Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Mo Yan, "Zmiany"

poniedziałek, 28 stycznia 2013 15:15

 

 

Przyczynek do autobiografii

 

Mo Yan, Zmiany, przekł. Agnieszka Walulik, W.A.B., Warszawa 2013, ss. 108.

 

         Mówiąc szczerze, Chiny nigdy mnie nie fascynowały, nie interesowałem się ani historią tego kraju, ani kulturą – choćby filmami chińskiej produkcji, które wypłynęły na fali zainteresowania kinematografią azjatycką. Dlatego wcześniej nie sięgałem po książki zeszłorocznego Noblisty Mo Yana, choć miałem je na półce. Teraz postanowiłem jednak (z intelektualnego obowiązku) nadrobić zaległości, zacząłem od niewielkiej książki zatytułowanej Zmiany. I był to chyba lekki błąd taktyczny.

         Zmiany są przyczynkiem do autobiografii pisarza albo szkicem autobiograficznym, jak zwał, tak zwał. Mo Yan zawarł w książce kilkanaście scenek ze swojego życia, począwszy od dzieciństwa upływającego na głębokiej chińskiej wsi, a skończywszy na dniu dzisiejszym. Do tego dodał jeszcze historie swoich kolegów ze szkoły – zwariowanego, acz mającego dryg do interesów He Zhiwu i pięknej, choć dokonującej fatalnych wyborów życiowych Lu Wenli, w której młody Mo się podkochiwał. Losy bohaterów – szczególnie Mo Yana i He Zhiwu – układają się w opowieść o – użyję starej kategorii – awansie społecznym. Młodzieńcy, którzy obawiają się, że utkną na dobre na chińskiej prowincji a ich przyszłość nie będzie wiele różniła się od przeszłości ich rodzicieli, mozolnie walczą o to, by zmienić swoje życie, co koniec końców im się udaje: jeden odnosi sukcesu w kulturze, drugi – w biznesie. A w tle są gwałtownie zmieniające się Chiny, choć akurat o naturze i specyfice tych przemian – wbrew temu co można wyczytać w paratekstach „opakowujących” książkę – czytelnik zbyt wiele się nie dowie. W gruncie rzeczy Zmiany są jedynie zbiorem autobiograficznych anegdotek, raz lepszych, raz gorszych. Do takich mini opowiastek Mo Yan ma ewidentny dryg, czego przykładem jest chociażby scenka gry w ping ponga, która kończy się połknięciem piłeczki przez jednego z graczy. Jednak czy to wystarczy?

         Zmiany przeczytałem bez stresu – tym bardziej że można je „łyknąć” w godzinę – ale też bez wielkiej lekturowej frajdy. W tej książce nie widać ani specjalnej finezji stylistycznej pisarza, ani fabularnej wirtuozerii. Ot, jest to w miarę sympatyczna książeczka o niezbyt intrygujących przypadkach pisarza (wbrew pozorom większość pisarzy prowadzi raczej nudne życie). Może inne książki Mo Yana są bardziej intrygujące, takie chociażby Obfite piersi, pełne biodra… Przynajmniej tytuł niczego sobie. Sprawdzę.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Małe promo

piątek, 25 stycznia 2013 14:47

Blogi z recenzjami o książkach dzielą się na... komiczne i krytyczne. Tych drugich jest zdecydowanie mniej, dlatego trzeba je - moim skromnym zdaniem - wspierać. W konkursie na "Bloga Roku 2012" bierze udział blog "Krytycznym okiem", przykład naprawdę solidnego podejścia do pisania o literaturze w sieci. Warto odżałować drobne i zagłosować na blog "Krytycznym okiem". Nie będzie to głos stracony. Szczegóły tutaj - http://krytycznymokiem.blogspot.com/2013/01/zagosuj-na-krytycznym-okiem.html

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Henning Mankell, "Powrót nauczyciela tańca"

piątek, 25 stycznia 2013 13:49

 

Demony z przeszłości

 

Henning Mankell, Powrót nauczyciela tańca, przeł. Ewa Wojciechowska, POLITYKA i W.A.B., Warszawa 2013, s. 558.

 

         Pod koniec 1945 roku angielski kat leci do Niemiec, by wykonać wyrok śmierci na nazistowskich zbrodniarzach wojennych. Swoją pracę traktuje sumiennie, ale, jak się okazuje, nie wszyscy winni zostają ukarani…

         Początek Powrotu nauczyciela tańca może nieco zdziwić zdeklarowanych fanów cyklu o komisarzu Wallanderze, ale całość tej powieści raczej ich nie zawiedzie. Mimo tego że ponury policjant z Ystad akurat w niej się nie pojawia. A co jest zamiast tego bohatera? Właściwie wszystko to, do czego szwedzki mistrz kryminału zdołał już czytelników przekonać i przyzwyczaić. Po raz kolejny Mankell wplata w mroczną intrygę kryminalną wątek społeczno-polityczny, zajmując się problemem nie do końca wyświetlonego i rozliczonego uwikłania części szwedzkiego społeczeństwa w faszyzm. Bohaterem czyni policjanta po przejściach, a właściwie – w trakcie nich. Młody Stefan Lindman dowiaduje się, że ma raka, trafia na zwolnienie lekarskie, właściwie więc nie powinien prowadzić żadnych spraw. Jednak gdy w odludnej części Szwecji zostaje zamordowany emerytowany policjant, Herbert Molin, którego ktoś zachłostał go na śmierć, a potem zostawił krwawe znaki układające się w schemat kroków tanga, Stefan angażuje się w śledztwo. W ten sposób próbuje odsunąć od siebie myśl o toczącej go chorobie, zapanować nad lękiem przed śmiercią. I – wreszcie – jest w tej powieści ciekawy obraz szwedzkiej prowincji, pięknej, lecz czasami mrocznej.

         Powrót nauczyciela tańca jest – jak na mój gust – jedną z ciekawszych książek Mankell, choć przy tym dosyć ponurą. Szwed pisze o demonach, zarówno tych z przeszłości, jak i teraźniejszych, które dopadają człowieka w najmniej spodziewanym momencie. O chorobie i strachu. O tajemnicach, które prędzej czy później wychodzą na jaw, niszcząc życie różnych ludzi. I koniec końców o sprawiedliwości, która jednak tryumfuje. I to jest w tej powieści bez wątpienia optymistyczne.

 

(Ten tekst, w nieco innej wersji, pojawił się po raz pierwszy w tygodniku "Polityka".)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tomasz Sekielski, "Sejf"

czwartek, 24 stycznia 2013 17:41

 

Wbrew wszystkim

 

Tomasz Sekielski, Sejf, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012, ss. 344.

 

         W ostatnich latach wiele osób znanych z telewizyjnego ekranu wzięło się za pisanie różnego rodzaju książek, w zdecydowanej większości z mizernym skutkiem, dlatego do powieści dziennikarza Tomasza Sekielskiego podchodziłem ze sporym dystansem. Atu niespodzianka! Sejf jest dobrze skonstruowanym, porządnie napisanym thrillerem.

         W wiosczynie na Podlasiu zostają znalezione zmasakrowane zwłoki mężczyzny. Niezbyt to cieszy zapijaczonego komendanta miejscowej policji Waldemara Darskiego, za to raduje znajdującego się tam przypadkowo dziennikarza śledczego Artura Solskiego, który szuka nowego tematu. Tym bardziej że na miejscu bardzo szybko zjawiają się „faceci w czerni” z Agencji Wywiadu, przejmując sprawę. Wbrew wszystkim i wszystkiemu upadły gliniarz i dziennikarz z problemami psychicznymi zaczynają prywatne śledztwo, wpadając na trop spisku tajnych służb, który ma wpłynąć na wynik wyborów do parlamentu.

         Motyw krwawych knowań tzw. służb był już w literaturze ogrywany na wiele różnych sposobów, Sekielski więc prochu nie wymyślił, ale intrygę poprowadził pewną ręką, domykając ją w zaskakujący sposób. Jednak najciekawsze moim zdaniem jest tło opowieści w Sejfie. Sekielski zagląda za dziennikarskie kulisy, pokazując wszechobecny wyścig szczurów, absurdalną pogoń za newsem i polityczne uwikłanie mediów. Kto chce, może zabawić się w odgadywanie, jakie realne osoby z dziennikarskiego światka kryją się za wykreowanymi przez autora postaciami, bo do pewnego stopnia jest to powieść z kluczem. Urzekł mnie również wpisany w sensacyjną intrygę opis Podlasia, miejsca, które autor, jak sądzę, lubi i które przedstawia z wyraźną fascynacją. Koniec końców, Sekielski napisał solidny thriller, mam nadzieję, że nie ostatni.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Gregory Funaro, "Rzeźbiarz"

czwartek, 17 stycznia 2013 14:23

 

Szalony plastynator

 

Gregory Funaro, Rzeźbiarz, przekł. Janusz Ochab, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, ss. 446.

 

         Wiele razy obiecywałem sobie, że nie będę więcej czytał amerykańskich powieści o seryjnych zabójcach mordujących swe ofiary w wymyślny sposób, bo to już naprawdę bardzo zgrany schemat, z którego – jak mi się zdaje – nic specjalnie świeżego i intrygującego już nie da się wycisnąć. Ale wiadomo, obiecanki cacanki, w końcu jakaś książka tego rodzaju trafia mi do rąk, zaczynam czytać, a jak zacznę, to skończę – taką mam zasadę. I tak oto „zaliczyłem” Rzeźbiarza, debiutancką powieść Funaro.

         Młody człowiek, nazywający sam siebie Rzeźbiarzem, a przez dziennikarzy określany mianem Renesansowego zabójcy, w imię w chory sposób pojmowanej krucjaty z bylejakością współczesnej kultury morduje w okrutny sposób kolejnych ludzi, ich ciała poddaje plastynacji a potem układa w „rzeźby” na wzór największych dzieł Michała Anioła. Jego sprawą zajmuje się kwiat FBI w osobie agenta Sama Markhama z sekcji behawioralnej, a pomaga mu urocza doktor historii sztuki, Cathy Hildebrant, której książka o wielkim renesansowym rzeźbiarzu – jak się okazuje –stała się dla mordercy źródłem swoistej inspiracji. Jak łatwo się domyślić, nie będzie to łatwe śledztwo, bo przeciwnik jest piekielnie bystry a droga do prawdy zawiła.

         W powieści Funaro fabuła jest tak skonstruowana, że wątek ukazujący przypadki Sama i Cathy przeplata się z tym, który przedstawia działania mordercy. Ten zabieg wymaga od autora sporej biegłości w konstruowaniu opowieści, bo w sytuacji kiedy czytelnik momentami wie więcej o mordercy niż ci, którzy go ścigają, łatwo wpłynąć na fabularne mielizny. Funaro nie udaje się ich ominąć. Na przykład bystrzaki z FBI przez dobrych kilkadziesiąt stron biedzą się nad dylematem, czy Rzeźbiarz zabija wyłącznie mężczyzny, a czytelnik już wcześnie wie, że morduje on także kobiety (a nawet dzieci). Dłużyzn w tej powieści jest więcej. Kluczem do rozwiązania zagadki mordercy jest książka Cathy, a co za tym idzie historia życia i twórczości Michała Anioła. W trakcie śledztwa bohaterowie przytaczają wiele oczywistych faktów z życia tego bardzo znanego artysty. Niektóre encyklopedyczne wstawki Funaro mógłby sobie darować. Choć z drugiej strony, to przecież pisarz amerykański, a ci przecież generalnie wolą wykładać czytelnikowi kawę na ławę, niźli zmuszać ich do korzystania z pomocy encyklopedii, przepraszam – Wujka Google.

         Autor Rzeźbiarza w miarę rzetelnie ukazał rzeczywistą pracę FBI. Nie ma w powieści cudów-niewidów rodem z popularnych seriali formatu CSI, w których agenci do spółki z naukowcami różnych specjalności błyskawicznie rozwiązują najtrudniejsze nawet sprawy i są w stanie na podstawie nakłucia w ciele denata ustalić, w jakiej fabryce wyprodukowano igłę, którą je zrobiono. Sam i jego koledzy zbierają tysiące informacji, analizują je, sprawdzają kolejne trop, stawiają i weryfikują hipotezy. No i główkują jak Sam, który ciągle czyta i interpretuje książkę Cathy, próbując wejść w tok myślenia Rzeźbiarza.

         Właśnie, Cathy… jest u Funaro całkiem niezły wątek romansowy, w którym pani doktor, będąca w trakcie rozwodu, i Sam, który wciąż nie uporał się z traumą po tragicznej śmierci żony, powoli, nieśmiało zbliżają się emocjonalnie ku sobie. Choć jedno w tym wątku mnie drażniło: od pewnego momenty Cathy i Sam zaczynają się zachowywać jak zakochani nastolatkowie, co zważywszy na to, że prowadzą skomplikowane, męczące i niebezpieczne koniec końców dochodzenie, wydaje mi się mało prawdopodobne. Chyba że uznamy to za wariację na temat znanego motywu miłości na placu boju.

By skwitować to krótko: przeczytać można, ale szału nie ma.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  117 033  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 117033

Lubię to