Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 242 995 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Mordercze miasta

czwartek, 25 października 2012 13:45

 

Intrygująca różnorodność

 

Marta Guzowska, Agnieszka Krawczyk, Adrianna Michalewska, Mordercze miasta, Wydawnictwo Szara Godzina, Katowice 2012, ss. 243.

 

         Koniunktura na kryminał miejski wciąż u nas jest, zainteresowanie prozą kryminalną tworzoną przez kobiety raczej rośni, niźli maleje, czemu by więc z tego nie skorzystać!? A przy okazji skutecznie namówić wydawcę na opublikowanie opowiadań, co wcale nie jest takie łatwe, ponieważ na naszym rynku wydawniczym małe formy prozatorskie nieodmiennie traktowane są z pewną taką niechęcią. Taka zapewne była geneza projektu pisarskiego trzech „zbrodniczych siostrzyczek”, Marty Guzowskiej, Agnieszki Krawczyk i Adrianny Michalewskiej, który nosi tytuł Mordercze miasta. Na tom składa się dziewięć opowiadań, po trzy każdej z autorek, których akcja rozgrywa się w miastach, z którymi „siostrzyczki” są związane, czyli – odpowiednio – w Warszawie, Krakowie oraz Wrocławiu.

         Jeśli już mowa o miastach… Zawartość – by tak rzec – miasta w mieście w opowiadaniach poszczególnych pisarek jest bardzo różna. Bardzo mało Warszawy jest w tekstach Guzowskiej, historia z Pociągu podmiejskiego równie dobrze mogłaby się rozgrywać choćby w kolejce sunącej gdzieś pod Trójmiastem czy Katowicami (na marginesie: ten tekst bardzo przypomina jeden z tekstów Łukasza Orbitowskiego), ta z Garażu – na dowolnym strzeżonym osiedlu dla japiszonów, zaś z tekstu Śmieci – w niezbyt uczęszczanym parku, który znajdować może się gdziekolwiek w Polsce (niekoniecznie nawet w dużym mieście). Nieco więcej kolorytu lokalnego jest w opowiadaniach Krawczyk osadzonych w realiach Krakowa, choć pisarka, co charakterystyczne dla jej prozy, skupia się przede wszystkim na różnego rodzaju absurdalnych śmiesznostkach wpisanych w życie miasta, składających się – jak to złośliwie określa pewien dziennikarz z grodu Kraka – na „magię Krakowa”. Najbliższe klasycznej formule kryminału miejskiego są opowiadania Michalewskiej, z których przebija autentyczna fascynacja historią i dniem dzisiejszym Wrocławia. O ile w tekstach Guzowskiej i Krawczyk miasto jest tylko dekoracją, o tyle u Michalewskiej pełnoprawnym bohaterem opowieści.

         Jako się rzekło, z „miejskością” Morderczych miast bywa rozmaicie, za to ich „kobiecość” nie ulega wątpliwości. W pomieszczonych w tomie opowiadaniach znaleźć można wszystkie elementy charakterystyczne dla kobiecego pisania kryminalnego: lekkość prowadzenia fabuły, skłonność do krymi-zgrywy i tworzenia śmieszno-strasznych intryg, dbałość o warstwę obyczajowo-psychologiczną… No i niebanalnych bohaterów – to chyba najmocniejsza strona tego zbioru. Mściwy pracownik korporacji z Garażu, nieco rozchełstany wielbiciel opery, nadkomisarz Wesołowski z opowiadań Krawczyk (Śmierć to rzecz straszna, Nocna linia, Kiedy zabijam kolejny raz…) czy też wyrafinowany esteta, prywatny detektyw Nemec wykreowany przez Michalewską (Spowiedź starego altarysty, Monopol, Tylko płomień was oczyści) tworzą galerią postaci zaiste intrygujących i niebanalnych (swoją drogą, mam nadzieje, że Wesołowski i Nemec pojawią się jeszcze w kolejnych książkach pisarek).

         Można na tę książkę nieco ponarzekać, że niby miasta w nich czasem nie takie jak trzeba, że momentami intrygi kryminalne są trochę niedopracowane i nazbyt nieprawdopodobne… Ale koniec końców Mordercze miasta to bardzo solidny tom opowiadań. Trzy autorki, trzy pisarskie światy, trzy podejścia do prozy kryminalnej, czyli – potrójna lekturowa frajda.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bernhard Jaumann, Latawce nad Montesecco

poniedziałek, 08 października 2012 13:14

 

Rozwieje wszystko

 

Bernhard Jaumann, Latawce nad Montesecco, przekł. Magdalena Michalik, Wydawnictwo Videograf, Chorzów 2012, ss. 302.

 

         Niemiecki autor kryminałów Bernhard Jaumann bez wątpienia jest pisarzem kreatywnym, o czym świadczy chociażby wymyślony przezeń format cyklu kryminalnego, tzw. toskańskiego, którego drugą częścią są Latawce nad Montesecco: akcja w powieściach tej serii rozgrywa się w małej (mieszka tam niespełna trzydzieści osób), podupadającej włoskiej wiosce, zbrodnie, jak i ich wykrycie to wewnętrza sprawa zamkniętej społeczności, niechętnie dopuszczającej obcych do własnych tajemnic. W tej powieści intryga rozwija się wokół dwóch, a właściwie trzech „kejsów”: awanturniczych ostatnich dni starego Sgreccii i jego nagłej śmierci, problemów z pozostawionym przez niego wielomilionowym spadkiem (o tych pieniądzach nikt w wiosce nie miał wcześniej pojęcia) oraz porwania ośmioletniego Minha. I oczywiście – to żadna niespodzianka – sprawę w swoje ręce biorą mieszkańcy wioski i nie spoczną dopóki nie zaprowadzą u siebie porządku (względnego).

Ale też, jak pokazują Latawce…, Jaumann umie tworzyć pokomplikowane, wielowarstwowe konstrukcje narracyjne, częściej pojawiające się w tzw. prozie wysokoartystycznej niźli kryminalnej. Inaczej rzecz ujmując, jest w powieści pewien naddatek tekstowego porządku, który niewiele wnosi do intrygi kryminalnej, ale za to dodaje książce głębi i smaku. Niemiecki pisarz na różnych poziomach i w rozmaity sposób wygrywa temat wiatru. W tytule każdego z ośmiu rozdziałów książki pojawia się nazwa innej odmiany wiatru, nawiedzającej wioskę (bo też w Montesecco wieje, oj, wieje…). Właściciel miejscowej knajpy, po trosze fantasta, owładnięty jest myślą zbudowania w okolicach wioski farmy wiatrowej, produkującej ekologiczną energię. Porwany chłopak nieustannie konstruuje i puszcza latawce, a wreszcie – w wiosce zorganizowany zostaje Festiwal Latawców. Do tego, na wyższym poziomie, wiatr symbolizuje w powieści kruchość ludzkiego życie i niepewność losu. Nie przez przypadek przecież – dla przykładu – w końcówce pojawia się motyw prochów rozsypywanych na wietrze.

W Latawcach… podobnie jak w otwierających serię Żmijach z Montesecco intryga kryminalna ma drugorzędne znaczenie, choć poprowadzona została dosyć rzetelnie (dla przykładu – do samego końca trudno się domyślić, kto jest porywaczem Minha), ponieważ autor skupia uwagę przede wszystkim na odmalowaniu kolorytu lokalnego i kwestiach egzystencjalnych. Po lekturze Żmij… miałem obawy, czy format wymyślony przez Jaumanna sprawdzi się na przestrzeni trylogii, czy przypadkiem kolejne części cyklu – po tym jak już w pierwszej czytelnik dokładnie zaznajamia się z specyfiką samego Montesecco i życia mieszkańców wioski – nie okażą się nazbyt powtarzalne i przewidywalne. Nic z tych rzeczy, najwyraźniej autorowi nie brakuje pomysłów, a i wcześniej wypracowane schematy umie tak poukładać, by dorzucić do opowieści jakiś nowy, zaskakujący wątek. Kolejną powieść Jaumanna mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim, nie tylko zdeklarowanym fanom kryminałów.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Gianrico Carofiglio, Ulotna doskonałość

wtorek, 02 października 2012 11:53

 

Psycholog Pan Worek

 

Gianrico Carofiglio, Ulotna doskonałość, przekł. Joanna Wachowiak-Finlaison, W.A.B., Warszawa 2012, ss. 302.

 

         W tej powieści nie ma akcji szybkiej jak seria z broni maszynowej, zbrodnie są jakieś takie zwyczajne, psychopatycznych morderców brak, a mimo to czyta się ją jednym tchem, przede wszystkim dzięki kreacji głównego bohatera, czterdziestokilkuletniego mecenasa Guerrieriego, wzmocnionej dodatkowo przez to że prowadzona jest w pierwszej osobie, co pozwala w pełni zaprezentować tę barwną postać.

         Ginie bez choćby najmniejszego śladu studentka, zrozpaczeni rodzice odchodzą od zmysłów, zwracają się więc do Guerrieriego, specjalisty od spraw trudnych, a nawet beznadziejnych. Prawnik początkowo broni się przed przyjęciem tego zlecenia, ale w końcu ulega. Głównie dlatego że zaczyna sam sobie podobać się w roli samotnego detektywa… Bo też Ulotna doskonałość – podobnie jak wcześniejsze części świetnej serii kryminalnej włoskiego pisarza Gianrica Carofiglio – to przede wszystkim historia przypadków głównego bohatera, opowiedziana ze swadą, humorem, pełna dygresji na rozmaite tematy, autoironii i złośliwych komentarzy rzeczywistości. Mecenas z dystansem podchodzi zarówno do swojego zajęcia, jak i świata w ogóle. Jest sybarytą, lubiącym dobre alkohole i wykwintne jadło, oraz oryginałem, który sesje terapeutyczne przeprowadza w ten sposób, iż długo dyskutuje z Panem Workiem, czyli swoim workiem bokserskim. Stara się z godnością znosić udręki i rozczarowania wieku średniego, w tym również miłosne (a w tej akurat książce przyjdzie mu poradzić sobie z nie lada jakim zawodem), zmieniając „nieznośną lekkość bytu” w możliwą do zaakceptowania.

         Ulotna doskonałość jest powieści do śmiechu i do refleksji – i naprawdę mniejsza o to że mało w niej z klasycznego kryminału.

 

(Ten tekst ukazał się po raz pierwszy, w nieco innej wersji, w tygodniku "Polityka".)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 24 maja 2017

Licznik odwiedzin:  108 601  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 108601

Lubię to