Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Nagroda Wielkiego Kalibru

niedziela, 31 maja 2015 7:36

Chmielarz_P.jpg

Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszą powieść kryminalną/sensacyjną roku 2014 otrzymał Wojciech Chmielarz za książkę Przejęcie. Gratuluję!

 

O powieści Przejęcie można przeczytać na moim blogu - TUTAJ.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krzysztof Beśka "Dolina popiołów"

piątek, 29 maja 2015 11:31

Beska.jpg

Zemsta na wroga

 

Krzysztof Beśka, Dolina popiołów, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2015, ss. 439.

 

Bez wątpienia dynamika rozwoju kryminału retro, który to podgatunek jeszcze niedawno zdecydowanie dominował na rodzimej scenie kryminalnej, nieco osłabła. A większą popularnością zdaje się obecnie cieszyć kryminał współczesny. Co nie znaczy jednak, że retrokryminał ma się źle, że wszedł w erę schyłkową. Dość rzec, że w zeszłym roku wszystkie nagrody dla prozy kryminalnej zgarnął Marcin Wroński, twórca serii kryminalnej z komisarzem Maciejewskim, której akcja toczy się głównie w czasach międzywojennych. Pojawiają się też wciąż nowi autorzy kryminałów retro, niektórzy bardzo ciekawi. Jednym z nich jest Krzysztof Beśka, który już z niejednego prozatorskiego pieca chleb jadł. Wydana właśnie Dolina popiołów jest trzecią częścią serii powieści kryminalnych, w której głównymi bohaterami są prywatny detektyw Stanisław Berg oraz Łódź schyłku XIX wieku.

Jest rok 1893, w położonych niedaleko Łodzi wsiach płoną dwory należące do rosyjskich czynowników, niegdyś, po powstaniu styczniowym, odebrane polskim patriotom. Ewidentnie są to podpalenia. Czy to próba wzniecenia kolejnego buntu przeciwko zaborcom? Prywatna zemsta? A może jednak jedynie wybryki szalonego piromana? W rozwiązanie zagadki zaangażuje się Stanisław Berg – choćnie jest to jedyny sprawa, którą się w tym samym czasie zajmuje – przy okazji, jak to zwykle jest w przypadku tego prywatnego detektywa, zbierając po głowie i stając oko w oko ze śmiercią.

Beśka w cyklu kryminałów retro ewidentnie nawiązuje do schematów klasycznej prozy noir, co widoczne jest szczególnie w kreacji głównego bohatera, mimo iż otacza go krąg znajomych, samotnego (zmienia się to nieco w końcówce Doliny popiołów, ale nie mogę zdradzić szczegółów) twardziela o dosyć pokomplikowanym życiu osobistym. Przy czym tonacja prozy kryminalnej autora Pozdrowień z Londynu nie jest nazbyt mroczna, mimo licznych opisów, czasami makabrycznych, zbrodni, przede wszystkim dzięki dystansowi i dowcipowi wyraźnie zaznaczonym w narracji.

Jako się rzekło, jednym z głównych bohaterów cyklu jest dziewiętnastowieczna Łódź. W kryminałach Beśki widać wyraźne inspiracje Ziemią obiecaną Władysława Reymonta, ale właściwie trudno żeby było inaczej. Istotne dla mnie jest to, że pisarzowi udało się uniknąć częstego u autorów kryminałów retro błędu, czyli nadmiernego nasycania tekstu historycznym detalem, ciekawostkami, które niewiele, albo nawet nic nie wnoszą do rozsnuwanej historii. Beśka dba, jak mi się wydaje, przede wszystkim o oddanie ducha miasta oraz zdyszanego rytmu życia miejsca, które jawiło się u schyłku XIX wieku jako przemysłowe Eldorado. Smaczku teksowi Beśki dodają, postmodernistycznej proweniencji, zabawy w dyskretne nawiązania do postaci znanych z historii literatury, bądź powstałych w XIX wieku dzieł literackich. Dla przykładu, jednym ze znajomych Berga okazuje się niejaki Oscar Wilde, zaś w detektywistycznej robocie czasami pomaga mu nieco zwariowany żydowski wynalazca, która to postać wzorowana jest… Ale to już sami Państwo zgadną.

Warto zwrócić uwagę na bardzo ważny w kryminalnej intrydze Doliny popiołów wątek związany z powstaniem styczniowym. We współczesnej polskiej prozie, nie tylko gatunkowej, ten temat pojawia się incydentalnie. Beśce udało się go ciekawie wpleść w opowieść o zbrodniach.

Beśka jest sprawnym stylistycznie autorem. Czytelnik kryminałów tego autora ma okazję obcowania z – by tak rzec – kulturalną polszczyzną, pokrytą lekką, nie stawiającą oporu w lekturze, patyną stylizacji. Trochę tylko przeszkadza mi nadużywanie przez pisarza, na różnych poziomach tekstu, powtórzeń. Dla przykładu, prawie za każdym razem, kiedy w opowieści pojawia się jeden z przeciwników Berga, rosyjski urzędnik do zadań specjalnych, Sokrat Karpow, którego twarz jest potwornie oszpecona, Beśka opisuje jego przerażającą fizys i reakcje na nią innych ludzi. Za pierwszym, drugim czy nawet trzecim razem ma to jako taki sens, później staje się już nużąco przewidywalne.

Koniec końców, wydaje mi się, że Beśka coraz lepiej czuje się w konwencji kryminału retro, z powieści na powieść cykl jest lepszy, ciekawszy. I oby tak dalej.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marek Krajewski, Jerzy Kawecki "Umarli mają głos"

środa, 13 maja 2015 10:57

Krajewski_Umarli-maja-glos_500pcx.jpgPrzy ciasteczkach o zbrodniach

 

Marek Krajewski, Jerzy Kawecki, Umarli mają głos. Prawdziwe historie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, s. 299.

 

         Formuła kryminału retro wypracowana i konsekwentnie stosowana w kolejnych książkach przez Marka Krajewskiego trochę się już wyczerpała, nic więc dziwnego że wrocławski pisarz spróbował poszukać dla swojego pisania nowej formy. Pomysł miał naprawdę ciekawy. Zwrócił się ku współczesnym zbrodniom, co więcej – ku „prawdziwym historiom”, zaprosił do współpracy znanego patologa Jerzego Kaweckiego i przy jego współudziale spisał historie skomplikowanych spraw kryminalnych, do wyjaśnienia których przyczynił się medyk. Krajewski nazwał teksty pomieszczone w Umarli mają głos „opowiadaniami reportażowymi”. Książka zawiera opisy dwunastu dochodzeń, które prowadzono w ciągu ponad trzydziestu ostatnich lat. Dotyczą one bardzo różnych spraw, od makabrycznych, wręcz obrzydliwych, jak przypadek nekrofila bezczeszczącego zwłoki kobiet na wrocławskich cmentarzach (Cmentarna bestia) do bardziej „zwykłych” – o ile w ogóle można tak określać zbrodnie – jak historia kierowcy, który zabił dwóch chłopców, ale robił wszystko, by uniknąć skazania (Chłopcy z jagodami). Nieodmiennie jednak są to sprawy trudne, wymagające od Kaweckiego wiedzy, pomysłowości i przede wszystkim cierpliwości w poszukiwaniu niezbitych dowodów winy podejrzanych. Książka duetu Krajewski/Kawecki pokazuje, jak rzeczywistość prowadzenia śledztwa daleka jest od wizji scenarzystów seriali formatu CSI: Kryminalne zagadki….

         Jako się rzekło, Krajewski miał świetny pomysł, co nie znaczy, że nowa książka autora Śmierci w Breslau jest wybitna. Wręcz przeciwnie. Szczególnie dwa rozwiązania budzą we mnie ogromne wątpliwości. W Umarli mają głos Krajewski posługuje się tym samym, nieco staroświeckim, stylem jak w pisanych przez siebie kryminałach retro. Stylem, który nijak nie przystaje do opowieści o współczesnych przypadkach kryminalnych. Poza tym w tekstach znajdują się scenki, w których Krajewski z Kaweckim rozprawiają o makabrycznych szczegółach śledztw, pojadając słodkości i słuchając muzyki poważnej. Wszystko to sprawia, że „prawdziwie historie” – w sposób, jak sądzę, niezamierzony przez autorów – bardziej niż ku reportażowi ciążą ku niezobowiązującej gawędziarskiej makabresce.

 

Tekst ukazał się w tygodniku "Polityka".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Małgorzata i Michał Kuźmińscy "Śleboda"

poniedziałek, 11 maja 2015 11:30

Kuzminscy.jpgZbrodnie i dutki

 

Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Śleboda, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2015, ss. 335.

 

         Duet Kuźmińskich do tej pory stawiał na pisanie kryminałów retro, których akcja rozgrywała się w Krakowie, czego owocem były dwie powieści: Sekrety Kroke (2009) i Klątwa Konstantyna (2011). W najnowszej książce autorzy przenieśli się w czasy współczesne. Przyznam szczerze, że byłem bardzo ciekaw z jakim skutkiem, ponieważ dosyć często zdarza się, że twórcom retrokryminałów tego rodzaju przenosiny nie wychodzą na dobre. Jak było w przypadku Kuźmińskich? O tym za chwilę.

         Kuźmińscy zmienili także miejsce akcji, przenosząc się na Podhale, a dokładniej do wioski Murzasichle. To dobry wybór. Wprawdzie pojawiło się już trochę powieści kryminalnych umiejscowionych w podhalańskiej przestrzeni, by wspomnieć choćby cykl zakopiański Jacka Rębacza, w którym najgłośniejsza była powieść Zakopane. Sezon na samobójców (2006), ale wciąż ten region jest w niewielkim stopniu wyzyskany przez rodzimych „kryminalistów”. A szkoda, bo i „okoliczności przyrody” są tam malownicze, i historia powikłana, ciekawa, i teraźniejszość nie mniej intrygująca. Opisując w Ślebodzie Murzasichle i okolice Kuźmińscy, ewidentnie zafascynowani górami i góralszczyzną, nie szczędzą jednak cierpkich słów. Wskazują na przestrzeń publiczną zaśmieconą wszechobecnymi reklamami i potworkowatą pseudo góralską architekturą, przedstawiają cały region jako turystyczno-wypoczynkowy kombinat nastawiony na wciąganie z turystów dutków, zauważają postępujący proces przemiany miejscowej tradycji w tandetny cepeliowski produkt. Ale Kuźmińscy nie skupiają uwagi tylko i wyłącznie na współczesności Podhala, dotykając bolesnych, spychanych w niepamięć „miejsc” w historii górali.

         Główną bohaterką Ślebody jest Anna Serafin, antropolożka, pracująca na uczelni w Krakowie. W Murzasichlu ma rodzinę, u której w dzieciństwie spędzała sporo czasu. Po latach przyjeżdża do nich na wakacyjny wypoczynek, który szybko przeradza się w koszmar. Podczas samotnej wędrówki po górach odkrywa rozczłonkowane zwłoki starego górala, Jan Ślebody. Rozpoczyna się śledztwo, a właściwie nawet dwa: jedno prowadzi miejscowy policjant, dawny znajomy Anny, podkomisarz Chowaniec, drugie – również znajomek antropolożki, Strzygoń, dziennikarz z tabloidu, który dla newsa jest gotowy zrobić niemal wszystko. Sprawa staje się coraz bardziej skomplikowana, gdy miejscowy wariat wycina na drzwiach chałupy Ślebody swastykę, a potem ktoś bestialsko zabija syna starego górala wraz z całą rodziną. Wychodzi na jaw tajemnica skrzętnie skrywana przez lokalną społeczność – stary Śleboda w czasie wojny służył w SS. Czyżby chodziło o zemstę po latach? Prawda okazuję się bardziej powikłana, albo mniej. Zależy od punktu widzenia.

         O ile skomplikowane wojenne losy Ślązaków czy Kaszubów zostały już dosyć dobrze opisane i „opowiedziane” w przestrzeni debaty publicznej, o tyle historia mieszkańców Podhala w czasie II wojny wciąż jest jeszcze stosunkowo słabo rozpoznana. Dlaczego taki jest stan rzeczy? Kuźmińscy w Ślebodzie wskazują na zmowę milczenia górali, niechęć do rozgrzebywania – wydawać by się mogło – zabliźnionych ran. Nie jestem pewien, czy to właściwe wytłumaczenie. W końcu Ślązacy też niechętnie opowiadali i opowiadają o czasach wojny. Tak czy siak, dobrze się stało, że Kuźmińscy wpletli w fabułę nowej powieści motywy Goralenvolku i służby górali w SS. Tym bardziej że zrobili to bardzo umiejętnie, bez publicystyczno-historycznej łopatologii, rozpisując je na historię dwóch młodych górali, przyjaciół, którzy w czasie wojny stanęli po dwóch stronach barykady i których życiowe wybory wpłynęły nie tylko na ich losy, ale również ich potomków.

         Intryga kryminalna w Ślebodzie poprowadzona została bez zarzutu, pewną ręką – ze zmyślnym twistem i efektownym finałem w górach. Zdublowanie dochodzenia przyniosło ciekawy efekt, bo dzięki temu autorzy pokazali problemy policjantów z prowadzeniem śledztwa w realiach lokalnej społeczności, w której prawie wszyscy uwikłani są w sieć zależności i interesów (nie zawsze czystych).

         W powieści Kuźmińskich znaleźć można całą galerię ciekawych, dobrze zarysowanych bohaterów – z różnych światów, z różnych bajek. Moje wątpliwości budzi tylko kreacja głównej bohaterki, Anny. Niezbyt przekonujący dla mnie, albo może zbyt pobieżnie potraktowany, zdaje mi się wątek poszukiwania przez antropolożkę własnej tożsamości podczas pobytu w Murzasichlu. Na pewno bohaterka tęskni za czasami beztroskiego dzieciństwa, bez wątpienia ta samotna, niezbyt majętna, by nie rzec – biedna kobieta ma kłopoty z odnalezieniem, „ustawieniem” w życiu. Problemy z tożsamością są chyba jednak dla niej drugorzędne.

         Trochę powydziwiałem na nową powieść Kuźmińskich, co nie zmienienia mojej generalnej oceny. Dobrze się stało, że duet krakowskich autorów postanowił zająć się współczesnymi historiami. Śleboda jest bez wątpienia jedną z ciekawszych, oryginalniejszych powieści kryminalnych, jakie zdarzyło mi się przeczytać w ostatnich miesiącach.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  117 037  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 117037

Lubię to