Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 148 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O fenomenie popularności szwedzkich kryminałów

środa, 23 października 2013 22:19

 

TP.jpg

Kryminał na plus

 

(...) Wciąż jeszcze pokutuje przeświadczenie, że szwedzka proza kryminalna jest bardzo jednorodna, że – rzecz ujmuję w skrócie – zdecydowanie dominują w niej opasłe powieści, w których akcja toczy się ospale a równie ważna jak intryga jest wpisana w nią problematyka społeczno-polityczna. Oczywiście, tego rodzaju książek jest rzeczywiście bardzo wiele, ale obok nich pojawiają się książki wyłamujące się z – nazwę go umownie – skandynawskiego schematu. Wspominani już przeze mnie Larsson i Persson, ale Lars Kepler (to pseudonim dwójki pisarzy) i Jens Lapidus udanie łączą specyficzny dla prozy Szwedów klimat oraz wyczulenie na tematykę społeczną z charakterystyczną dla amerykańskich twórców prozy kryminalnej i sensacyjnej dbałością o dużą dynamikę akcji i mnogością twistów. Johan Theorin, chyba najbardziej osobny ze szwedzkich „kryminalistów”, w mroczne i precyzyjnie skonstruowane historie zbrodni wplata opowieści o historii i obyczajach specyficznej społeczności zamieszkującej bałtycką wyspę Olandię… A to jeszcze nie wszyscy szwedzcy autorzy warci wzmianki! Wielbiciel szwedzkiej prozy nie jest skazany na ciągłe czytanie tej samej, tak samo napisanej historii – naprawdę może wybierać spośród różnorodnych autorskich propozycji. Między innymi dlatego popularność tej prozy kryminalnej wciąż nie przemija. I chyba w najbliższym czasie nie przeminie, bo nic nie wskazuje, by szwedzki boom miał się nagle skończyć.

 

Całość tekstu jest dostępna w "Książkach w Tygodniku" (nr 9-10/2013), dodatku do "Tygodnika Powszechnego".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Ismail Kadare "Wypadek"

środa, 16 października 2013 10:51

Kadare.jpg

Wypadek nietypowy

 

Ismail Kadare, Wypadek, przekł. Dorota Horodyska, Świat Książki, Warszawa 2013, s. 239.

 

         Powieść albańskiego pisarza zaczyna się niczym kryminał: w wypadku na austriackiej autostradzie ginie dwójka albańskich emigrantów, Besfort Y. i Rovena. Policja nie jest w stanie wyjaśnić przyczyn tego zdarzenia, zaklasyfikowanego jako „wypadek nietypowy”. Co więcej, sprawą zaczynają interesować się służby wywiadowcze państw bałkańskich, ponieważ Besfort był analitykiem w Radzie Europy, który mógł mieć spory wpływ na tragiczne wydarzenia wojenne na Bałkanach. Czy faktycznie był to nieszczęśliwy wypadek? A może jednak wyrafinowane morderstwo? Albo samobójstwo? (...)

 

Całość tekstu dostępna jest w tygodniku "Polityka" - http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1558097,1,recenzja-ksiazki-ismail-kadare-wypadek.read


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Paweł Jaszczuk "Akuszer śmierci"

wtorek, 15 października 2013 18:30

Jaszczuk_akuszer.jpg

Lwów przed burzą

 

Paweł Jaszczuk, Akuszer śmierci, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 304.

 

         Paweł Jaszczuk jako pierwszy rodzimy autor kryminałów retro wybrał przedwojenny Lwów na miejsce akcji serii kryminalnej. Olsztyński autor otworzył cykl powieści o dziennikarzu śledczym lwowskiego „Kuriera” Jakubie Sternie w roku 2005 roku książką Foresta Umbra, która z miejsca została doceniona i uhonorowana prestiżową Nagrodą Wielkiego Kalibru. Akuszer śmierci jest już czwartą odsłoną serii. Czy równie dobrą jak poprzednie? (...)

 

Całość tekstu w tygodniku "Polityka" - http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1558095,1,recenzja-ksiazki-pawel-jaszczuk-akuszer-smierci.read


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Marta Guzowska "Głowa Niobe"

sobota, 12 października 2013 17:05

Guzowska_niobe.jpg

 

Zasypie wszystko, rozbije

 

Marta Guzowska, Głowa Niobe, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, ss. 350.

 

         Głowa Niobe, głowa Minotaura – niedługo naszym autorom kryminałów zabraknie antycznych główek do umieszczania w tytułach książek… Ale mniejsza o to.

         Prawdopodobnie każdy, kto bywał na konferencjach naukowych, prędzej czy później odczuwał dojmującą nudę. Być może nawet zabójczą. Bez wątpienia każdy młodszy pracownik nauki bywał poniewierany przez wyższych „szarżą” – w końcu zjawisko tzw. fali nie występuje tylko w armii… Czy to dobry punkt wyjścia do kryminału? Czemu nie…

         Marta Guzowska, autorka brawurowego debiutu Ofiara Polikseny, skrobnęła drugą cześć perypetii wrednego profesora Ybla. Można się było tego spodziewać. A czy można się też było spodziewać, że druga część będzie lepsza od pierwszej? Bez wątpienia – tak, bo autorka ma potencjał, pomysły i językowy szwung. Z drugiej jednak strony wedle ludowo-krytycznoliterackiego porzekadła prawdziwego prozaika/czkę poznaje się po drugiej książce. Co z tego (roz)poznania wyniknęło? Zamieć (wątpliwości), albo tuman – by zaciągnąć z rosyjska. A mówiąc po ludzku – jest ani bardzo dobrze, ani wyjątkowo źle.

         Mocno sfrustrowany Ybl trafia na konferencję naukową w pałacu w Nieborowie. Co tam się znajduje? Wujek Google Państwu podpowie… Zima, zawierucha, „zasypie wszystkich, zawieje…” Nim międzynarodowa konferencja naukowa rozwinie się na dobre, pojawia się trup. Właściwie – kawałek trupa. A potem kolejny… Ktoś niszczy rzeźby z nieborowskiej kolekcji, zastępując ich fragmenty kawałkami ciał. Nowa, lepsza kolekcja? Odcięci od świata naukowcy nie mogą liczyć na odsiecz policyjnej kawalerii. Zamknięta przestrzeń, skończona ilość podejrzanych, te, dobrze znane z klasyki kryminału, sprawy… A w tym wszystkim Ybl, który – prawdę powiedziawszy – ma wszystkiego dosyć i chce tylko wyjść cało z opresji. Co nie będzie łatwe, bo zmuszony zostanie zmagać się nie tylko z psychopatą, ale również z ciemnością, której panicznie się lęka.

         Guzowska zmieszała powieść kryminalną z uniwersytecką. I chwała jej, bo to rzadki mix. Zresztą podgatunek, jakim jest powieść uniwersytecka, zwana też kampusową, bardzo popularny szczególnie w literaturach anglojęzycznych, przez polskich pisarzy jest prawie zupełnie nieuprawiany. Autorka Głowy Niobe wątki uniwersyteckie podała w tak ciekawy sposób, że mogą być zajmujące nie tylko dla tych, którzy mają związki ze szkolnictwem wyższym i pracą naukową. Guzowska celnie punktuje śmiesznostki i słabostki badaczy (choć bez nadmiernie satyrycznego przegięcia), którzy mimo iż uprawiają bardzo wąskie poletko wiedzy, mają niezwykle rozbuchane ego i głębokie przeświadczenie o ogromnej wadze własnej pracy. Trochę się z nich podśmiewa, ale przy okazji daje też czytelnikowi do myślenia.

Natomiast zdecydowanie gorzej w Głowie Niobe wygląda wariacja na temat popularnego schematu „kryminału zamkniętego pokoju”. Inaczej rzecz ujmując, pomysł z zamknięciem bohaterów powieści w nieborowskim pałacu rozwinięty został – jak na moje oko – niezbyt zmyślnie. Pomijam już fakt, iż iście syberyjskie warunki atmosferyczne, które sprawiają, że bohaterowie nie są w stanie wydostać się z Nieborowa, raczej u nas się nie zdarzają – ale cóż, uznaję to za licentia poetica. Problem w tym że to, co dzieje się w zamkniętej pałacowej przestrzeni, przez sporą część powieści jest pozbawione napięcia, a nawet momentami nudnawe. Ybl snuje się po pokojach, cierpiąc z powodu drażniącego zapachu pasty do podłóg, i nie bardzo wie, co chce i ma robić w sytuacji zagrożenia. Bohaterowie drugiego planu szybko zostają „ustawieni” w opowieści, więc łatwo jest przewidzieć, czego można się po nich spodziewać w toku akcji. Mówiąc krótko – historia zamkniętej w pałacu grupy ludzi jest nazbyt przewidywalna. I dopiero w finale Guzowska tak podkręca intrygę, że zaczyna się robić naprawdę ciekawie.

W Głowie Niobe są – polecę klasycznymi frazami – „dodatnie plusy” i „ujemne minusy”. Guzowska ustawiła sobie Ofiarą Polikseny pisarską poprzeczkę bardzo wysoko. Tym razem ją strąciła. Jestem jednak pewien, że niedługo pokona tę poprzeczkę w mistrzowskim stylu i z dużym zapasem.

 


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krótka piłka z Aleksandrem Wiernym

środa, 02 października 2013 15:47

Wierny_autor.jpg

 

Pisarz z napędem hybrydowym

 

Czy uważasz się za pisarza kryminalnego?

Staram się być kryminalny na tyle, na ile mi to potrzebne do opowiedzenia historii. Nie jestem kryminalistą z krwi i kości, raczej mieszańcem. Potrzebuję schematów, jakie siłą rzeczy narzuca literatura gatunkowa, żeby nie rozlazły mi się fabuły, które w znoju konstruuję. Mam wrodzoną skłonność do popadania w dygresje i równie nieodpartą potrzebę snucia pobocznych wątków, a kiedy wiem, że opowiadana historia musi mieć początek, środek i koniec, i do tego trzeba zazębić wszystkie elementy tak, żeby całość nie urągała elementarnej logice – wtedy jakoś trzymam się w ryzach. Ale tematyka, którą wciskam w ten gorset, często nie ma zbyt wiele wspólnego z klasycznie rozumianym kryminałem.

 

Pisanie dla Ciebie to aż taka mordęga, czyli znój?

Zabójczy znój. Nie należę do tych, którzy siadają, splatają dłonie, strzelają stawami i piszą, jakby płynęli. Męczę się, pocę, klnę i kleję te zdania powoli, ociężale.

 

Twoja powieść Światło reklamowana była jako „kryminał metafizyczny z Częstochową w tle”… Wiesz, co to właściwie znaczy?

Odczytuję ten wymyślony przez wydawcę slogan dość banalnie: oznacza, że miejscem akcji jest Częstochowa, fabuła ma charakter kryminalny, a oprócz tego książka opowiada o ważnych sprawach, porusza głębsze tematy. Po prostu.

 

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem Światła jest polonista, który pracuje w policji. Skąd taki pomysł?

Narodził się z naturalnego dla mnie lenistwa. Kiedyś zarabiałem na życie jako dziennikarz w lokalnej, częstochowskiej mutacji „Gazety Wyborczej”. Zetknąłem się wtedy z bardzo specyficznym językiem oficjalnych komunikatów, z charakterystycznymi dla policyjnego opisania świata frazami, zazwyczaj mało strawnymi dla zwykłego czytelnika. Któregoś dnia pomyślałem, że mogliby zatrudnić kogoś, kto uprości mi życie, przekładając ich język na zwykłą polszczyznę, bo wtedy łatwiej byłoby mi wykorzystywać te teksty w pracy, mógłbym je po części po prostu kopiować do gazetowych notek kryminalnych; a potem, kiedy zabierałem się do pisania książki, przydzieliłem tę funkcję bohaterowi Światła.

 

Czemu postanowiłeś włączyć w Światło temat metafizyki, Tajemnicy?

Kończyłem filozofię, a to żłobi ślady w umyśle, pozostawia intelektualne blizny. Zmusza do poważnego traktowania poważnych kwestii, choć czasem przyobleka się to w niepoważną formę.

 

Aż tak bardzo filozofia Cię sponiewierała?

To znów zabrzmi banalnie: zmusiła do myślenia. Więc, masz rację, sponiewierała.

 

Uważasz, że temat zbrodni musi się wiązać z metafizyką?

Nie musi, zbrodnia może być banalna, płaska, albo wyrafinowana, zbrodnia może wynikać z psychologicznych uwarunkować sprawcy, albo z kontekstu społecznego, albo z przypadku, bo i takie zbrodnie się zdarzają.

 

Właściwie, dlaczego poważną tematykę egzystencjalną postanowiłeś ubrać w Świetle w kostium kryminalny?

Bo wymyśliłem sobie, i trzymałem się tego także w następnej książce, Teraz, że w popkulturowy kostium można ubrać poważną treść po to, żeby podzielić się z czytelnikiem ciekawą, mam nadzieję, myślą, i, zarazem, aby sprawić czytającemu przyjemność, dać radość lektury.

 

Powieść Teraz jest jeszcze bardziej niż Światło niejednoznaczna, przesycona symboliką. Nie bałeś się, że czytelnicy od niej odpadną?

Bałem się, i chyba słusznie, bo jeszcze nie trafiłem na interpretację, która wyłuskałaby to, co w niej najistotniejsze. Zaszyłem w tej historii pewną starożytną teorię gnostycką, starałem się dla niej znaleźć współczesny język, obrazy i sceny nawiązującego do naszego świata i tego, jak go przeżywamy. Ale osnowa pozostała antyczna i hermetyczna. Sądząc po reakcjach czytelników i krytyków, chyba jednak przegiąłem pałę.

 

Chyba też tego nie zauważyłem… Dlaczego posługujesz się w swoim pisaniu formami pomieszanymi gatunkowo?

Z przyczyn, o których już wspominałem, a także dlatego, że mój mózg szybko się nudzi jednorodną narracją, potrzeba mu napędu hybrydowego, żeby dobrze działał.

 

Nie kusiło Cię nigdy, by napisać klasyczny kryminał ze zmęczonym życiem policjantem w średnim wieku i psychopatycznym zabójcą?

Piszę właśnie kryminał, którego bohaterem jest były policjant. Właśnie przekroczył pięćdziesiątkę i prawie przekracza granicę, jaka dzieli częste picie od alkoholizmu. Rzecz jasna, musi się zebrać w sobie, żeby rozwikłać zagadkę zbrodni. Rzecz oczywista, trafia mu się kobieta po przejściach. Reszta będzie mniej przewidywalna, ale jedno jest pewne – zbraknie w tej książce metafizyki w stylu Światła i Teraz, nie zabraknie natomiast krwistych i osadzonych w konkretnej przestrzeni geograficznej, politycznej i społecznej opisów poczynań przedstawicieli naszego grzesznego gatunku.

 

Należysz do grzesznego gatunku?

Wszyscy należymy, ale ma to też dobrą stronę: dzięki temu istnieją autorzy kryminałów i ich książki.

 

Właśnie… Dziękuję za rozmowę.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 16 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  112 510  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 112510

Lubię to