Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 874 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

E. O. Chirovici "Księga luster"

poniedziałek, 24 kwietnia 2017 13:41

Chirovici.jpgSztafetą do prawdy

E. O. Chirovici, Księga luster, przeł. Mateusz Borowski, Znak literanova, Kraków 2017, s. 334.

    Tłumaczenia prozy rumuńskiej pojawiają się u nas niespecjalnie często, a już proza kryminalna z tego kraju to w ogóle rzadkość. Między innymi dlatego po powieść E. O. Chirovici'ego zatytułowaną Księga luster  sięgałem z ciekawością. Choć z drugiej strony "rumuńskość" tej książki jest względna, skoro napisana została po angielsku a jej akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych.
    Intryga kryminalna w Księdze luster rozwija się wokół sprawy sprzed lat. W roku 1987 w Princeton brutalnie zamordowany zostaje w swoim domy bardzo znany psychiatra profesor Wieder. Sprawa jest głośna medialnie, policja robi wszystko, aby ją rozwiązać, ale jej się to nie udaje. Co więcej, brak im nawet podejrzanego. Blisko trzydzieści lat później ówczesny student i znajomy Wiedera, Richard Flynn pisze książkę na temat śmierci profesora i jej fragment wysyła agentowi literackiemu, zaznaczając, że ma napisaną całość tekstu i wie, kto zabił Wiedera. Agent jest zdania, że książka może stać się bestsellerem. Problem jednak w tym, że przewlekle chory Richard umiera, a jego partnerka twierdzi, że nie wiedziała o książce i nie ma pojęcia, gdzie jest jej dalszy ciąg. Agent wynajmuje bezrobotnego dziennikarza Johna Kellera, aby ten albo odnalazł zaginioną część książki Flynn, albo sam odkrył, co tak naprawdę zdarzyło się w roku 1987. Poszukiwania idą Kellerowi słabo, w końcu pałeczkę w sztafecie do prawdy przejmuje emerytowany policjant Roy Freeman. Prowadził on sprawę zabójstwa Wiedera, ale ma świadomość, że robił to nieudolnie, ponieważ miał w tym czasie duże problemy z alkoholem. Po latach chce jeszcze raz popróbować rozwiązać tę sprawę, nim całkiem zagarnie go zdiagnozowana choroba Alzheimera. Czy uda się to staremu policjantowi?
    Może powyższy opis fabuły Księgi luster jest nieco przydługi, lecz inny być nie mógł. Powieść ma - jak na kryminał - dosyć skomplikowaną, szkatułkową konstrukcję. Ale przy tym bardzo klarowną. Chirovici nie tylko przedstawia rozwiązanie zagadki kryminalnej, ale pisze także (a może nawet - przede wszystkim) o pracy pamięci, która bywa zwodnicza. Jedna z bohaterek powieści stwierdza: "(...) nasza pamięć w niczym nie przypomina kamery wideo, niestrudzenie rejestrującej to, co znajdzie się przed obiektywem. To raczej scenarzysta i reżyser w jednym, z migawek kręcący swój własny film". Koniec końców dowiedziałem się, kto i dlaczego zabił Wiedera, ale już inne, poboczne wątki sprawy pozostały do końca niejasne, zamazane. Który z bohaterów kłamał? Robił to celowo, czy może traumatyczne wydarzenia zmodyfikowały, spreparowały pamięć bohaterów, którzy nie uświadamiają sobie tego? Na takie pytania czytelnik musi sobie odpowiedzieć sam.
    Oczywiście, rumuński pisarz trochę ułatwił sobie sprawę, skupiając uwagę na konfrontowaniu sprzecznych wspomnień bohaterów, dotyczących sprawy sprzed dziesięcioleci. Nie ma w tej powieści żmudnej dłubaniny dochodzeniowej, weryfikowania zabezpieczonych przed laty śladów, jak to bywa zwykle w sprawach typu "z archiwum X". Jak sądzę, nie odbiera to jednak Księdze luster wartości. Chirovici chciał napisać powieść kryminalną o mechanizmach pamięci. I napisał. Całkiem ciekawą.
    


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jo Nesbø "Pragnienie"

czwartek, 20 kwietnia 2017 11:56

Nesbo_Prag1.jpgNiepohamowane pragnienia

Jo Nesbø, Pragnienie, przeł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017, s. 463.

    We współczesnej prozie kryminalnej istnieje (całkiem spora) grupa powieści, które recenzenci zwykli określać potocznym mianem: "więcej niż kryminał". Należą do niej książki, w których równie istotna jak intryga kryminalna jest rozbudowana i pogłębiona warstwa psychologiczna, socjologiczna czy obyczajowa. Oczywiście, można się spierać, czy w tym przypadku faktycznie mamy do czynienia z wyrazistym podgatunkiem kryminalnym i jakie ewentualnie cechy go konstytuują, ale to już temat na inny tekst. Czy tak, czy siak o powieściach, które są "więcej niż kryminałami" wspomina się dosyć często. Za prawdziwego mistrza tej domniemanej formuły uznałbym Jo Nesbø. Z jednej strony Norweg jest nie lada specem od wymyślania krwawych, czasami aż nazbyt brutalnych historii, po przeczytaniu których strach jest wyjść po zmroku z mieszkania. Z drugiej - w kolejnych książkach (tak z cyklu z Harrym Holem, jak i spoza tej serii) Nesbø wnikliwie opisuje i analizuje stan społeczeństw sytego Zachodu oraz - by tak rzec w sposób może zbyt metaforyczny - meandry duszy współczesnego człowieka. Ze szczególnym uwzględnieniem ich zabagnionych rejonów. Przy czym autorowi udaje się zachować właściwy balans między intrygą a - rzecz ujmuję w skrócie - warstwą poznawczą w swoich książkach. A to prawdziwa sztuki i pewnie po części klucz do niezwykłej popularności prozy tego pisarza.
    Nie inaczej jest w Pragnieniu, już jedenastej części cyklu z Holem. W Oslo zostaje zamordowana kobieta, która poznawała partnerów na portalu randkowym. Oględziny miejsca zbrodni wskazują, że morderca pił jej krew. Nie za długo w podobny sposób zostaje pozbawiona życia kolejna kobieta. Na miasto pada blady strach, nakręcany przez media, które przedstawiają opinie ekscentrycznego psychologa, twierdzącego, że w Oslo grasuje zaburzony "wampirysta", niepohamowanie łaknący krwi. Szef miejscowej policji, przed którym otwiera się szansa na karierę w polityce, chce jak najszybciej zamknąć sprawę. A wiadomo, jak trwoga, to do Harry'ego. Hole wzbrania się przed wzięciem udziału w dochodzeniu. Sytuacja zmienia się jednak w momencie, kiedy bohater uświadamia sobie, że mordercą najprawdopodobniej jest psychol, który kiedyś wymknął się policjantowi z rąk. Zaczyna się skomplikowana rozgrywka, w której stawką jest życie kolejnych kobiet.
    Właściwie w Pragnieniu mamy do czynienia z "powtórką z rozrywki". Wiadomo, że Hole "nie chce, ale musi" podjąć śledztwo. Jasne, że ten suchy alkoholik upadnie (zagadką jest jedynie to, jak mocno). Znowu Hole będzie działał niczym samotny szeryf znad fiordów i ponownie życie jego bliskich będzie zagrożone. I tak dalej. Po raz kolejny Nesbø udało się poskładać te same klocki w nową, zaskakującą konstrukcję. Najprawdopodobniej stało się tak dlatego, że norweski pisarz w każdą kolejną książkę jednak wbudowuje nowy element - coś zaskakującego. Cóż to jest w Pragnieniu? Wskazuje na to już sam tytuł powieści.
    Działania zabójcy nakręca pragnienie krwi. Ale mocne pragnienia mają też inni bohaterowie powieści. Hole pragnie ochronić społeczeństwo przed kolejnym niebezpiecznym psychopatą. Ekscentryczny psycholog pragnie, aby jego niszowe i nieco wątpliwe badania zostały zauważone i docenione. Lekarz, który nie potrafił uratować życia swojej żony, pragnie w ramach swoistej pokuty uratować jak najwięcej ludzkich istnień. Właściwie każdy z głównych bohaterów powieści czegoś pragnie. Mniej lub bardziej. Są pragnienia złe i dobre. Ale nie zawsze dobre pragnienia czy pragnienia dobra powodują równie dobre skutki. Czasami niszczą tego, kto pragnie, jak również tych, którzy są uwikłani w realizację pragnień. Nesbø ukazuje w Pragnieniu, podobnie zresztą jak w wielu innych książkach, szarą strefę wyborów moralnych, w której zło od dobra dzieli bardzo niewyraźna granica. Albo nie oddziela wcale.
    Wielu autorów kryminałów często powtarza, że głównym celem ich pisania jest "dostarczenie czytelnikowi inteligentnej rozrywki". Nie przypominam sobie, aby Nesbø używał podobnej frazy. Nic dziwnego. Jak dla mnie norweski pisarz jest autorem - by tak rzec - powieści dręczących. I właśnie takie jest Pragnienie. Czytając tę książką, raz po raz odczuwał żal, smutek i pewien rodzaj poznawczego dyskomfortu, może nie nazbyt dotkliwego, ale wyraźnego. W tej powieści, jeśli może się zdarzyć coś złego, jeśli ktoś ma zginąć, to raczej zło się wydarzy a zagrożony śmiercią zginie. Nesbø nie bierze jeńców. Przy tym nie ma w ciągu zła i nieszczęść żadnego katharsis, jak w greckiej tragedii. Ale czy może być inaczej? Podobnie jak bohaterowie książek Norwega nie żyjemy w starożytnej Grecji tylko w czasach ponowoczesnego zamętu. Być może Nesbø wychodzi z założenia, że czytelnikowi wciąż od nowa trzeba fundować terapię wstrząsową, skoro żyjemy w kulturze pośpiechu i zatrważająco krótkiej pamięci. Także o złu, które nas na co dzień otacza i dotyka.
    Czytając Pragnienie, momentami nieco się krzywiłem. Na przykład w głównym wątku intrygi pisarz poszedł nieco na skróty. Trudno zrozumieć, czemu osoba bardzo istotna w morderczej układance, która była na wyciągnięcie ręki policjantów, nie została wcześniej zdemaskowana. Jestem jednak w stanie zignorować drobne kiksy w nowej powieści Nesbø. Mistrzowi pozwala się przecież na nieco więcej...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Robert Harris "Konklawe"

sobota, 15 kwietnia 2017 9:48

 Harris.jpg

Egzotyka rytuałów

Robert Harris, Konklawe, przek. Andrzej Szulc, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2017, s. 335.

    Nie jestem przesadnym wielbicielem pisarstwa Brytyjczyka Roberta Harrisa, ale niektóre jego książki cenię, przede wszystkim powieści historyczne ze świetną książką Oficer i szpieg na czele. Po Konklawe sięgałem bez zbytniego napięcia i oczekiwania, bo to, po pierwsze, rzecz współczesna (rzekłbym nawet: do bólu), po drugie, zdało mi się, że Harris zwyczajnie postanowił wykorzystać nakręcaną przez popkulturowe produkty w rodzaju serialu Młody papież swoistą "modę" na tematy mniej lub bardziej związane z Kościołem katolickim.
    Niespodziewanie umiera papież-reformator (wiadomo na kim wzorowana jest ta postać), który miał równie wielu oddanych stronników, co zapiekłych przeciwników. Kościół jest podzielony, sytuacja na świecie napięta i niepewna. W takich okolicznościach trzy tygodnie po śmierci papieża rozpoczyna się konklawe, które wybrać ma kolejnego następcę św. Piotra. Jest kilku faworytów, niektórzy z nich bardzo chcą zasiąść na tronie Piotrowym i robią wszystko, co mogą, aby zwiększyć swoje szanse. A także rzeczy, których robić nie powinni. Zaczyna się gra "kwitami", wychodzą na jaw kolejne grzechy i grzeszki kardynałów, a sytuacja zmienia się niemal z głosowania na głosowanie. Do tego w trakcie obrad konklawe dochodzi do serii zamachów terrorystycznych w Rzymie i innych miastach europejskich. Czy zamykani w Kaplicy Sykstyńskiej kardynałowie staną na wysokości zadania?
    Głównym bohaterem powieści Harrisa jest Włoch, kardynał Lomeli, który przewodniczy konklawe. To właśnie z punktu widzenia tej postaci ukazywany jest przebieg konklawe. Lomeli ma siedemdziesiąt pięć lat i czuje się słabo na ciele oraz duszy (ma narastające problemy z modlitwą, a i po trosze chyba z wiarą). Chciał nawet zrezygnować z wszelkich funkcji w Watykanie, ale nie pozwolił mu na to papież. Podczas ostatniej rozmowy papież skierował też do Lomelego znamienne słowa: "Nie zostałeś powołany do roli opiekuna. Nie jesteś pasterzem. Jesteś zarządcą", które kardynała nieco ubodły i podkopały wiarę w sens jego posługi. Mimo to stara się "zarządzać" konklawe, gasząc kolejne pożary i prowadząc delikatną dyplomację, której celem jest jak najszybszy wybór nowego papieża. Moim zdaniem, jak na głównego bohatera Lomeli jest postacią trochę nijaką, nazbyt mocno obarczoną wątpliwościami co do sensu swoich działań. Wprawdzie z czasem zaczyna działać nieco bardziej energicznie, biorąc los konklawe na swoje barki, będę się jednak upierał, że nie jest to postać, która "ciągnie" dostatecznie mocno fabułę powieści.
    Wydawca określił Konklawe mianem thrillera. Powiem szczerze, że jak dla mnie jest to słaba realizacja gatunku. Właściwie od samego początku łatwo się domyślić, kto koniec końców zostanie nowym papieżem. Harris próbował ratować intrygę faktycznie zaskakującym zwrotem w końcówce, który pewnie nie spodoba się zdeklarowanym katolikom, ale nie zmieniło to faktu, że ten thriller pozbawiony jest dynamiki i napięcia. Jest tak być może dlatego, że brytyjski pisarz mocno skupił uwagę na ukazywaniu konklawe od środka, ze wszystkimi wpisanymi w procedurę wyboru papieża obrządkami i rytuałami, opisywanymi bardzo szczegółowo, co samo w sobie zwalnia akcję powieści. I właściwie tylko jako powieść o niespecjalnie znanych mi rytuałach Kościoła katolickiego czytałem Konklawe. Bez zbytniej satysfakcji.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  116 072  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 116072

Lubię to