Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 213 297 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wojciech Chmielarz "Osiedle marzeń"

poniedziałek, 05 grudnia 2016 8:57

Chmielarz_Osiedle.jpg

Osiedle jak świat

Wojciech Chmielarz, Osiedle marzeń, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 368.

    Po - moim zdaniem - słabym Wampirze, otwierającym nowy, gliwicki cykl kryminalny, Wojciech Chmielarz powrócił do starego, dobrego komisarza Mortki oraz jego mniej lub bardziej pokręconych kolegów ze stołecznej policji. I dobrze, choć wcale nie dlatego że w przypadku serii o Mortce działa zasada: najbardziej lubimy to, co już znamy. Jak mi się zdaje, Chmielarzowi zwyczajnie bardziej leżą bohaterowie z pierwszego cyklu niż z drugiego, co przekłada się na jakość tekstu i przyjemność lektury. Przynajmniej dla mnie.
    W Osiedlu marzeń podobnie jak w poprzednich powieściach autora Podpalacza na intrygę składa się kilka spraw i wątków, choć na plan pierwszy wysuwa się mord dokonany na studentce dziennikarstwa. Ciało dziewczyny, która zginęła od ciosów nożem, zostaje znalezione na placu zabaw znajdującym się na terenie zamkniętego osiedla w Warszawie. Przyznam - mocna scena, zapadający w pamięć i wyobraźnię obraz na początek. Komisarzowi Mortce od pierwszych chwil śledztwa i z różnych względów nie podoba się ani to osiedle, ani ta sprawa, mimo iż bardzo szybko zgłasza się na komendę Ukrainka, sprzątająca tam, która przyznaje się do mordu. Bohater jest zdania, że kobieta kłamie. Tymczasem kumpel Mortki (właściwie należałoby powiedzieć - były kumpel) Kochan wraca do pracy, ale po tym jak wydało się, że katuje żonę, traktowany jest z niechęcią czy wręcz wrogością przez kolegów. Przełożony, który nie za bardzo wie, co zrobić z nadużywającym przemocy podwładnym, każe mu się zająć nierozwiązanymi sprawami sprzed lat. Ku zdziwieniu wszystkich Kochan niemal z dnia na dzień rozwiązuje kolejne zagadki z nieoficjalnego Archiwum X.
    Początkowo wydawało mi się, że intryga w Osiedlu marzeń będzie zmierzała w stronę historii typu "zamkniętego pokoju". Jednak Chmielarz wybrał rozwiązanie mniej oczywiste. I dobrze. Autor paradoksalnie postawił nie na "zamknięcie", lecz na "otwarcie". Strzeżone osiedle z powieści jest nie tyle miejscem, w którym kryje się morderca, co modelem społeczeństwa, rodzajem próbki świata. Chmielarz portretuje typy z różnych warstw społecznych, ludzi rozmaitej konduity. Jest tam upadły polityk i szeregowy żołnierz mafii. Są studentki, które szukają swojego miejsca w świecie, wybierając czasami bardzo kręte ścieżki. Są emigranci i zwykli ludzie, którzy mają marzenia i dla ich spełnienia gotowi są wiele zaryzykować. Opowieści o ich losach składają się na ciekawy, mozaikowy obraz współczesnej Polski.
    W nowej powieści Chmielarza jest to, do czego autor zdążył już czytelników przyzwyczaić: wielowątkowa, dobrze skrojona intryga, nienachalne wątki obyczajowe czy oszczędny styl, który - jak mi się zdaje - dobrze pasuje do opowiadanych historii. Jest jednak w Osiedlu marzeń jeden problem, czyli wątek śledztwa Kochana. Jak już wspominałem, trochę z nudów a po trosze z obowiązku bohater zaczyna zajmować się sprawami, które swego czasu nie zostały domknięte a potem leżały odłogiem. I rozwiązuje je, jedna po drugiej, w tempie wręcz ekspresowym. Oczywiście, ma trochę szczęścia, ale generalnie nie wykonuje jakichś spektakularnych policyjnych akcji. Po prostu cierpliwie drąży. Można by uznać, że jest to coś w rodzaju - by tak rzec - satyry na leniwych policjantów. Ukazania, że w gruncie rzeczy niewiele trzeba, żeby domknąć śledztwo. Wystarczy trochę cierpliwości i trzymanie się procedur. Tyle tylko że ironia i dowcip, to nie były do tej pory mocne strony prozy Chmielarza. Więc wątek śledczych sukcesów Kochana jest na poważnie? Jeśli tak, to jest wysoce niewiarygodny.
    
   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wolf Haas "Brennerova"

poniedziałek, 24 października 2016 9:07

 Haas_Brenn2.jpgZwariowane krymi



Wolf Haas, Brennerova, Burda Publishing Polska, Warszawa 2016, s. 296.

    Austriak Wolf Haas jest prawdziwą gwiazdą niemieckojęzycznej prozy kryminalnej, na spotkania autorskie z nim ścigają tłumy czytelników. Trudno się temu dziwić, bo autor Wskrzeszenia umarłych pisze kryminały oryginalne i przy tym niezwykle wysmakowane literacko. Haas stworzył cykl powieści kryminalnych z Simonem Brenner, który przez dziewiętnaście lat był policjantem, potem prywatnym detektywem, choć imał się też innych zajęć, na przykład pracował jako kierowca-sanitariusz (Przyjdź, słodka śmierci). Brenner jest typem kryminalnego antybohatera, ciapowatego detektywa. Ani inteligentny, ani sprawny fizycznie, ma ewidentne problemy z logicznym łączeniem faktów, a na dodatek jest leniwy. Za to raz po raz pakuje się w piramidalne kłopoty. W najnowszej powieści Haasa zatytułowanej Brennerova Simon trafia do Moskwy, gdzie zostaje pobity do nieprzytomnością i okradziony przez bandę kilkuletnich uliczników, później zaś jedzie do Mongolii z walizką pełną dolarów, by uwolnić uprowadzonych przez terrorystów Europejczyków, pielgrzymujących do szamańskich miejsc mocy. Takie rzeczy tylko w zwariowanych historiach wymyślanych przez Haasa. Jedyny w swoim rodzaju jest typ narracji kryminalnej w prozie austriackiego pisarza. Książki autora Kostuchy nazwałbym kryminałami dygresyjnymi, mają one formę swobodnej gawędy snutej przez narratora często zwracającego się wprost do czytelnik. W opowieści o perypetiach detektywa sprawnego inaczej narrator wplata dygresje na wszelkie możliwe tematy, często dziwaczne i pełne humoru. We wszechobecnych w prozie Haasa dygresjach wyraźny jest wątek satyryczny. Pisarz przenikliwie, ironicznie punktuje i komentuje szaleństwa współczesnego świata, szczególnie mocno krytykując swój kraj i rodaków (czym wyraźnie nawiązuje do najlepszych tradycji prozy austriackiej). Kryminały Haasa mają magnetyczną moc przyciągania. Kto raz zetknął się z perypetiami Brennera, kto raz posmakował wirtuozowskiego, wysmakowanego językowo, a przy tym pełnego fantazji i humoru stylu prozy austriackiego pisarza, ten na pewno z przyjemnością będzie sięgał po kolejne jego książki.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krzysztof Kopka "Złoty pociąg"

piątek, 21 października 2016 9:44

Kopka.jpgNiekonieczna

Krzysztof Kopka, Złoty pociąg. Komisja Morderstw, W.A.B., Warszawa 2016, s. 294.

    W ostatnich tygodniach pojawiło się na rynku kilka kryminałów czy sensacji, które są odpryskami produkcji filmowych/telewizyjnych. Cóż, nawet niespecjalnie się dziwię, że takie teksty powstają. Jest gotowy scenariusz, ustawieni bohaterowie i zakreślone - by tak rzec - pole opowieści, więc czemu, korzystając z tych gotowców, nie skrobnąć powieści. Może ktoś zachęcony obrazem filmowym/telewizyjnym sięgnie też po książkę, na okładce której jest (najczęściej) kadr z filmu/serialu. I wszystko pięknie, tyle tylko że w ten sposób powstają książki będące czymś w rodzaju promocyjnego gadżetu, dodatku. Inaczej rzecz ujmując - powieści niekonieczne. Jedną z nich jest Złoty pociąg Krzysztofa Kopki.
    Autor Złotego pociągu, między innymi pisarz, reżyser teatralny i scenarzysta, ma na koncie sporo ciekawych osiągnięć, między innymi współtworzył scenariusz bardzo zacnego filmu 80 milionów. Ostatnio był współautorem scenariusza serialu telewizyjnego Komisja Morderstw i to właśnie odpryskiem tej produkcji jest Złoty pociąg.
    Rzecz dzieje się współcześnie (nawet bardzo). Na ośrodek znajdujący się na Dolnym Śląsku, w którym zakwaterowano grupę uchodźców z Syrii, robią najazd nacjonaliści. Nie poprzestają na pohukiwaniu i skandowaniu koślawo rymowanych haseł - trzaskają szyby, wybucha pożar. W pożodze ginie starszy mężczyzna, palacz w kotłowni ośrodka. Sprawą zajmuje się trójka policjantów z Komisji Morderstw, czyli czegoś w rodzaju policyjnego Archiwum X. Odkrywają, że palacz został zamordowany i że był nim były esbek, który w ostatnich latach zajmował się bardzo intensywnie poszukiwaniem dzieł sztuki i skarbów zaginionych podczas II wojny światowej. Zaczyna się wielowątkowe śledztwo.
    Bez wątpienia Kopka ma pojęcie o pisaniu. Czyta się tę powieść gładko. Ciekawie ustawieni są główni bohaterowie, przede wszystkim inspektor Stasiński. Przez lata przebywał na misjach poza granicami kraju. Po powrocie do Polski nie za bardzo orientuje się w układach i układzikach rządzących policjach, w polskich realiach jest zagubiony niczym dziecko we mgle, a do tego działa niczym samotny kowboj, więc co chwila pakuje siebie i innych w kłopoty.
    Jednak w trakcie lektury Złotego pociągu zdecydowanie częściej czułem irytację niż satysfakcję. Kopka potraktował tę niezbyt obszerną powieść jak wór, do którego wrzucił, co się dało. Bo czegóż w tej powieści nie ma? Są problemy z uchodźcami i coraz groźniejszymi narodowcami i nacjonalistami. Są sprzedajni gliniarze. Są postkomunistyczni bonzowie, którzy grając teczkami i hakami, rządzą Wrocławiem wraz z przyległościami. Jest historia złotego pociągu spod Wałbrzycha i dzieł sztuki zagrabionych przez faszystów a potem zaginionych. Jest mała Syryjka, która musi zwiewać do lasy, by przeżyć, jest psychopata z manią wielkości. A do tego na dokładkę historia miłości, zdrady i zemsty. Dużo tego jak na jedną powieść. Kopka musiał się nieźle nagimnastykować, aby posplatać te wszystkie tematy i wątki, przez co zakończenie wygląda na mocno wysilone i - rzekłbym - mechaniczne, wedle zasady: pozamykajmy wszystkie wątki, nieważne z sensem czy bez.
    Drażniły mnie w powieści Kopki wtręty publicystyczne, licznie wplecione w narrację i wypowiedzi bohaterów komentarze do bieżących wydarzeń społeczno-politycznych. Mniejsza o ich wydźwięk, problem w tym, że w Złotym pociągu miały one zbyt luźny związek z intrygą, czyli inaczej rzecz ujmując - stanowiły jedynie zbędny ornament czy raczej słowną watę. A poza tym zazwyczaj nieznośnie szeleściły gazetowym papierem.
    Jak mi się zdaje, Kopka pisał swoją powieść szybko, co widać w tekście. Sporo jest w książce zbędnych powtórzeń i ewidentnych kiksów, których niestety nie wychwyciła redakcja. Podam jeden przykład. Na stronie 26 czytam: "Maciej spojrzał na GPS". Natomiast już na stronie 34 ten sam Maciej, czyli inspektor Stasiński, jadąc tego samego dnia tym samym samochodem już GPS-u nie ma, co więcej, pozwala sobie na żarciki w rodzaju: "GPS degraduje hipokampa".
    Pojawił się serial Komisja Morderstw, pojawiła się powieść Złoty pociąg. Można ją przeczytać bez specjalnego bólu w jeden wieczór. Przyznam jednak, że po tym jak dotarłem do ostatniej kropki tej książki, zadałem sobie pytanie: po co ja to właściwie czytałem?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ryszard Ćwirlej "Śliski interes"

poniedziałek, 17 października 2016 11:07

Cwirlej_Sliski.jpgWóda i porachunki

Ryszard Ćwirlej, Śliski interes, MUZA SA, Warszawa 2016, s. 512.

    Powieść kryminalna jest bardzo zróżnicowana, ma wiele podgatunków, odmian i bardzo specyficznych, można by nawet powiedzieć - niszowych, wariantów. Co tylko może cieszyć czytelników, bo mają w czym wybierać i nie grozi im śmierć z nudów wywołanych obcowaniem z wciąż tym samym schematem gatunkowym. Zdecydowana większość z nich powstała w literaturach obcojęzycznych, jednak ostatnimi czasy pojawił się w stu procentach rodzimy podgatunek kryminalny. Mama na myśli powieść neomilicyjną, zwaną również "powieścią ćwirlejową" od nazwiska jej twórcy, poznańskiego pisarza i dziennikarza Ryszarda Ćwirleja. Autor Śliskiego interesu wymyślił odmianę kryminału retro, którego akcja rozgrywa się u schyłku PRL-u, w latach 80. ubiegłego wieku, i który zawiera elementy pastiszu powieści milicyjnej. Dla przypomnienia - była to popularna w PRL-u odmiana kryminału wagonowego, słusznie wyśmiewana przez Stanisława Barańczaka w słynnym cyklu recenzji "książek najgorszych" z powodu wyraźnie grafomańskiego rysu i zawartej w niej nachalnej propagandy jedynie słusznego ustroju. I równie słusznie minionego.
    Choć Ćwirlej z powodzeniem posługuje się rozmaitymi formami prozy kryminalnej, to jednak popularność przyniósł pisarzowi właśnie cykl neomilicyjny, zapoczątkowany powieścią Upiory spacerują nad Wartą (2007). Akcja książek serii rozgrywa się w Poznaniu i okolicach, a główni bohaterowie to trójka milicjantów z poznańskiej komendy wojewódzkiej. Najinteligentniejszy i najporządniejszy z nich jest kapitan Marcinkowski, nieco spięty typ służbisty, żartobliwie nazywany przez kolegów pruskim urzędnikiem. Sympatyczny rudzielec podporucznik Brodziak, noszący się niczym cinkciarz, prawdopodobnie skończyłby jako przestępca, gdyby swego czasu nie był trzymany mocną ręką przez starszą siostrę. I jest jeszcze chorąży Olkiewicz, pijak i ladaco, ale przy tym cwaniak, doskonale odnajdujący się w realiach (nie)realnego socjalizmu, który ma dar wychodzenia cało z najgorszych nawet opresji. I to właśnie Olkiewicz z tomu na tom staje się kluczową postacią cyklu. Co mnie nie dziwi, bo to zdecydowanie najwyrazistsza z postaci wykreowanych przez Ćwirleja.
    W wcześniejszych powieściach serii Ćwirlej nie stosował zasady chronologicznego rozwoju historii bohaterów, jednak Śliski interes jest kontynuacją poprzedniej książki cyklu, Błyskawicznej wypłaty (2014). Jest rok 1983, zbliża się Boże Narodzenie, do kraju płyną mityczne frachtowce z kubańskimi cytrusami, kobiety wystają w kolejkach, licząc na to, że uda się w miarę godnie zapełnić stół wigilijny. A chorąży Olkiewicz ma tyle roboty, że nie wie, w co włożyć ręce. Choć tego nie chce, musi poprowadzić śledztwo w sprawie bezczeszczenia zwłok mężczyzn przywożonych z RFN do Poznania w celu pochówku. Jak się szybko okazuje, ktoś w zwłokach przemyca bardzo trefny towar (to autentyczna historia kryminalna z czasów PRL-u). Za to bardzo chce uczestniczyć w dochodzeniu w sprawie wprowadzania na rynek rozcieńczanej wódki, ponieważ to, co go w życiu najbardziej interesuje, to właśnie alkohol pod każdą postacią (poza znienawidzonym ajerkoniakiem) i konsumowany przy każdej możliwej okazji o dowolnej porze. Nie zdając sobie z tego sprawy, chorąży Olkiewicz pakuje się w sam środek krwawej rozgrywki w poznańskim półświatku pomiędzy Grubym Rychem, któremu pomaga dawny kumpel z podwórka, Brodziak, a Żurawiem, którego ochrania przebiegły esbek.
    Pastiszowość w Śliskim interesie podniesiona została do drugiej potęgi, ponieważ Ćwirlej zastosował chwyt „tekstu w tekście”, wprowadzając do książki opowiadanie pisane przez oficera milicji, mającego literackie ambicje, w którym niemal wprost opisuje perypetie Olkiewicza i Brodziaka. Oczywiście przezabawne w grafomańskim zacięciu. Do tego dochodzi groteskowo podkręcony obraz rzeczywistości ostatnich lat PRL-u. Autora Ręcznej roboty w ograniczonym stopniu interesują kluczowe wydarzenia historyczne i polityka, skupia uwagę przede wszystkim na życiu codziennym zwykłych ludzi. Stąd w powieściach z serii neomilicyjnej tyle intrygujących postaci drugiego planu. Przy tym Ćwirlej wszelkie absurdy życia, funkcjonowania państwa i gospodarki w PRL-u przedstawia tak, jakby było one absolutnie logiczne i zrozumiałem, w ten sposób obnażając je i wyjaskrawiając.
    „Kryminały ćwirlejowe” gwarantują czytelnikom, którzy znają rzeczywistość końca PRL-u z autopsji, nieco nostalgiczną wyprawę do czasów, do których niekoniecznie chcieliby powrócić. Zaś młodszym zapewniają wyprawę do egzotycznego, choć przecież nie tak nieodległego w czasie, świata, który pewnie wyda się im nie do pojęcia. Jak dla mnie - lektura obowiązkowa.


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marta Guzowska "Chciwość"

środa, 12 października 2016 12:53

Guzowska_Chciwosc.jpgYbl w spódnicy

Marta Guzowska, Chciwość, Burda Publishing Polska, Warszawa 2016, s. 350.

    Inna, lecz jednak podoba do wcześniejszych – tak paradoksalnie można by określić nową powieść Marty Guzowskiej. Autorka zyskała popularność dzięki serii kryminałów archeologicznych z aroganckim, złośliwym, acz na swój specyficzny sposób genialnym profesorem Yblem, w której pierwsza część, zatytułowana Ofiara Polikseny (2012), była rewelacyjna, a następne już takie sobie. W kolejnej powieści Guzowska trochę zmodyfikowała wypracowany wcześniej model prozy kryminalno-sensacyjnej. Ale tylko trochę. W Chciwości antropologa Ybla zmieniła na archeolożkę Simonę, mężczyznę bojącego się ciemności na kobietę lękającą się wysokości, typ bohatera antypatycznego na typ nieprzyjemny w międzyludzkich kontaktach. Po raz kolejny akcja powieści Guzowskiej rozgrywa się w przyjemnych i egzotycznych okolicznościach Turcji i Grecji, które autorka doskonale zna i umie "sprzedać" w swojej prozie.
    Simona jest nie tylko cenioną badaczką, ale również złodziejką dzieł sztuki. Wiadomo, że z grantów naukowych zarobić można co najwyżej na waciki, a bohaterce marzy się życie zdecydowanie luksusowe. Tym razem gra toczy się o bardzo wysoką stawkę, czyli złoty diadem ze skarbu Priama. Nic więc dziwnego, że wiele osób będzie chciało wejść w jego posiadanie, a życie bohaterki nie raz, nie dwa zawiśnie na włosku. Tym bardziej że po raz pierwszy w złodziejskich "przygodach" Simony precyzyjny plan akcji z miejsca weźmie w łeb.
    Prawdę powiedziawszy po Chciwości spodziewałem się nieco więcej, czy raczej - miałem nadzieję, że Guzowska zaproponuje całkiem odmienny schemat prozy od tego, który zastosowała w serii z Yblem. Trochę się zawiodłem, co nie zmienia faktu, że w nowej powieści autorki Głowy Niobe (2013) jest to, co w powieści sensacyjnej być powinno: pościgi i ucieczki, twisty, bohaterowie źli i mroczni, fałszywi przyjaciele i niespodziewani sojusznicy. Inaczej rzecz ujmując, Chciwość to solidna proza sensacyjna z wpisanym w tło ciekawym obrazem greckich wysp. Idealna na wakacje. Albo na długie zimowe wieczory, kiedy o wakacjach można tylko pomarzyć.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 10 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  97 854  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 97854

Lubię to