Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 148 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Anne Holt "W cieniu zdarzeń

czwartek, 29 maja 2014 11:53

Holt_cien.jpg

Wstydzący się policjant

 

Anne Holt, W cieniu zdarzeń, przekł. Iwona Zimnicka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, ss. 343.

 

         Dla czytelników, którzy polubili bohaterów serii kryminalnej Anne Holt – psycholożkę i specjalistkę od kryminalistyki Inger Johanne Vik i policjanta Yngvara Stubø, mam złą wiadomość, bo pisarka zapowiedziała, że powieścią W cieniu zdarzeń zamierza zamknąć ten cykl. I fakt, w finale książki dzieją się takie rzeczy, że trudno byłoby całą historię ciągnąć dalej, choć – z drugiej strony – w seriach kryminalnych rozmaite rzeczy z niespodziewanymi powrotami bohaterów już się zdarzały.

         Nowa powieść Holt jest kolejną, nie zliczę już którą, skandynawską opowieścią kryminalną zbudowaną wokoło tematu przemocy wobec dzieci. Trudno więc w tym przypadku spodziewać się wielkich rewelacji i zaskoczeń. Jest dziwny, śmiertelny wypadek ośmiolatka. Są rodzice wstrząśnięci śmiercią jedynaka. A w tle świetnie sytuowana rodzina, za fasadą której kryją się tajemnice. I jest w końcu jeden wyjątkowo dociekliwy i systematyczny policjant, który się wstydzi (o nim za chwilę). Łatwo przewidzieć, że to któreś z rodziców jest winne przerażającej zbrodni. Ale na plus norweskiej pisarce trzeba zaliczyć, że w końcówce jednak trochę zamieszała, utrzymując czytelnika w napięciu.

         Śledztwo w sprawie „podejrzanego zgonu” chłopca toczy się bardzo niemrawo. Nic dziwnego, ośmiolatek stracił życie w dniu masakry na wyspie Utøya, wszelkie właściwie służby mają co innego na głowie, niż zgłębianie sprawy, która na pierwszy rzut oka wygląda na zwykły wypadek domowy. Cień zdarzeń jest naprawdę głęboki. Powieść jest nie tylko historią maltretowanego dziecka, znajduje się w niej także ciekawy, wnikliwy opis stanu społeczeństwa norweskiego, które w 2011 roku musiało zmierzyć się z niespodziewaną, niewyobrażalną katastrofą narodową. Holt pokazuje reakcje Norwegów: przerażenie, zagubienie, lęk… Jak radzili sobie z silnymi emocjami i niepewnością? Wzmacniając więzi wspólnotowe, łącząc się w sprzeciwie przeciwko niepojętemu złu, odnajdując pociechę w odbudowywaniu podstawowych międzyludzkich więzi; autorka pisze tak: „W ludziach pojawiło się więcej życzliwości, większa otwartość w sklepach, na ulicach i placach. Nieznajomi wymieniali pozdrowienia, co w Norwegii było właściwie zastrzeżone dla pieszych wędrowców (…)”. Jakże to odmienne od reakcji Polaków, którzy po katastrofie smoleńskiej bardzo szybko podzielili się na wrogie obozy. I nie ma w tym przypadku większego znaczenia, że – jak sugeruje jeden z bohaterów powieści – to zjednoczenie norweskiego społeczeństwa będzie krótkotrwałe.

         W cieniu zdarzeń należy do cyklu z Vik i Stubø, ale ważną postacią w tej książce jest, wspomniany już przeze mnie, policjant, który się wstydzi, czyli Henrik Holme. To ciekawy bohater, do tego ukazywany dynamicznie, w procesie przemiany. Jest młody, niedawno skończył szkołę policyjną. Sprawą martwego chłopca zajmuje się tylko dlatego, że nikt bardziej doświadczony nie ma na to czasu. Niewiele jeszcze umie, niewiele wie o praktyce policyjnej roboty. Działa w dużej mierze instynktownie, popełniając błąd za błędem. Do tego ma problemy z samym sobą, dręczą go liczne fobie, przede wszystkim antropofobia, czyli chorobliwy lek przed bliskością innych ludzi, co oczywiście nie ułatwia mu pracy w policji. Wprawdzie przez lata ten niezgrabny dryblas wypracował sobie pewne strategie obronne, ale wciąż czerwieni się i wstydzi, a każda rozmowa z nieznajomą osoba jest dla niego wyzwaniem. Ale ma też cechy dobrego gliniarza, jest systematyczny i uparty, dobrze kojarzy fakty. A przede wszystkim chce dążyć do prawdy. W pewnym momencie właściwie tylko jemu zależy na wyjaśnieniu sprawy śmierci ośmiolatka. Prowadząc śledztwo, a także później, gdy zostaje od niego odsunięty, ale na własną rękę szuka wyjaśnień, Holm stopniowo zmienia się, nabiera pewności siebie, dojrzewa, szybko ucząc się policyjnego fachu. Dodać należy, ze sporą pomocą Vik.

         Koniec końców, w nowej powieści Holt nie ma nic nowego, próżno tu szukać elementów, które nie pojawiłby się wcześniej w pisarstwie tej autorki czy też innych Skandynawów. Ot, układanie na nowo wciąż tych samych puzzli. Mimo wszystko to wciąż jednak kawałek solidnej prozy kryminalnej.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Unni Lindell "Człowiek mroku"

czwartek, 08 maja 2014 17:23

Lindell.jpg

Zabita dwa razy

 

Unni Lindell, Człowiek mroku, przekł. Maria Gołębiewska-Bijak, Czarna Owca, Warszawa 2014, ss. 440.

 

         Przetłumaczono na polski tak wielu skandynawskich autorów kryminałów, że trudno jest rwący potok ich tekstów lekturowo otamować i uregulować. Nic więc dziwnego, że niektórzy pisarze umykają mojej uwadze. Tak stało się w przypadku Norweżki Unni Lindell. Wiedziałem, że kryminały tej autorki już wychodziły u nas, zdaje się, że jeden z nich, bodaj Czerwonego kapturka, miałem nawet w ręku, ale jednak nie przeczytałem. Przygodę z prozą Lindell zacząłem dopiero od Człowieka mroku. I nie żałuję!

         Zwykle nie rozwodzę się nad biografiami autorów, o książkach których piszę, ponieważ jednak autorka Miodowej pułapki nie jest w Polsce przesadnie znana, podrzucę kilka faktów. Nim postawiła na powieściopisarstwo, Lindell była dziennikarką, potem pisała wiersze i prozę dla młodzieży. Jednak największą popularność przyniósł jej cykl kryminalny z komisarzem Cato Isaksenem. Niektóre z książek Lindell doczekały się adaptacji filmowych. I właśnie do serii z komisarzem Isaksenem należy powieść Człowiek mroku.

         Ostatnie zdanie nie jest do końca precyzyjne, bo w kryminałach Lindell właściwie mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym, całym zespołem policjantów kierowanym przez Cato. Z niesforną, zmagającą się z traumami Marian Dahle, Koreanką adoptowaną swego czasu przez norweską rodzinę, na czele. Ale o tym za chwilę… Intryga kryminalna w Człowieku mroku opiera się na prostym, często wykorzystywanym, szczególnie przez Skandynawów, patencie: współczesna zbrodnia odsyła do tajemnic z przeszłości. W Oslo z balkonu wieżowca wypada kobieta. Okazuje się, że ktoś jej pomógł. Ekipa Isaksena zaczyna się zajmować sprawą, ale szybko obija się od ściany – mimo iż ofiara ma już sporo lat na karku, jest całkowitą enigmą. Jedyny trop, który może wyjaśnić, kim zabita właściwie była, prowadzi do Szwecji. Dzielni norwescy stróże prawa o sporym budżecie idą nim, by się dowiedzieć, że bywa iż kobiety umierają dwa razy, a polska, tania siła robocza przysparza problemów.

         Jako się rzekło, w Człowieku mroku jest bohater zbiorowy, zresztą to właśnie warstwa obyczajowo-psychologiczna, historie poszczególnych policjantów i relacji między nimi są w książce Lindell najciekawsze. Jak choćby w przypadku układu Cato – Marian. Isaksen zajmuje w zespole pozycję samca alfa, początkowo zachowuje się jak klasyczny macho. Trafia jednak na trudnego partnera/przeciwnika, jakim jest Dahle. Ta młoda policjantka jest bystra, zdolna, ale irytująca. Jej przeszłość zdominowały traumy, bo trafiła do rodziny zastępczej, w której przyszywana matka była chora psychicznie. Do końca nie odpędziła prywatnych demonów i wciąż ma „chore odruchy, zgniłą duszę”. Ale między innymi dzięki temu jest skuteczną śledczą, ponieważ działa niestandardowo, raz po raz łamiąc przepisy. Co, oczywiście, naraża ją na konflikty z Cato. Koniec końców okazuje się, że w relacji Cato – Marian to kobieta jest bardziej męska, stara się dominować. Początkowo wyzwala to frustrację Isaksena, jednak stopniowo zaczynają sobie ufać i cenić się nawzajem.

         Ciekawy i zabawny w powieści Lindell jest wątek szwedzki. Cato i Marian wybierają się do Szwecji, by wyświetlić przeszłość zabitej. Nie jest to łatwe, bo zderzają się z „cholerną szwedzką biurokracją”. Komentarze dotyczące szwedzkiego stylu życia i bycia w powieści Lindell są zaiste bezcenne.

         Człowiek mroku bez wątpienia nie jest powieścią dla wielbicieli „twardych” kryminałów. Ale jest w tej powieści sporo smaczków obyczajowych i psychologicznych. A do tego, to książka bardzo dobrze napisana. Wystarczy? Wystarczy.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 16 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  112 533  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 112533

Lubię to