Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Krótka piłka z Andrzejem Dziurawcem

środa, 27 listopada 2013 18:52

Dziurawiec.JPGFoto © Katarzyna Ogonowska

 

Dopieszczanie Bastarda

 

W omówieniu Bastarda Piotr Bratkowski pytał: „Gdzie pan był, panie Dziurawiec, kiedy pan nie pisał kryminałów?” Właśnie, gdzie pan był, co robił panie Dziurawiec?

Zarabiałem na chleb. Parałem się rzemiosłem.

 

Ale chyba nie wyplataniem koszyków?

Prawie. Pisałem głównie scenariusze. Najpierw do kina, ostatnio wyłącznie do produkcji telewizyjnych. Ale popełniłem też trzy sztuki teatralne, wszystkie opublikował „Dialog”, dwie zostały wystawione. W zasadzie pisałem wszystko, za co można było dostać honorarium. Nawet pytania do teleturnieju. Myślę, że mogę powtórzyć za Raymondem Chandlerem, że – Opatrzność obdarzyła mnie tego rodzaju umysłowością, że mogę być niezłym drugorzędnym, no powiedzmy –trzeciorzędnym, w każdej dziedzinie literackiej.

 

Co sprawiło, ze wziąłeś się za pisanie powieści kryminalnej? Jesteś wielbicielem tego gatunku?

„Wielbiciel” to za mocne słowo. Lubię. A kryminał napisałem, bo na kryminał miałem pomysł. Po prostu. Na marginesie, trudno w to uwierzyć, ale najbardziej nieprawdopodobne postaci Bastarda mają swe odpowiedniki w rzeczywistości. Jeden z moich przyjaciół ma tatarsko - żydowskie korzenie, inny był dzieckiem ulicy, a w wieku kilkunastu lat dowiedział się, że jest dziedzicem arystokratycznego tytułu.

 

Jakie kryminały cenisz? Których autorów?

Chandler! I jeszcze raz Chandler. I wice Chandler, czyli Ross MacDonald. Ze współczesnych, tych nielicznych, którzy potrafią konstruować opowieści gęste, wielowątkowe. James Ellroy, Denis Lehane. Z polskich staram się nie przegapić żadnej powieści Marka Krajewskiego i Marcina Wrońskiego.

 

Rzeczywiście, w Bastardzie wyraźnie widać inspiracje kryminałem noir, ale jest też w tej powieści sporo – posłużę się określeniem Wrońskiego – krymi-zgrywy, czyli humoru. Krew i śmiech, na taką formułę postawiłeś?

Chyba wszystko, co napisałem, zaczyna się jak komedia, a kończy jak tragedia. Bastard też ciemnieje z rozwojem akcji. Pod koniec nie jest już zabawnie...

 

Nawet jest mrocznie. A wracając do gęstości. W Twojej powieści jest tyle wątków, że można by nimi spokojnie obdzielić kilka książek. Nie bałeś się, że się pogubisz w tej plątaninie? Sporządziłeś na początku szczegółową „drabinkę”, jak to zwykł robić Krajewski?

Nie. Wstyd się przyznać, ale od kilkudziesięciu lat nie zarobiłem „uczciwie” ani grosza, żyję z opowiadania historyjek. Musiałbym być ostatnim matołem, gdybym nie nabrał pewnej wprawy.

 

Nie uwierzę, że w pisaniu Bastarda poszedłeś „na żywioł”.

Może nie na żywioł, w końcu dosyć dokładnie wiedziałem, co chcę opowiedzieć, wiedziałem, jak rzecz ma się zakończyć. Dobrze znałem swoich bohaterów. Poza tym piszę bardzo wolno, wielokrotnie wracam do skończonych już fragmentów, zmieniam, poprawiam, pieszczę... Nad Bastardem pracowałem ponad dwa lata. Był czas, żeby poprawić błędy. A i tak sporo zostało...

 

Kokieteria... Bastard jest jak najbardziej dopieszczony. A jeśli chodzi o pomysł najpierw pojawił Ci się w głowie zalążek intrygi czy bohaterowie?

Bohaterowie. Zawsze zaczynam od bohatera. Nie ma prawdziwego człowieka – nie ma opowieści. Z Szubertem nie miałem kłopotu – to klasyczny typ chandlerowski. Przegrany, podstarzały, ironiczny i ciągle ktoś go bije po pysku.

 

Niby tak, ale to nie jest klasyczny, smutny gliniarz po przejściach, jakich pełno w kryminałach.

Co mam powiedzieć... Dziękuję? W imieniu Szuberta i swoim.

 

Ale żeby nie było aż tak miło: w Bastardzie jest cała galeria barwnych, niebanalnych postaci. Zdaje mi się, że nazbyt niezwykłych, jak na powieść mocno osadzoną w naszych, współczesnych realiach.

I to ma być niemiłe?! Pierwsze przykazanie kryminalisty, nie nudzić! Miałem zatrzymać czytelnika przy lekturze opowiadając o nijakich, bezbarwnych ludziach? Wydaje mi się, że na tym polega umiejętność opowiadania w prozie popularnej: umiejscowienie niezwykłych zdarzeń i postaci w zwyczajnej, znanej wszystkim rzeczywistości. Czytelnikowi łatwiej wtedy utożsamić się z bohaterem.

 

Trochę mi to zgrzyta, ale fakt cel osiągnąłeś, od Bastarda trudno się oderwać. Wracając do inspiracji, Bastard jest właściwie opowieścią o zemście w iście Szekspirowskim stylu. Miałeś gdzieś w tyle głowy historie mistrza ze Startfordu, pisząc ten kryminał?

Zdecydowanie nie. Równie dobrze można by się odwołać do wielkich Greków. Zemsta to motyw ponadczasowy. Jeden z czterech, obok miłości, władzy i pieniędzy.

 

Jasne, może z tym Szekspirem trochę się zagalopowałem. Będą kolejne powieści z Szubertem, tak?

Mam nadzieję, wiele zależy od przyjęcia Bastarda. Mam żelazne założenie: nie pracuję za darmo! A pisanie powieści, to jak dotąd działalność raczej hobbystyczna. Ale tak, mam pomysły na następne dwie części. Zamorduję Szuberta dopiero w trzeciej...

 

Oby żył jak najdłużej, w zdrowiu, choćby nawet poobijany.

Dziękuję, przekażę.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Pornogarmażerka"

wtorek, 26 listopada 2013 13:58

Por_Klimko.jpg

 

Ta straszna Austria

 

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Pornogarmażerka, W.A.B., Warszawa 2013, s. 188.

 

         Hubert Klimko-Dobrzaniecki, który przez lata mieszkał na Islandii, jakiś czas temu przeniósł się do Wiednia. Austria najwyraźniej nie spodobała się autorowi Rzeczy pierwszych, czego dowodem na piśmie jest nowy tom opowiadań.

         W Pornogarmażerce Klimko-Dobrzaniecki – jak to zwykle w prozie tego autora bywa – poprzez historie konkretnych ludzi, często autsajderów i odmieńców, opowiada o tym, co w austriackim państwie i społeczeństwie drażni go i boli – opowiada ostro, bezkompromisowo, nie dbając o poprawność polityczną czy choćby wyważenie racji różnych stron. Pisze o specyficznym podejściu Austriaków do porządku, ich zakłamaniu, ksenofobii, o intelektualnym ograniczeniu sytej, spacyfikowanej przez konsumpcjonizm społeczności. Przywołuje osoby znane z mediów, choćby kazirodcę i pedofila Josefa Fritzla, w przewrotny sposób sportretowanego w opowiadaniu Kołysanka dla Josefka, ale pochyla się nad losami zwykłych ludzi z ich codziennymi, choć często absurdalnymi problemami, jak w tekście Szafa. Zresztą, w Pornogarmażerce dostaje się po równo wszystkim, nie tylko Austriakom, ale także mieszkającym w Wiedniu emigrantom, a nawet samemu autorowi (w opowiadania te, podobnie jak w całą twórczość pisarza, wpisany jest wyraźny wątek autobiograficzny).

         W tych opowiadaniach nie ma stylistycznych fajerwerków ani językowych jazd po bandzie. Co za to jest? Są – jak stwierdza sam Klimko-Dobrzaniecki – „jasne i proste” historie w tonacji śmieszno-smutnej, przełamane ironią, a miejscami nawet jawną satyryczną kpiną, ale jednak zmuszające do myślenia. Historie świetnie skomponowane i w klarowny sposób napisane. Zawsze byłem zdania, że autor Wariata jest lepszym autorem małych form prozatorskich niźli powieściopisarzem. Nowy tom świetnych opowiadań tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ignacy Karpowicz "Ości"

poniedziałek, 25 listopada 2013 22:53

Karpowicz.jpg

 

Rodzina jako źródło zdziwień

 

Ignacy Karpowicz, Ości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, s. 470.

 

         Rodzina i tożsamość. Tożsamość i rodzina. Ostatnimi czasy te dwa tematy zdecydowanie dominują w naszej prozie, właśnie one pisarzy najbardziej zajmują i pobudzają do tworzenia kolejnych opowieści. Spośród nich temat rodziny wydaje się częściej eksploatowany, ponieważ wiele narracji tożsamościowych poprzerastanych jest historiami mniej lub bardziej pokomplikowanych i traumatycznych związków między bliskimi sobie ludźmi. Przykładem jest chociażby Morfina Szczepana Twardocha, w której problemy Konstantego Willemanna z własną tożsamością w dużym stopniu wynikają z tego, z jakiego układu rodzinnego wyszedł (ojciec – niemiecki arystokrata, matka – spolszczona Ślązaczka) i w jakim się po latach znalazł (żona z do bólu polskiej, patriotycznej familii). Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu trudno jest sensownie rozważać zagadnienia tożsamości z pomięciem rodzinnego backgroundu.

         W prozie rodzina przedstawiana jest przede wszystkim jako źródło cierpień. (Oczywiście, mam na myśli prozę głównego nurtu, bo już w popularnej prozie kobiecej, poświęcającej wiele miejsca uwikłaniom rodzinnym, dominują opowieści pisane ku pokrzepieniu serc z obowiązkowym happy endem, w których cienie rodzinnego życia koniec końców zawsze znikają w blasku ogólnego szczęścia.) Pisarki i pisarze lubują się w opisach rozmaitych form przemocy domowej, traum fundowanych przez rodziców dzieciom, interpersonalnych gier o władzę w małym, kilkuosobowym światku. Tak było w głośnej swego czasu powieści Wojciecha Kuczoka Gnój, tak jest w powstałych całkiem niedawno książkach Zośki Papużanki (Szopka) czy Katarzyna Maicher (Persymona). I nie jest ważne, do jakiej stylistyki ci autorzy się odwołują, czy bliżej im do ocierającej się o naturalizm dosadności, przełamanej ironią groteski lub poetyckiej wieloznaczności – przekaz za każdym razem brzmi podobnie: rodzina to instytucja z gruntu opresyjna.

         Ktoś mógłby spytać: ale co to ma wspólnego z nową książką Ignacego Karpowicza? Zapewniam, że powyższy wstęp – być może przydługawy – był niezbędny. Ości są bez wątpienia powieścią wielowykładalną, zresztą podobnie jak poprzednie teksty tego autora. Karpowicz od początku pisarskiej drogi zdecydowanie postawił na fabuły niejednoznaczne, wielowątkowe i wielowymiarowe, przypominające Borgesowski „ogród o rozwidlających się ścieżkach”. Jednak jak dla mnie Ości najciekawiej prezentują się jako opowieść zarazem o rodzinnych perypetiach konkretnych bohaterów, jak i specyficznej wizji instytucji rodziny dzisiaj (...)

 

Całość tekstu dostępna jest w piśmie "Nowa Dekada Krakowska" - http://nowadekada-online.pl/?p=139

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  117 018  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 117018

Lubię to