistej wysepce Sula Sgeir, o mało nie zginął. Także teraźniejszość go nie rozpieszcza. Poznajemy tego trzydziestokilkuletniego mężczyznę w momencie, gdy jest całkiem rozbity. W wypadku stracił jedyne swoje dziecko, jego małżeństwo się rozpada. Nie za bardzo wie, co dalej robić ze sobą. Wyjazd na wyspę Lewis wzmaga niepokój i lęki Fina, ale też daje mu impuls do przemyślenia i przewartościowania przeszłości oraz wyznaczenie priorytetów na przyszłość. W Czarnym domu May’a wiele jest psychologicznych mroczności, historii ludzi kaleczących siebie nawzajem. Wbrew pozorom to jednak powieść pełna nadziei, pokazująca, że nawet z najgłębszego psychicznego dołka można się przy odrobinie samozaparcia wygrzebać. Do tego szkocki autor umieścił w powieści przejmującą opowieść o mrokach i urokach dojrzewania, o kształtowaniu się psychiki młodego mężczyzny, zderzającego się z wieloma problemami, z którymi nie zawsze umie sobie poradzić. W prozie ostatnich lat niewiele znaleźć można tak pogłębionych opisów i analiz procesów psychicznego dojrzewania. I nie mówię w tym przypadku tylko i wyłącznie o prozie kryminalnej.

         Książce szkockiego pisarza wartości bez wątpienia przydaje ciekawy, zmyślnie spleciony z intrygą kryminalną koloryt lokalny. Przyznam szczerze, że o Hebrydach Zewnętrznych wiedziałem do tej pory bardzo niewiele. May przez pięć lat zbierał materiały do powieści na wyspie Lewis – i widać, że raz, zrobił bardzo solidną dokumentację, dwa, umiał zebrane informacje i ciekawostki właściwie spożytkować w książce. May przedstawia specyficzną, niewielką i wciąż w dużym stopniu odizolowaną od reszty kraju społeczność lokalną. Co wyróżnia mieszkańców wyspy Lewis? Język, bo większość z nich posługuje się gaelickim, surowość moralna ufundowana na głęboko zakorzenionej protestanckiej religijności, przywiązanie do tradycji. To przywiązanie widać wyraźnie w corocznych wyprawach mężczyzn z Lewis na wyspę Sula Sgeir, w czasie których polują na pisklęta głuptaków. Dziesiątki, setki lat temu mieszkańcy wyspy robili to, by zapewnić sobie źródło pożywienia. Obecnie jest to element tradycji, ale też pobyt na nieprzyjaznej, skalistej wysepce stanowi coś w rodzaju rytuału przejścia dla młodych mężczyzn z Lewis. Opisy wypraw na Sula Sgeir są jednymi z najmocniejszych i najmroczniejszych zarazem fragmentów książki, a sama wysepka odgrywa niebagatelną rolę w intrydze kryminalnej.

         Warto też zwrócić uwagę na relacje między mieszkańcami wyspy, bo w dużej mierze warunkują i tłumaczą takie a nie inne rysy charakteru głównego bohatera. Trudne warunki bytowe, codzienna walka z naturą sprawiły, że mieszkańcy wyspy musieli trzymać się razem, pomagać sobie. Z drugiej jednak strony surowość natury bez wątpienia wpłynęła na surowość psychiczną i emocjonalną mieszkających tam ludzi. Mimo iż żyją blisko siebie, to jednak obok siebie; samotni, odgrodzeni niewidzialnymi barierami od innych, emocjonalnie wytłumieni. I wciąż tęskniący za innym światem, łatwiejszym życie, szukający możliwości ucieczki od dusznej atmosfery wyspiarskiego życia.

         Jak już wspominałem, Czarny dom to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałem w ostatnich miesiącach. Wprost nie mogę się doczekać kolejnej części trylogii, zatytułowanej Człowiek z wyspy Lewis.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 24 marca 2017

Licznik odwiedzin:  104 178  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 104178

Lubię to