Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 148 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ryszard Ćwirlej "Błyskawiczna wypłata"

niedziela, 28 grudnia 2014 12:12

Cwirlej_Wyplata.jpgOlkiewicz pije w Pile

 

Ryszard Ćwirlej, Błyskawiczna wypłata, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2014, ss, 504.

 

         Nowa książka Ryszarda Ćwirleja jest już siódmą częścią serii powieści kryminalnych o przygodach zespołu poznańskich milicjantów u schyłku PRL-u, najwyższy już więc chyba jest czas na – prowizoryczne choćby, bo cykl dalej przecież będzie powstawał – podsumowanie serii. Ale najpierw słów kilka o samej Błyskawicznej wypłacie.

         W kolejnych częściach cyklu Ćwirlej nie posługuje się zasadą linearnego rozwoju akcji. Tym razem pisarz wybrał na czas akcji rok 1982. Jest upalny czerwiec, zaczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej, ale chorążemu sztabowemu Teofilowi Olkiewiczowi i spółce nie będzie dane skupić się na przeżywaniu sportowych emocji i konsumowaniu alkoholi (jakżeby inaczej!). W Poznaniu dochodzi do zuchwałego napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego giną milicjanci. Poza tym pomiędzy grupami poznańskich cinkciarzy toczy się brutalna walka o wpływ, do tego pojawiają się w obrocie fałszywe dolary. To jeszcze nie koniec, w nie tak odległej Pile w podejrzanych okolicznościach giną dwaj esbecy, zaś pewne poszlaki wskazują, że wszystkie to sprawy mogą mieć wspólny mianownik. Przełożony Olkiewicza, porucznik Marcinkowski, wysyła chorążego do Piły. Olkiewicz, jak to on, głównie pije w Pile, tym bardziej że spotyka się tam z kolegą ze szkoły milicyjnej. Jednak, również jak na niego przystało, niejako przy okazji i przypadkowo przyczynia się do rozwikłania sprawy. Bo – parafrazując przewrotny styl kryminałów Ćwirleja – wprawdzie głupi nie sieją, ale czasem zbierają plony.

         Już dawno Ćwirlej stworzył zestaw podstawowych elementów, z których składa kolejne powieści serii. W intrydze kryminalnej w Błyskawicznej wypłacie znowu istotną rolę (oczywiście, tych złych) odgrywają funkcjonariusze SB. Autor portretuje kolejny wycinek rzeczywistości schyłkowego PRL-u, tym razem jest to światek cinkciarzy, nielegalnie (choć w dużym stopniu z cichym pozwoleniem służb) handlujących walutą. Jest też w powieści – podobnie jak w poprzednich – cała masa świetnie ukazywanych postaci drugiego i trzeciego planu, tych wszystkich szeregowych milicjantów, zwykłych pracowników knajp, sklepów, emerytów, którzy ledwie przemykają przez kartki książki, ale jednak zapadają w pamięć. Co wcale nie znaczy, że poznański autor wciąż pisze tak samo o tym samym. W nowej powieści z trójki głównych bohaterów, milicjantów z komendy wojewódzkiej w Poznaniu, zdecydowanie więcej uwagi poświęca Brodziakowi i Olkiewiczowi, co jest – mim zdaniem – słusznym rozwiązaniem, ponieważ są oni zdecydowanie bardziej wyraziści i ciekawi niż nieco mdławy Marcinkowski. Poza tym intryga w Błyskawicznej wypłacie jest chyba najlepsza ze wszystkich stworzonych do tej pory przez Ćwirleja: wielopoziomowa, powikłana, ale jednak zachowująca klarowność i napięcie do ostatniej strony.

         A podsumowanie serii? Po lekturze Błyskawicznej wypłaty zastanawiałem się, w czym tkwi siła i wartość kryminalnej serii Ćwirleja. Bo autor stworzył nowy podgatunek kryminalny, czyli „powieść neomilicyjną”? Też. Jednak jak dla mnie najistotniejsze jest to, że autor Ręcznej roboty wykoncypował świetny patent na ukazywanie w prozie czasów końca PRL-u. W rodzimej literaturze (nie mówię w tym przypadku tylko i wyłącznie o prozie kryminalnej) lata 80. ubiegłego wieku zazwyczaj przedstawiano albo w konwencji nostalgicznej, albo – by tak rzec – kombatanckiej. Ćwirleja zdają się jednak nie interesować ani inicjacyjne opowieści o młodości durnej i chmurnej, ani politycznie zorientowane narracje przypominające o wydarzeniach historycznych. Autor Mocnego uderzenia chce pisać i pisze przede wszystkim o życiu codziennym schyłkowego PRL-u, mentalności żyjących wtedy ludzi. Pojawia się problem, jak o tych czasach pisać? Dla młodszych czytelników historia tych lat to już „opowieści z mchu i paproci”, raczej słabo znane. Dla starszych – to część ich życia. Jak więc pisać, by pierwsi zrozumieli tamte czasy, a drudzy nie zaziewali się z nudów, czytając o oczywistych o nich sprawach? Ćwirlej postawił na groteskowe przerysowanie i posługiwanie się poetyką absurdu. Dla przykładu, opisuje dokładnie system stania w kolejkach do sklepów spożywczych, w których to kolejkach ludzie wystawali, choć nie mieli pojęcia, ani co będzie do kupienia, ani czy w ogóle coś uda się kupić, ale w taki sposób, jakby były to zachowania absolutnie zrozumiałe, logiczne i nie budzące najmniejszych wątpliwości, sprowadzając opis zjawiska do absurdu. Groteskowe przerysowanie widoczne jest choćby w kreacjach postaci. W ich języku pełno jest naleciałości koszmarnej nowomowy. Prawie wszyscy piją alkohol ciągle i na potęgę. Oczywiście, nowomowa miała w latach 80. pewien wpływ na język potoczny, a ludzie wtedy sporo popijali z beznadziei, nudów, albo dlatego że było na to powszechne przyzwolenie, tyle tylko że nie występowało to w takim natężeniu, jak w powieściach Ćwirlej. Dzięki zmyślnemu operowaniu groteską i absurdem pisarz buduje porozumienie z oboma grupami czytelników, mniej oraz bardziej zorientowanymi w rzeczywistości lat 80.

         Jednak koniec końców wartości prozy poznańskiego autora nie można sprowadzić tylko do patentu na ukazywanie PRL-u. To są po prostu świetne historie kryminalne. I tyle.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wojciech Chmielarz "Przejęcie"

sobota, 20 grudnia 2014 21:39

Chmielarz_P.jpgNie tylko kasa się liczy

 

Wojciech Chmielarz, Przejęcie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014, ss. 392.

 

         Czegóż to w nowej powieści Wojciecha Chmielarza nie ma?! Jest trup z rozpłatanym brzuchem i inny z obciętą głową. Są rekinki warszawskiej klasy średniej i stołeczni menele. Jest seria podejrzanych samobójstw kobiet, antyfeminizm i motyw gnębionych przez kobiety mężczyzn na dokładkę. Są wątki przemytu kokainy do Polski i skomplikowanych finansowych przekrętów. Jest fortuna do przejęcia, ale jest też zemsta, bo jednak nie zawsze liczy się tylko kasa. No i jest oczywiście komisarz Jakub Mortka, bo Przejęcie to kolejna, trzecia już, odsłona przygód tego warszawskiego policjanta.

         Po chwilowym zesłaniu do karkonoskich Krotowic (miejscowość fikcyjna, patrz: Farma lalek z 2013 roku), Mortka późnym latem 2010. wraca do Warszawy i mimo urlopu musi stawić się na służbę, bo prokurator zażyczył sobie, by komisarz zajął się sprawą mężczyzny z rozpłatanym brzuchem, którego ktoś zawiesił pod jednym z warszawskich mostów. Niedługo potem w tłumie otaczającym rozmodlonych obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu ktoś podrzyna gardło prywatnemu detektywowi. Ale to nie wszystko: Mortka musi przejąć sprawę samobójstw kobiet od swojego byłego partnera, Kochana, który spaprał dochodzenie oraz pomagać innemu policjantowi rozwikłać zagadkę zwiększonego przemytu kokainy do Polski. Na dokładkę bohater ma nowego partnera, a właściwie partnerkę, aspirant Suchocką.

         Chmielarz pisze kryminały procedur policyjnych z elementami miejskimi i obyczajowymi. Te pierwsze są w Przejęciu dobre, więcej nawet, autorowi udało się – a nie zdarza się to w rodzimych kryminałach nazbyt często – bardzo efektownie wpleść przestrzeń miejską i to, co się w niej dzieje, w intrygę kryminalną, co widoczne jest choćby w scenach zabójstwa i pościgu na Krakowskim Przedmieściu. Zaś z elementami obyczajowymi bywa w Przejęciu różnie. Autor konsekwentnie i ciekawie rozwija wątki porozwodowych perypetii Mortki oraz lęku bohatera przed zakażeniem wirusem HIV. Gorzej jest z „obyczajówką” w przypadku postaci drugiego planu. Z początkowych partii powieści dowiedziałem się, że Suchocka jest kobietą po przejściach (nie wiadomo jakich) a do tego dziwną, bo przygotowuje sobie skrytki ze sprzętem niezbędnym do przetrwania na wypadek wojny w Polsce. Oczywiście, na pewno z kolejnych części cyklu dowiem się, jakie traumy kryje przeszłość bohaterki i co spowodowało jej dziwaczne zachowania, ale w Przejęciu wygląda to tak, jakby w pewnym momencie autor z niewiadomych powodów stracił tę postać z oczu. Nieco zirytował mnie motyw Kochana, który pobił dotkliwie swoją żonę. Zdaję sobie sprawę z wagi problemu, ale to nie znaczy, że koniecznie chciałbym czytać o przemocy wobec kobiet w każdym kryminale, który biorę do ręki.

         W poprzedniej części cyklu Chmielarz nie umiał do końca utrzymać napięcie w przedstawianej intrydze. Przejęcie pod względem konstrukcyjnym jest już bez zarzutu. Mimo mnogości dochodzeń i kilkupiętrowej intrygi kryminalnej autor poukładał wszystkie fabularne klocki wręcz perfekcyjnie. Trochę tylko zawiódł mnie epilog, w którym w krótkich narratorskich słowach wyjaśniony został pewien wątek śledztwa, który umknął policjantom. Takie zamknięcie to jednak nie jest błąd. Zwyczajnie nie przepadam za tego rodzaju rozwiązaniami historii.

         Zwróciłbym jeszcze uwagę na styl tej powieści, oparty na krótkich, pozbawionych ozdobników zdaniach, który doskonale współgra z dynamiczną akcją. Dodaje on wartości Przejęciu, które moim zdaniem jest najlepszą powieścią z serii i jednym z najciekawszych kryminałów właśnie odchodzącego roku.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Anna Fryczkowska "Kurort amnezja"

wtorek, 09 grudnia 2014 13:09

Feyczkowska_Kurort.jpgZło po sezonie

 

Anna Fryczkowska, Kurort amnezja, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, ss. 424.

 

         Poprzednie książki mniej lub bardziej kryminalne Anny Fryczkowskiej wzbudzały we mnie uczucie niedosytu, albo wręcz zawodu. Nieodmiennie coś mi w tych tekstach nie pasowało, coś zgrzytało. Dlatego do lektury nowej powieści autorki Kobiety bez twarzy (2011) zabierałem się z pewną nieśmiałością i niepewnością. Okazało się jednak, że niepotrzebnie, bo – napiszę o tym na samym początku – Kurort amnezja jest, jak dla mnie, najlepszą książką, która dotąd wyszła spod ręki Fryczkowskiej.

         Autorka powieści Starsza pani wnika (2012) pisze zwykle teksty gatunkowo przełamane, nie inaczej rzecz się ma w Kurorcie amnezja, której to książce najbliżej jest do formuły thrillera psychologicznego, ale z wyraźnie zaznaczonymi wątkami obyczajowymi. Akcja powieści rozgrywa się współcześnie w niewielkim kurorcie Brzegi, który autorka tak, niezbyt zachęcająco, przedstawia w pierwszym zdaniu: „Miasteczko było paskudne, typowa nadmorska dziura (…)”; do tego jest to „dziura” po sezonie, opustoszała, posępna i zimna. Wprost idealna sceneria do historii o rozpanoszonym złu. Do Brzegów trafiają dwie główne bohaterki, starsza Wanda i młodsza Marianna, które połączył los, objawiający się pod postacią wiarołomnego męża Wandy, Pawła, który wdał się swego czasu w romans z Marianną. Mniej więcej dwa miesiące wcześniej Paweł zginął w wypadku samochodowym, w którym ucierpiała również jego kochanka. Marianna zapadła na amnezję, z trudem odnajduje się w rzeczywistości, co więcej, nie za bardzo wie, kim naprawdę była i jak powinna zachowywać się w stosunku do narzeczonego, Marka, który roztacza nad nią opiekę, ocierającą się o ubezwłasnowolnienie. Wanda, która nie radzi sobie z traumą po utracie małżonka, nie bez trudu odnajduje miejsce pobytu Marianny i zjawia się w Brzegach, by dokonać zemsty. Sytuacja obu kobiet komplikuje się, gdy zostaje zabity Marek. Chcąc odkryć, kto i dlaczego zabił jej narzeczonego, Marianna musi najpierw przedrzeć się przez mroki amnezji i przypomnieć sobie swoją, jak się szybko okazuje, niewesołą, przeszłość.

         W nowej powieści Fryczkowska wykorzystała „mocno sprawdzone” schematy i motywy rodem z prozy o zbrodniach. Jest więc w książce, będący swoistym katalizatorem fabuły, motyw amnezji, jest zdrada i zemsta. Autorce udało się jednak złożyć z tych elementów całkiem zgrabną fabularnie całość. Przede wszystkim dzięki dobremu, dynamicznemu ustawieniu relacji między głównymi bohaterkami. Wanda i Marianna są kobietami z bardzo różnych bajek, ale splot wydarzeń sprawia, że muszą zmierzyć się z podobnymi doświadczeniami – przede wszystkim z traumą po utracie bliskiej osoby. Relacje bohaterek powieści zbudowane zostały na zasadzie przyciągania-odpychania, bliskości-odległości. Wektory tych relacji zmieniają się w trakcie przebiegu akcji. Trafnym wyborem okazało się wprowadzenie przez autorkę zmiennego trybu narracji: fragmenty tyczące Wandy zawarte są w narracji trzecioosobowej, zaś Marianny – w pierwszej osobie. Pozwala to na ciekawe sterowanie dystansem do opowiadanej historii.

         Na pierwszy rzut oka, dziwnie wygląda budowanie napięcia w nowej powieści Fryczkowskiej, które narasta na początku, a po pojawieniu się pierwszego trupa – jak mi się zdaje – zdecydowanie opada. Czy to błąd konstrukcyjny? Niekoniecznie. W gruncie rzeczy zabójstwo Marka i kolejne przestępstwa mają w tekście drugorzędne znaczenie. Dla mnie Kurort amnezja jest głównie powieścią o trudnej pracy żałoby; o próbach wypełniania pustego miejsca po bliskiej osobie, która odeszła. O bólu, którego nie można do końca wytłumić. Prozą żałobną wcale nie gorszą od tych, które autorka wymienia na stronach 139/140 swojej powieści.

         Moje wątpliwości budzi w powieści Fryczkowskiej właściwie tylko jeden poboczny wątek, dotyczący młodego mężczyzny z Brzegów, zaburzonego erotomana i gwałciciela. Wydaje mi się, że autorka niepotrzebnie zapatrzyła się w historie o przemocy wobec kobiet, których pełno jest teraz w rodzimej i zagranicznej prozie kryminalnej. Można było spokojnie z tego wątku zrezygnować. To jednak tylko drobne zastrzeżenie (może wyraz mojego czepialstwa), bo – powtórzę – że Kurort amnezja to najlepsza powieść w dorobku Fryczkowskiej. Zwyczajnie – bardzo dobra.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Miłka O. Malzahn "Kosmos w Ritzu"

sobota, 06 grudnia 2014 14:00

Malzahn.jpgPomiędzy i poza

 

Miłka O. Malzahn, Kosmos w Ritzu, Wydawnictwo FORMA, Bezrzecze 2014, ss. 106.

 

         Nie tak dawno i wcale nie w odległej galaktyce (choć zdawać by się mogło, że działo się to lata świetlne temu) prozaicy z tzw. roczników 70. zaczynali robić zamęt w literaturze, dobijać się o zainteresowanie czytelników i krytyków literackich (tak, tak, choć trudno w to teraz uwierzyć, było jakieś życie przed cywilizacją blogerów, byli niegdyś krytycy literaccy i nawet coś czasami pisali). Część z tych prozaików zdobyła nawet poklask, porobiła kariery. W większości przypadków były to kariery krótkotrwałe. Jednak niektórzy z wchodzących do literatury na początku poprzedniej dekady, ówczesnych trzydziestolatków, od początku ustawiali się nieco na uboczu światka literackiego. Pielęgnowali osobność, wydawali swoje książki we własnym rytmie, nie przejmując się wymogami rynku książki. Do tych pisarzy osobnych od samego początku należała Miłka O. Malzahn, poetka, wokalistka, dziennikarka, ale jak dla mnie przede wszystkim autorka wysmakowanej, intrygującej prozy. Choć nie nazbyt popularnej.

         Na czym polega specyfika prozy Malzahn? Autorka Królowej Rabarbaru (2004) od początku wykorzystywała model prozy postmodernistycznej (to teraz straszne zaklęcie, ale trudno). Jednak nie w jej najbardziej u nas, swego czasu, rozpowszechnionej wersji ludycznej, w której najważniejsze były zmyślne stylizacje oraz intertekstualne gry z literaturą i kulturą. Malzahn interesowało (i wciąż interesuje) przede wszystkim opisywanie ontologicznego rozchwiania świata, badanie przestrzeni „pomiędzy” i „poza”, w których realne miesza się z wymyślonym, przeszłość z przyszłością. Teksty pisarki zawsze były, z jednej strony, bliskie teraźniejszości, z drugiej, wyprowadzały rozmaite ścieżki wiodące poza nią, otwierając wiele możliwości interpretacyjnych opowiadanych historii. Nie inaczej jest w najnowszej książce Malzahn, zatytułowanej Kosmos w Ritz.

         Ten niewielki zbiór opowiadań składa się z trzech tekstów. Dwa pierwsze, Starcy w Ritzu oraz Kosmos w Ritzu, łączą się z poprzednim tomem prozy autorki, Fronaszem (2009), znaleźli się w nich ci sami bohaterowie (między innymi właśnie sam Fronasz, ktoś w rodzaju prywatnego detektywa), ale najważniejszy w tych tekstach jest – jak mi się zdaje – tytułowy hotel Ritz w Białymstoku. Ten luksusowy niegdyś hotel został zniszczony w latach 40. ubiegłego wieku. Ale czy to znaczy, że całkiem przestał istnieć? Pozostały jego zdjęcia, włączone do książki, pozostała pamięć o tym budynku (zapewne z roku na rok blednąca). W swego rodzaju alternatywnej wersji historii Malzahn przywraca hotel do życia, czyniąc go miejscem, w którym rozgrywają się historie jak najbardziej współczesne. A jeżeli jest to historia alternatywna, rodzaj równoległej wersji rzeczywistości, to dlaczego w białostockim Ritzu nie mogą zamieszkiwać tajemniczy staruszkowie, którzy, ignorując ZUS z przyległościami, próbują wedle własnych zasad organizować sobie emeryckie życie (Starcy w Ritzu), dlaczego nie może być tam przejścia do obcych cywilizacji z kosmosu (opowiadanie tytułowe)? I dlaczego Fronasz oraz bliskie mu osoby, mocno zakorzenione w naszym „tu i teraz”, nie mieliby zmagać się z problemami, które wynikają z zetknięcia się różnych, funkcjonującym obok, bądź splątanych światów? Mogą. Mogą, bo tak sobie wymyśliła autorka. I zaprosiła czytelników do wymyślonego świata, aby ci próbowali się w nim rozgościć, znaleźć własne ścieżki.

         Zamykające tom opowiadanie Sezon na sardynki również mieści się w – szeroko pojmowanym – badaniu/opisywaniu przestrzeni „pomiędzy” i „poza”. To historia kobiety, którą poważna choroba umieszcza jak gdyby poza normalnym (cokolwiek to znaczy) światem. I każe bohaterce na nowo zdefiniować swoje relacje z otaczającymi ją ludźmi.

         Być może to, co napisałem o nowym tomie prozy Malzahn, jest nieco enigmatyczne. Jednak inne – jak mi się zdaje – być nie może, nie powinno. Książki autorki Nie ma mono (2008) nie zawierają prostych, podomykanych opowieści. Nie dostarczają odpowiedzi, wręcz przeciwnie, mnożą pytania – filozoficzne, psychologiczne… – zapraszając czytelnika do gry w interpretacje. Zmuszają czytelnika do wysiłku. Niewiele jest obecnie tego rodzaju prozy. A szkoda.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 16 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  112 536  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 112536

Lubię to