Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 148 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Aleksandra Marinina, Za wszystko trzeba płacić

sobota, 21 kwietnia 2012 15:10

 

Zmęczenie i irytacja

 

Aleksandra Marinina, Za wszystko trzeba płacić, przekł. Aleksandra Stronka, W.A.B., Warszawa 2012, s. 510.

 

         Drugi raz z rzędu zawiodłem się na prozie Marininy… Już Obraz pośmiertny wzbudził moje wątpliwości, a powieść Za wszystko trzeba płacić nie tylko mnie zmęczyła, ale również momentami zwyczajnie zirytowała.

         Intryga kryminalna w powieści Marininy jest rozlewna niczym delta Nilu. Zaczyna się od tego, że Rosjanin, specjalista od zadań poufnych, zabija w Austrii dwie kobiety i dziecko. A do tego są lekarze, którzy poszukując  specyfiku mającego przynieść im fortunę, nie wahają się wyprawiać na tamten świat ludzi robiących za króliki doświadczalne, mafioso – znany już z poprzednich książek autorki – szukający zemsty, tajemnicza i jak najbardziej nielegalnie działająca „firma”, która znowu próbuje się dobrać major Anastazji Kamieńskiej do skóry, zabójstwo polityka, gwałty, uprowadzenia i sprytnie aranżowane „wypadki”… Przestępstwami wpisanymi w fabułę Za wszystko… można by spokojnie obdzielić cały cykl kryminalny. Wydaje mi się, że autorka Męskiej gry, która zazwyczaj formatuje powieści w nieco mniejszym rozmiarze, niepotrzebnie tym razem porwała się na książkę o objętości XL. Wprawdzie jako tako udało jej się podomykać mnogie wątki, ale w efekcie fabuła jest mętna, napięcie nikłe a powtórzenia liczne. Stąd brało się moje zmęczenie, narastające z kolejnymi setkami „połykanych” stron.

         Gorsza od zmęczenia okazała się jednak irytacja. Znalazłem w Za wszystko… „kwiatki”, które na tak wcześniej starannie pielęgnowanej przez rosyjską pisarkę grządce tekstowej wyrosnąć nie powinny. Bardzo wątpliwy jest motyw potrójnego zabójstwa, kluczowy dla rozwoju intrygi kryminalnej. Nie będę się wdawał w szczegóły, ale sprawa wygląda tak: lekarze i ich sponsor, chcąc dopracować formułę cennego specyfiku, musieli wejść w posiadanie notatek zmarłego naukowca, które przejęła wdowa po nim; z tego, jak opisuje tę kobietę Marinina wynika, że mogli to zrobić na kilka sposobów, ukraść, wyłudzić, nawet przy odrobinie sprytu potajemnie skopiować, wcale nie ryzykując mokrej roboty. Zwyczajnie nic w tym przypadku nie trzyma się kupy, chyba że Marinina chciała zasugerować, że rosyjscy przestępcy to ciężcy kretyni…

         Wszyscy dobrze znamy tę frazę: „Bo to zła kobieta była…” W powieści Marininy pojawia się cała galeria złych kobiet, które nie mają nic przeciwko wiązaniu się z podejrzanymi typami (dla pieniędzy, a jakże…), przymykają oczy na przestępstwa czy nawet w nich uczestniczą, próbując zapewnić sobie lepszą przyszłość. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakiś nagły i trudny do wytłumaczenia atak mizoginizmu, ale chodzi o zupełnie co innego. Autorka tak to ustawiła w powieści – rzecz ujmuję w skrócie – że złe kobiety stoją po stronie zbrodni, dobre – prawa. Nazbyt czarno-biały świat, a to już naprawdę bardzo tani chwyt literacki, szczególnie w przypadku pisarki, która wcześniej dbała o to, by wpisany w tło kryminalnych intryg obraz rosyjskiej rzeczywistości był zniuansowany.

         To nie jedyne kwiatki, jakie znalazłem w Za wszystko… O pozostałych zmilczę… Bo mimo wszystko lubię książki Marininy.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Aneta Ponomarenko, Strażnik skarbu

czwartek, 19 kwietnia 2012 19:20

 

Masoni z Kalisza

 

Aneta Ponomarenko, Strażnik skarbu, Wydawnictwo Szara Godzina, Katowice 2012, s. 368.

 

         Kryminał retro napisany przez kobietę to u nas wciąż rzadkość (właściwie trudno powiedzieć dlaczego, skoro pisarki tak chętnie sięgają po inne formy kryminału…), nic więc dziwnego, że zainteresowałem się Strażnikiem skarbu Anety Ponomarenko, tym bardziej że jak na rodzime retro pisarka wybrała sobie dosyć nietypowy czas akcji, a mianowicie rok 1888. Rzecz dzieje się w spokojnym, prowincjonalnym Kaliszu. Oczywiście, spokojnym do czasu. W krótkim odstępie czasu z wieży kościoła rzuca się mężczyzna i zostaje otruta majętna wdowa. Policja szybko odkrywa, że ktoś przyłożył rękę do tych gwałtownych zgonów, a właściwie nie tyle policja, co pomagający jej żydowski lekarz Jakub Zaif. Giną kolejne osoby, wszystko wskazuje na to, że w mieście pojawił się bezlitosny i przebiegły zabójca, który szuka jakichś informacji na temat masonów działających niegdyś w Kaliszu i nie cofnie się przed niczym, aby je zdobyć.

           W powieści Ponomarenko jest dwóch głównych bohaterów, wspomniany już Zaif, młody, ale zafascynowany nauką i posiadający  niebagatelną wiedzę z różnych dziedzin medyk, oraz Rosjanin Walery Konstantyn Jezierski (jego matka była Polką), agent do specjalnych poruczeń, doświadczony i ceniony śledczy w średnim wieku. I to oni właśnie są najmocniejszymi, jak dla mnie, punktami tej prozy. Autorka solidnie osadziła swoich bohaterów w realiach epoki, umiejętnie też ich skontrastowała. Są ludźmi z różnych światów, ale otwartymi na innych, dlatego nawiązują przyjaźń. Do tego tworzą bardzo zgrane, dobrze uzupełniające się duo śledcze.

         Dla ścisłości, Strażnika skarbu nazwałbym nie tyle kryminałem retro, co powieścią historyczną ze zbrodnią w tle, bo żywioł historii zdaje się w niej dominować. Powieść jest faktycznie – jak czytam na czwartej stronie okładki – „wspaniałym przewodnikiem po XIX-wiecznym Kaliszu”, pełnym ciekawostek, dobrze udokumentowanym (książka opatrzona została licznymi przypisami). Jest jednak z tą ogromną ilością informacji historycznych pewien problem. Ponomarenko posłużyła się wprawdzie ciekawym, acz prostym patentem na uzasadnienie ich obecności: Jezierski niedawno przeniósł się do Kalisza, więc Zaif występuje w roli jego cicerone, pomagając mu zapoznać się z teraźniejszością i historią miasta. Czasami jednak pisarka przesadza, niepotrzebnie spowalniając akcję powieści i zarzucając czytelnika mnogością faktów historycznych, jak to jest na przykład w rozdziale 2, kiedy to bohaterowie zamiast udać się na oględziny miejsca domniemanej zbrodni, stoją na ulicy, rozprawiając o historii lóż masońskich w Kaliszu. Oczywiście, wiedza na ten temat okaże się potem istotna dla śledztwa, ale autorka mogła ją wprowadzić do tekstu nieco zgrabniej. A w końcu ci nieszczęśni masoni… Opowieści o ich lożach, czy w ogóle wszelkiej maści tajnych stowarzyszaniach, było już tak wiele, że Ponomarenko naprawdę mogła je sobie darować i wymyślić coś innego, co „rozbujałoby” kryminalną intrygę.

         Ponarzekałem trochę na Strażnika skarbu, ale jednak z ciekawością sięgnę po drugą, zapowiadaną już, cześć cyklu Ponomarenko, przede wszystkim żeby sprawdzić, co autorka zrobi z parą swoich sympatycznych, po ludzku interesujących bohaterów.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

J.D. Bujak, Bilbord

niedziela, 15 kwietnia 2012 16:12

 

Nie nazbyt wiele grzybów

 

J.D. Bujak, Bilbord, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 448.

 

         Kazimierz Dolny… już jest przyjemnie, wakacyjnie, nieprawdaż? W Kazimierzu Dolnym młody mężczyzna z pasją i powodzeniem finansowym zajmuje się kwiaciarnią („magiczną”, a jakże!). Jeszcze przyjemniej, czyż nie? Do tego ma uroczą kobietę, artystkę plastyczkę, z którą całkiem udanie układa sobie życie. Doprawdy – sielanka… Ale do czasu, oczywiście… Krzysztofa, właściciela kwiaciarni, dopadają demony przeszłości. Swego czasu jego ojciec został skazany za zabicie żony i znęcanie się nad synem, ale po latach uciekł z więzienia. Policjant Pokorny, który niegdyś zaopiekował się Krzysztofem, boi się o podopiecznego. Poza tym na terenie całego kraju ktoś morduje kobiety. Sprawy łączy jedynie to, że morderstwa są dziwaczne, nietypowe, a ciała ofiar – specyficznie okaleczone. Czy ma to jakiś związek z Krzysztofem, który pewnego dnia otrzymuje przesyłkę z obciętymi palcami w środku? Czy psychopatyczny ojciec postanowił po latach dopaść syna? Czy rodziciel faktycznie jest psychopatą?

         W obszernej powieści Bujak zmiksowała schematy z rodem z rozmaitych podgatunków powieściowych: powieści obyczajowej, kryminału procedur policyjnych, klasycznych amerykańskich książek o seryjnych mordercach, w końcu – z fantastyki (koszmary dręczące Krzysztofa we śnie omal nie doprowadzają do jego śmierci na jawie…). Do tego autorka dodała jeszcze całkiem zmyślną krytykę świata reklamy (więcej zdradzić nie mogę…). Czasami taka nadkreatywność nie popłaca przy tworzeniu fabuł kryminalnych (zresztą, nie tylko kryminalnych), ale Bujak tak to zmyślnie przyrządziła, że w jej tekstowym barszczu wcale nie ma zbyt wiele grzybów. W kryminalną intrygę nie wkradł się chaos, a kolejne twisty jedynie pobudzają ciekawość czytelnika (przynajmniej – moją pobudzały).

         Można by wprawdzie zarzucić pisarce, że nazbyt swobodnie poczyna sobie z prawdopodobieństwem niektórych zdarzeń; nie za bardzo wiadomo, jak ojcu Krzysztofa, uznanemu za więźnia niebezpiecznego, udało się uciec z więzienia, także seria wymyślnych zabójstw dokonywanych na terenie całego kraju od strony logistycznej wydaje się dość trudna do przeprowadzenia, ale akurat to niezbyt mi przeszkadzało w lekturze.

Warto też zwrócić uwagę na jedną cechę pisania Bujak… Pisarki często wybierają wersję kryminału soft: sporo obyczajówki (czy nawet wątków romansowych) „podkręconych” opisami niezbyt krwawych i wymyślnych zbrodni. Autorka Bilbordu udowodniła, że także w kryminale pisanym przez kobiety mogą pojawić się naprawdę mroczne klimaty…

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 16 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  112 566  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 112566

Lubię to