Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Marcin Wroński "Czas Herkulesów"

piątek, 21 lipca 2017 12:22
Skocz do komentarzy

Wronski_Czas.jpgTo już jest (prawie) koniec

Marcin Wroński, Czas Herkulesów, W.A.B., Warszawa 2017, s. 294.

    Właściwie trudno jest zacząć omówienie nowej powieści kryminalnej Marcina Wrońskiego inaczej niż w ten oto sposób: to już jest koniec. Choć właściwie nie do końca. Czas Herkulesów jest - jak stanowczo zapewnia pisarz - faktycznie ostatnią (dziewiątą) powieścią w serii o perypetiach przedwojennego policjanta z Lublina Zygmunta "Zygi" Maciejewskiego, chociaż dziesięciotomowy cykl domknięty jeszcze zostanie zbiorem opowiadań. Nie sądzę, aby opowiadania w znaczący sposób wpłynęły na recepcję całości serii, myślę więc, że jest to dobry moment, aby pokusić się o wstępne podsumowanie, analizę i ocenę całości cyklu.
    Na początek przypomnę kilka, jak mi się zdaje, istotnych faktów tyczących prozy kryminalnej Wrońskiego i samego pisarza. Autor z Lublina miał swoje przedkryminalne życie pisarskie - w odróżnieniu od zdecydowanej większości zdeklarowanych "kryminalistów" (oczywiście, kiedy nastąpił boom kryminalny, wielu autorów czy to z tzw. mainstreamu, czy uprawiających inne odmiany prozy gatunkowej zaczęło pisać kryminały, ale to już inna bajka). Przed Maciejewskim pisał między innymi prozę postmodernistyczną, fantastyczną i - jestem o tym przekonany - te doświadczenia mocno wpłynęły na kształt jego kryminałów. Jako autor kryminału Wroński zadebiutował w roku 2007 powieścią Morderstwo pod cenzurą. Był to czas, kiedy niekwestionowanym liderem rodzimej prozy kryminalnej był Marek Krajewski, twórca kryminałów retro z policjantem z Breslau Eberhardem Mockiem. Nic więc dziwnego, że Wroński również, podobnie jak w tym okresie wielu innych pisarzy, postawił na kryminał reto, choć nie do końca poszedł ścieżką wyznaczoną przez pisarza z Wrocławia: zdecydował się na okres międzywojenny a także wojenny jako czas akcji i prowincjonalny Lublin jako jej miejsce. W wywiadach lubelski pisarz wielokrotnie podkreślał, że projekt serii zakładał nie tylko dostarczanie czytelnikom ciekawych intryg kryminalnych, ale również ukazanie wycinka historii rodzimego miasta, które w dużym stopniu zmieniło się po II wojnie światowej. Od roku 2007 Wroński nieomal rok w rok wydawał kolejne części serii z Maciejewskim, stopniowo zyskując rzesze oddanych fanów i uznanie krytyków literackich (nie tylko specjalistów od prozy gatunkowej). Obecnie należy do absolutnego topu rodzimych twórców kryminałów. Co sprawiło, że cykl z Maciejewskim odniósł tak duży sukces?
    Specyfiką długich serii powieści kryminalnych jest, że są one zazwyczaj bardzo nierówne, jeśli chodzi o jakość literacką. Wrońskiemu udało się utrzymać wysoki poziom kolejnych części, co wcale nie jest łatwe. Oczywiście, oprócz wybitnej realizacji gatunku, jaką była powieść Pogrom w przyszły wtorek, za którą pisarz otrzymał zarówno Nagrodę Wielkiego Kalibru, jak i Kryminalnej Piły, zdarzały się książki wyraźnie słabsze, jak chociażby Portret wisielca. Jako się jednak rzekło, poniżej pewnego poziomu autor z Lublina nigdy nie zszedł, żadna z części cyklu nie okazała się ewidentną klapą.
    Współczesne powieści kryminalne najczęściej są miksami różnych podgatunków. Nie inaczej jest w powieściach "maciejewskich". Wydaje mi się, że sukces Wrońskiego w dużym stopniu zasadza się na umiejętnym wyborze i połączeniu podgatunków: kryminału noir, powieści historycznej i powieści z tzw. nurtu małych ojczyzn. Rodem z kryminału noir jest przede wszystkim postać głównego bohatera i część intryg kryminalnych, z powieści historycznej - opis przedwojennego Lublina, kreślony z niezwykłą, antykwaryczyną wręcz, dbałością o historyczny konkret i detale, z prozy małych ojczyzn - próba uchwycenia ducha zróżnicowanej etnicznie, społecznie i religijnie społeczności przedwojennego Lublina. Przy tym z elementów składowych trzech podgatunków Wrońskiemu, co jest sztuką (pisarską), udało się stworzyć udaną autorską układankę. Autor Haiti zrezygnował z obecnej w prozie małych ojczyzn idealizacji i mitologizacji przeszłości, w czym pomocne były mu elementy kryminału noir, te zaś osadzone w świetnie oddanych realiach przedwojennego Lublina nabrały głębi i konkretu przedstawienia - inaczej rzecz ujmując Maciejewski nie był kolejny policjantem-twardzielem, który mógłby funkcjonować wszędzie. Zyga mógł się pojawić tylko w Lublinie. Z przesadą (lekką) mógłbym rzec: Maciejewski to przedwojenny Lublin, a przedwojenny Lublin to Maciejewski. Ważne jest, że umiejętnie łącząc podgatunki powieściowe, Wroński "otworzył" swoją prozę na szerszą rzeszę odbiorców. Seria z Maciejewskim trafia zarówno do zdeklarowanych wielbicieli prozy gatunkowej, jak i tych, którzy po kryminały sięgają z rzadka, albo nawet nie sięgali wcześniej wcale.
    Istotnym elementem cyklu - zresztą, jak to bywa w innych dobrych seriach powieści kryminalnych - jest główny bohater, Zyga Maciejewski. Na pozór jest kolejna odbitka ze sztancy policjanta/detektywa z kryminału noir. Zyga jest człowiekiem nieco oschłym i gburowatym, trochę osobnym, byłym bokserem ze złamanym nosem, niechlujem, skłonnym do bitki i do wypitki, wielbicielem podłych knajp i nieprzesadnie trudnych kobiet; policjantem, który niezbyt przejmuje się regulaminem służby, często przesłuchuje za pomocą pięści i który najchętniej wszystkie sprawy rozwiązywałby w pojedynkę. Jednak jak na realia przedwojennej policji jest dosyć wykształcony i inteligentny. Do tego przy całej swojej chropowatości - wrażliwy, co potwierdza choćby jego trudny związek z Różą, którą wyciągnął z nałogu morfinowego. Ma - jak to bohater noir - swój własny system wartości, którego konsekwentnie się trzyma, a w sobie elementarną niezgodę na zło, szczególnie czynione słabszym czy bezbronnym. Aby ochronić ich albo sprawić by bestialscy przestępcy zostali ukarani, jest w stanie poświęcić wiele. Nawet własny życie czy zdrowie. Maciejewski należy bohaterów wyrazistych, pogłębionych, a przy tym wewnętrznie spękanych, przez co interesuje i intryguje czytelników. Mimo iż momentami drażni, chce się śledzić perypetie policjanta z Lublina. Zainteresowanie Maciejewskim umiejętnie podsyca Wroński, obdarzając go ciekawą, skomplikowaną biografią i właściwie dawkując informacje o jego pokomplikowanych losach w kolejnych powieściach z serii.
    Od czasu sukcesu skandynawskiej prozy kryminalnej nie jest niczym nowym, że autorzy kryminałów poruszają w swoich powieściach poważne tematy społeczne, obyczajowe, polityczne czy narodowościowe. Nie inaczej jest też w serii o Maciejewskim, tym bardziej że takowych problemów w okresie międzywojennym nie brakowało. Jednak przy tym Wroński - chyba, jak mi się zdaje, jako jedyny polski autor - podejmuje w swoich powieściach konsekwentną grę z wymogami poprawności politycznej, która w sporym stopniu blokuje współczesny dyskurs. Widać to wyraźnie na przykładzie przewijających się nieomal przez cały cykl wątków żydowskich. Wroński bez ogródek pisze o antysemityzmie Polaków, choćby w Pogromie w przyszły wtorek czy Portrecie wisielca, ale z drugiej strony nie waha się przed ukazywaniem ciemnych stron społeczności żydowskiej czy nawet mroków żydowskiej duszy, na przykład w powieści A na imię jej będzie Aniela. Momentami autor Kina Venus pisze na ten temat bardzo wyraziście, nie przebierając w słowach. Podobnie zresztą jak w innych kwestia, dla przykładu homoseksualizmu, stosunku do kobiet czy też relacji z innymi nacjami, które tworzyły skomplikowaną mozaikę narodowościową II RP. Przez co Wroński bywa oskarżany a to o antysemityzm, a to o filosemityzm, o homofobię czy mizoginizm. Tyle tylko że pisząc na ten temat, autor nie staje po żadnej ze stron, stara się tylko wiernie odtworzyć realia przedstawianych czasów i w ten sposób pokazuje, że przykładanie do nich kategorii poprawności politycznej jest błędne, bo zwyczajnie anachroniczne. Ta warstwa kryminalnego pisarstwa Wrońskiego jest jeszcze mało rozpozna, a wydaje mi się - warta uwagi i namysłu.
    Na koniec zostawiłem kwestię być może najistotniejszą: Wroński tworzy kryminały literackie, które obecnie są - niestety - wypierane przez proste, by nie rzec prostackie realizacje konwencji pulp. Cóż to takiego kryminał literacki? Otóż taki, rzecz ujmuję oczywiście w dużym skrócie, w którym nie liczy się tylko i wyłącznie zachowanie reguł gatunku, zgrabna intryga i stosy trupów, ale nacisk kładzie się również na literacką jakość tekstu, a ta jest dla autora Haiti istotna, co nie dziwi, skoro przeszedł wcześniej szkołę postmodernistyczną. Wroński jest bez wątpienia najlepszym stylistą polskiego kryminału, a pewnie wielu autorów z tzw. mainstreamu mogłoby się wiele od niego nauczyć. W jego prozie widać dbałość nieomal o każde słowo, zdanie, mnogość stosowanych chwytów stylistycznych. A przy tym nie jest to jedynie sztuka dla sztuki, popis pisarskiej sprawności. Styl w cyklu o Maciejewski ściśle zespolony jest z kryminalną intrygą, rzekłbym nawet, że nie tylko ją uatrakcyjnia, ale wręcz napędza.
    Trochę w powyższym tekście wywinąłem się od opisu Czasu Herkulesów. W tej powieści zaciekawił mnie obraz prowincjonalnego Chełma, który przed wojną intensywnie się rozbudowywał, zaintrygowała wpisana w fabułę historia zapasów, o której nie miałem pojęcia, zauroczyła jedna z ostatnich scen, w której to w knajpie o wdzięcznej nazwie Niespodzianka Zyga rozmawia z kobietą swojego życia, Różą oraz chełmskim tajniakiem. Jednak jeśli chodzi o całość cyklu, powieść uplasowałbym w strefie stanów średnich. Wroński niczym mnie nie zaskoczył, znalazłem w powieści to, co spodziewałem się znaleźć. Tyle tylko i aż tyle, bo nie twierdzę, że lektura mnie zmęczyła. Trochę więc jest mi żal, że nie będzie mi już dane przeczytać kolejnej powieści z Maciejewskim. Z drugiej jednak strony, jeśli pisarz chce zamknąć cykl, mogę mu tylko przyklasnąć. Lepiej zrobić to teraz, kiedy w serii "maciejewskiej" nie było wyraźnej wpadki. Do tego jestem pewny, że jest dla autora z Lublina życie po Maciejewskim. I nie będzie to złe życie. Wroński mnie i innych czytelników jeszcze zaskoczy. Tego jestem pewien!


Tekst ukazał się w internetowym wydaniu pisma "Nowa Dekada Krakowska".

Podziel się
oceń
0
0


sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  116 995  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 116995

Lubię to