Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 242 995 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wiktor Hagen "Długi weekend"

sobota, 25 czerwca 2011 15:01

 

Nemhauser rządzi!

 

Wiktor Hagen, Granatowa krew, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010, s. 472; Długi weekend, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 478.

 

         Z roku na rok rośnie u nas liczba pisarzy, którzy próbują swoich sił w niełatwym fachu autorów prozy kryminalnej. W tym – może jeszcze nie tłumie, ale na pewno tłumiku kryminalistów-debiutantów łatwo jest przeoczyć autorów naprawdę ciekawych i wartościowych. Tak się – niestety – stało w przypadku pierwszej powieści Wiktora Hagena, pisarza – jak na mój gust – niebanalnego.

         Hagen, począwszy od Granatowej krwi, zdecydowanie postawił na  odmianę kryminału, w której równie ważne jak krwawa intryga są tło obyczajowe i opisy miasta. W tym przypadku jest to Warszawa, miejsce już dosyć mocno spenetrowane przez autorów kryminałów, które jednak autor Długiego weekendu umie przedstawić na swój własny sposób. Jednak kluczowa w tej prozie jest kreacja głównego bohatera. Co tu kryć, lubię kryminały przełamane, odległe od sprawdzonych wzorców i schematów. Bohater cyklu Hagena, komisarz stołecznej policji Robert Nemhauser (może mam do niego słabość także dlatego, że jesteśmy imiennikami? Ha, kto wie!?) nie jest odbitką ze zwyczajowej dla kryminałów sztancy. Mimo iż zbliża się do wieku lekko średniego, nie jest desperatem-twardzielem po przejściach. To mąż żonie i ojciec dzieciom. Kocha swoją małżonkę Paulę i dzieciaki Cyryla oraz Metodego – dwóch bliźniaków w wieku przedszkolnym, chłopaków z piekła rodem, nad którymi udaje mu się zapanować tylko czasami i z wyraźnym trudem. Ponieważ trudno mu utrzymać familię z policyjnej pensji, dorabia jako kucharz w cieszącej się sławą restauracji. Choć właściwie robi to nie tylko z musu – po prostu umie i lubi gotować. (W teksty obu powieści Hagen, który, przepisuję z noty biograficznej, „pomagał przyjacielowi prowadzić restaurację w Paryżu”, wplótł wiele skróconych przepisów. Niektóre sprawdziłem… Naprawdę warto spróbować!) Ale to nie wszystko, bo autor Długiego weekendu ma oprócz tego dryg do tworzenia ciekawych postaci drugiego planu. Może nie są one tak oryginalne jak sam Nemhauser, ale taki chociażby jego partner, Mario – palce lizać (by jak najszybciej przekładać strony powieści).

         Jak dla mnie, ostatnimi czasy w naszych kryminałach rządzi Nemhauser. Zdecydowanie!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pieter Aspe "Kwadrat zemsty"

piątek, 24 czerwca 2011 15:10

 

Nieśmiały komisarz

 

Pieter Aspe, Kwadrat zemsty, przekł. Ryszard Turczyn, Videograf II, Chorzów 2011, s. 320

 

            Kryminały skandynawskie zdecydowanie zdominowały nasz rynek, co nie zmienia faktu, że wydawcy od czasu do czasu starają się podrzucać prozę kryminalną z innych stron Europy i świata, czasami dosyć nieoczywistych, by nie rzec egzotycznych. To przypadek powieści Pietera Aspe, pisarza z Flandrii. Kwadrat zemsty otwiera cykl o przypadkach komisarza Van Ina z Brugii.

Na pozór jest to rzecz zbudowana na wielokroć sprawdzonych, łatwych do rozpoznania schematach. Głównym bohaterem jest – jakżeby inaczej – samotny policjant po przejściach, który tworzy przebojowy duet z młodą, atrakcyjną i bardzo ambitną prokurator. Kryminalna intryga rozwijana jest zaś wokół tematu zemsty po latach, dosyć wyrafinowanej (przestępcy, na przykład, niszczą wartą grube pieniądze kolekcję biżuterii, rozpuszczając ją – dosłownie – w kwasie), co doprowadzić ma do skompromitowania rodziny wpływowego milionera-polityka, którego przeszłość kryje mroczne tajemnice. Jednak autorowi Kwadratu zemsty udało się te schematy w ciekawy sposób przełamać i ożywić. Przede wszystkim poprzez subtelne zastosowanie ironii i humoru. Doskonale widać to w kreacji Van Ina. Mimo wszystko nie jest to mroczny i depresyjny typ w rodzaju policjantów, jacy zaludniają strony książek skandynawskich (i nie tylko) kryminalistów. Bohater Kwadratu zemsty to postać sympatyczna, a momentami nawet – ze względu na chorobliwą nieśmiałość wobec kobiet – rozczulająca. Van In, opój i obżartuch, z dystansem podchodzi do siebie samego i świata, co pozwala mu znosić upierdliwego szefa i brak perspektyw na awans w mieście, w którym policjant praktycznie nie ma szans na wykazanie się – z braku poważniejszej przestępczości. A mimo to, gdy trzeba, okazuje się bardzo skutecznym psem gończym. Kwadrat zemsty świetnie sprawdza się także jako kryminał miejski, z wyraźnie zaznaczonym w tle obrazem urokliwej Brugii, pełnego zabytków, spokojnego miasta turystycznego, którego największym problem są permanentne korki i brak miejsc parkingowych.

            Kryminały Aspe były nagradzane i ekranizowane, sprzedały się w milionach egzemplarzy. Jestem przekonanym, że ten pisarz z Flandrii również u nas znajdzie grono wiernych czytelników.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

William Ryan

wtorek, 07 czerwca 2011 17:29

Znowu krymi, ale niedługo to się zmieni...

 

Rozpaczliwie szukając ikony

 

William Ryan, Świętokradcy, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2010, s. 367.

 

     Autorzy kryminałów retro ze szczególnym upodobaniem umieszczają akcję książek w latach 30. ubiegłego wieku. U nas są to chociażby Marek Krajewski czy Marcin Wroński, z pisarzy zagranicznych - Węgier Vilmos Kondor czy Irlandczyk Philip Kerr. Tę listę mógłbym ciągnąć jeszcze długo. Dołączył do nich kolejny Irlandczyk, autor powieści Świętokradcy, którą już docenili czytelnicy na Zachodzie i która - jak sądzę - równą popularnością wśród miłośników kryminałów będzie się cieszyć i w Polsce.

     Na czym zasadza się atrakcyjność prozy Ryana? Irlandzki autor umiejętnie połączył opis sowieckich realiów anno Domini 1936 (pisarz wie naprawdę sporo na ten temat) ze schematami rodem z czarnego kryminału, doprawiając całość odrobiną humoru i ironii. Główny bohater powieści, kapitan Korolew z Wydziału Kryminalnego Milicji Moskiewskiej, to właściwie taki sowiecki Marlowe, a przy tym postać pokomplikowana i paradoksalna, jak rzeczywistość, w której przyszło jej funkcjonować. Korolew to wierzący w Boga funkcjonariusz milicji, który zdaje się akceptować działania Partii, ale przy tym trzeźwo ocenia mroczne strony sowieckiej rzeczywistości. Człowiek, który ma swoje zasady i stara się ich trzymać, choćby miał za to obrywać po łbie (a obrywa często). Dzięki skuteczności w ściganiu przestępców, ochronie przełożonego i odrobinie szczęścia udaje mu się tak lawirować, aby nie trafić do łagru. Zostaje jednak uwikłany w sprawę, która - jak wszystko wskazuje - nie może się dla niego skończyć dobrze.

     W cerkwi zamienionej na klub komsomolców zostaje znalezione ciało młodej kobiety, którą ktoś przed śmiercią brutalnie torturował. Dzieło psychopaty? Niekoniecznie. W sprawę angażuje się NKWD, co każe Korolewowi mieć się na baczności. Pojawiają się kolejne trupy. Szybko okazuje się, że gra toczy się o zagarnięcie cudownej ikony Matki Boskiej Kazańskiej. Chcą ją przejąć czekiści, król moskiewskich bandytów i zagraniczni wysłannicy cerkwi. Korolew wpada w sam środek piętrowych intryg i będzie musiał się sporo nagłówkować, aby ocalić życie swoje i bliskich.

     Powieść Ryana jest ciekawa i świetnie napisana. Mówiąc krótko: to się czyta! Choć - przyznam szczerze - nie wyobrażałem sobie, że jest możliwe stworzenie tak interesującego kryminału osadzonego w realiach sowieckich. Jak się okazuje, wyobraźnia krytyka bywa ograniczona.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nazwa

wtorek, 07 czerwca 2011 16:25

A co do nazwy blogasa: Mania to - zaburzenie psychiczne z grupy zaburzeń afektywnych charakteryzujące się występowaniem podwyższonego bądź drażliwego nastroju. Stany maniakalne opisywane są przez pacjentów jako doświadczenia przyjemne; sprawiające, że czują się szczęśliwi. Pacjenci, których nastrój podczas manii jest drażliwy, nie opisują tego doświadczenia jako przyjemne, szybko się frustrują, a próba wpływu na ich zamiary powoduje u nich nasilenie gniewu bądź występowanie urojeń prześladowczych.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Jeffery Deaver

wtorek, 07 czerwca 2011 16:02

Dla odmiany coś zagranicznego:

 

Owczarek kontra zbieracz

 

Jeffery Deaver, Hak, przeł. Łukasz Praski, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 447

 

         Jeffery Deavera, który jest jednym z najlepszych współczesnych autorów prozy kryminalno-sensacyjnej w USA, nie trzeba specjalnie przedstawiać polskim czytelnikom, ponieważ jego książki są u nas tłumaczone i wydawane nieomal na bieżąco. Warto jednak zwrócić uwagę na niezwykły dar autora Kolekcjonera kości. Deaver pisze dużo, a mimo to nie schodzi poniżej pewnego, bardzo wysokiego poziomu, a kolejne jego książki stają się nieodmiennie wydarzeniami. Jak to robi? Nie mam pojęcia!

         Również nowa książka amerykańskiego pisarza, zatytułowana Hak, sprawiła, że nie potrafiłem się od niej oderwać, nim nie dotarłem do ostatniej strony. Głównym bohaterem, a zarazem narratorem powieści jest Corte, agent mocno zakamuflowanej agencji rządowej, która zajmuje się ochroną świadków koronnych i ludzi, na których życie dybią płatni mordercy. W slangu firmy nazywany jest „owczarkiem”. Po raz kolejny, chroniąc ludzi, musi zmierzyć się z bezwzględnym Lovingiem, których jest „zbieraczem”, wyciągającym we wszelkie możliwe sposoby (szantaż, tortury, znęcanie się nad nieletnimi) informacje, których potrzebują jego zleceniodawcy. Corte ma z nim zadawnione porachunki, bo Loving torturował i zabił mentora agenta. Ochrona grupy świadków zmienia się dla Corte’ego – miłośnika gier planszowych – w skomplikowaną rozgrywkę, w której do końca nie wiadomo, kto jest ściganym, a kto ścigającym.

         Deaver potrafi tworzyć nie tylko niebanalne, frapujące postaci, których konstrukcja z jednej strony nawiązuje do sprawdzonych schematów gatunku, z drugiej – naznaczona jest indywidualnym, niepowtarzalnym rysem. Umie też prowadzić akcję w niesamowitym tempie, mnożąc piętrowe zagadki i zaskakujące zwroty akcji. A do tego wszystko to jest ujęte w ramy może niezbyt wyrafinowanej, ale jednak krystalicznie przejrzystej narracji, która daje wiele lekturowej frajdy. Po prostu – mistrzostwo świata!


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 maja 2017

Licznik odwiedzin:  108 589  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 108589

Lubię to