Bloog Wirtualna Polska
Są 1 205 772 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Donna Leon "Złote jajo"

czwartek, 29 września 2016 9:53

Leon_Jajo.jpg

Człowiek, który nie istniał

Donna Leon, Złote jajo, przekł. Małgorzata Kaczarowska, Noir sur Blanc, Warszawa 2016, s. 340.

     Amerykańska pisarka Donna Leon zjeździła pół świata, by w końcu ponad trzydzieści lat temu osiąść na stałe w Wenecji, którą pokochała do tego stopnia, że stworzyła wieloczęściowy cykl powieści kryminalno-obyczajowych z komisarzem Guido Brunettim, mieszkającym i pracującym w tym właśnie mieście. Są to kryminały specyficzne, przede wszystkim ze względu na kreację głównego bohatera i warunki jego policyjnej roboty. Ale również dlatego że warstwa obyczajowa jest w nich równie istotna, jak intryga kryminalna, a bywa - tak jest w Złotym jaju - że ważniejsza. Brunetti, wenecjanin z dziada pradziada, jest szczęśliwym mężem i ojcem, człowiekiem umiejącym cieszyć się życiem. I niezłym policjantem, choć - co tu kryć - zazwyczaj nie przepracowującym się nadmiernie. Nie przeszkadzają mu w prowadzeniu dochodzeń wszechobecna biurokracja, klanowość weneckiej społeczności i niechęć do instytucji państwa, uważanego przez Włochów za wrogą siłę, które razem wzięte sprawiają, że załatwienie najprostszej sprawy, przeprowadzenie zwykłego przesłuchania staje się dla komisarza nie lada wyzwaniem. Po prostu przywykł do takich a nie innych warunków pracy, a poza tym całkiem sprawnie porusza w specyficznej społeczności wenecjan.
    Podobne problemy Brunetti napotyka w śledztwie przedstawionym w Złotym jaju. Umiera głuchoniemy, uznawany za niepełnosprawnego umysłowo mężczyzna. Wypadek czy samobójstwo? Badając jego sprawę, Brunetti odkrywa, że zmarły nie miał żadnych dokumentów i z punktu widzenia administracji praktycznie nie istniał. Jego matka ewidentnie kłamie, sąsiedzi nie chcą nic mówić na temat rodziny głuchoniemego, choć tajemnicą poliszynela jest, że skrywa ona mroczną tajemnicę. Aby domknąć śledztwo, komisarz będzie musiał poznać przeszłość pewnego bogatego, choć niespecjalnie szanowanego weneckiego rodu.
    Leon pisze w Złotym jaju o ludzkiej głupocie, uprzedzeniach i nienawiści, które prowadzą do niewyobrażalnego okrucieństwa wobec najbliższych osób. A w tle umieszcza pełen ciepła obraz Wenecji i nasycony złośliwościami opis współczesnego włoskiego społeczeństwa. Zwraca uwagę styl prozy amerykańskiej pisarki - staranny, momentami wysmakowany, na pozór nawet nieco staroświecki. Jakże inny od rozpowszechniającego się ostatnio "telegraficznego" stylu prozy kryminalnej.    
    Nowa powieść Leon jest przede wszystkim świetną propozycją dla tych czytelników, którzy nie są fanami "twardych" kryminałów.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Michael Connelly "Czarna skrzynka"

wtorek, 27 września 2016 14:13

Connelly.jpgZ rozpędem

Michael Connelly, Czarna skrzynka, przekł. Andrzej Niewiadomski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2016, s. 413.

    Właściwie mógłbym napisać jedynie tyle, że oto ukazał się polski przekład dziewiętnastej powieści Michaela Connelly’ego z serii z policjantem Harrym Boschem. I na tym skończyć ten tekst. Fanom opowieści z Boschem na pewno by to wystarczyło. Pozostają jednak ci, którzy wciąż błądzą w ciemnościach i jeszcze nie natknęli się na ten cykl. Dla nich to będzie opowieść...
    Oczywiście głównym atutem prozy amerykańskiego pisarza jest centralna postać cyklu, detektyw Bosch. Policjant, który niejedno już widział i przeżył, wielbiciel jazzu. Jak określa go w Czarnej skrzynce nastoletnie córka, Bosch jest „marmurkowy”, to znaczy przemieszane są w nim jasne i ciemne warstwy. Policjant ma za sobą trudną przeszłość - nieciekawe dzieciństwo, wojna w Wietnamie, również służba w policji nie była pasmem sukcesów. Przy tym pozostaje człowiekiem zwyczajnie sympatycznym, który daje się lubić. Rozczula jego miłość i przywiązanie do córki. Bosch najbardziej nie lubi polityki i biurokracji, nic więc dziwnego, że jest istną zmorą przełożonych. W nowej powieści również przyjdzie mu się zmagać z niechęcią bezpośredniego przełożonego i toczonym w jego sprawie śledztwem wydziału wewnętrznego. Postać Boscha jest z ducha Chandlerowska. To twardy glina kierujący się własnym kodeksem postępowania, który uważa, że jego życiowym celem jest łapanie przestępców i który gdy już nabierze w dochodzeniu rozpędu, jest nie do zatrzymania. Nawet kiedy grozi mu niebezpieczeństwo. Jak dla mnie Bosch ma tylko jedną zdecydowaną wadę - nie lubi czytać książek.
    Akcja Czarnej skrzynki rozgrywa się przede wszystkim w roku 2012, ale nawiązuje do sprawy sprzed 20 lat. W roku 1992 Los Angeles wstrząsnęły brutalne i krwawe zamieszki, które pogrążyły miasto w chaosie. Bosch podczas rozruchów miał z partnerem zajmować się sprawami morderstw, ale ze względu na panujące warunki, zamieszanie i pośpiech, mógł to robić bardzo pobieżnie. Szczególnie zapadła mu w pamięć sprawa zamordowanej duńskiej dziennikarki. Nie wiadomo, dlaczego kobieta znalazła się w środku niebezpiecznej dzielnicy, ani dlaczego ktoś wykonał na niej egzekucję. Bo właśnie na egzekucję to morderstwo wyglądało. Po latach Bosch, pracujący w czymś na kształt miejscowego policyjnego archiwum X, wraca do sprawy, mając bardzo mało punktów zaczepienia i nikłe szanse na sukces. Właściwie ma ledwie jeden punkt zaczepienia - broń, z której zabito Dunkę, a która prowadzi go do ludzi z kręgu gangów działających w Los Angeles. To nie podoba się przełożonym Boscha, którzy jak ognia boją się powtórki z zamieszek.
    W nowej powieści Connelly’ego warto zwrócić uwagę na opis tragicznych zamieszek w Los Angeles, w którym pisarz dobrze oddał powszechny chaos i rozpanoszenie bezprawia. Autor nie poprzestaje jednak na tym, stara się przedstawić tło, genezę tych wydarzeń: wciąż obecne napięcia społeczne i rasowe, rozpanoszenie gangów, z którymi policja nie umie sobie poradzić w dostatecznym stopniu (ta powieść równie dobrze mogłaby mieć tytuł Gangi Los Angeles) czy istnienie wydzielonych, gettowych dzielnic, w których prawo obowiązuje jedynie teoretycznie. Connelly na szczęście nie robi tego łopatologicznie, jednak przy tym dba, aby nie obciążyć fabuły nadmierną ilością szczegółów.
    Akcja powieści bardzo długo toczy się niespiesznie, ukazując w ten sposób problemy Boscha z nabraniem rozpędu w sprawie Dunki, ale gdy już bohater złapie wyraźny trop - z miejsca błyskawicznie przyspiesza. Trochę zawiodło mnie zakończenie, w którym autor poszedł na skróty, nieco sztucznie budując element zagrożenia Boscha (o co chodzi - zdradzić nie mogę).
    Koniec końców, czytelnicy znający cykl z Boschem będę mieli z Czarnej skrzynki wiele lekturowej radości, dla pozostałych może to być początek pięknej przygody z serią Connelly’ego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Arnaldur Indriđason "Hipotermia"

poniedziałek, 19 września 2016 11:44

Indri_hipo.jpgŻycie po życiu?

Arnaldur Indriđason, Hipotermia, przekł. Jacek Godek, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2016, s. 320.

    „Samobójstwo to też zaginięcie” – stwierdza Erlendur Sveinsson, główny bohater Hipotermii. Erlendur jest centralną postacią cyklu powieści kryminalnych Arnaldura Indriđasona, obok Yrsy Sigurdardóttir najpopularniejszego i najbardziej cenionego autora kryminałów z Islandii. Sveinsson jest ponurym, przeżartym melancholią policjantem z Reykiaviku, który w Hipotermii zajmuje się przypadkiem samobójstwa młodej kobiety, Marii. Sprawa wszystkim wydaje się oczywista – Maria po śmierci matki, z którą była bardzo mocno związana emocjonalnie, nigdy nie odzyskała równowagi psychicznej, więc targnęła się na swoje życie. Jednak Erlendurowi historia samobójczyni nie daje spokoju, prowadzi nieoficjalne śledztwo, stopniowo odkrywając mroczne tajemnice samej zmarłej i jej bliskich. Jednocześnie policjant nieustannie zajmuje się śledztwami w sprawach dawno zaginionych osób. Zaginięcia to jego trauma i zarazem karma. Dawno temu stracił brata, który zaginął podczas burzy śnieżnej w górach. Jego ciała nigdy nie znaleziono, a Elrendur przez dziesięciolecia nie odnalazł spokoju. Hipotermia jest kolejnym wydanym w ostatnich miesiącach kryminałem, którego intryga rozwija się wokół tematu samobójstw. Indriđason snuje nieśpiesznie rozwijającą się opowieść o pokaleczonych psychicznie ludziach, których śmierć najbliższych skłania do postawienia sobie pytania, czy istnieje „życie po życiu”.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Katarzyna Puzyńska "Łaskun"

czwartek, 04 sierpnia 2016 16:33

Puzynska_Laskun.jpgLalki z ludzi

Katarzyna Puzyńska, Łaskun, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2016, s. 832.

    Puzyńska należy do (wąskiego) grona najlepszych i najpoczytniejszych autorów kryminalnych młodszego pokolenia. Jest też pisarką ambitną, nie trzyma się kurczowo wcześniej sprawdzonych przez siebie schematów prozy gatunkowej, poszukuje nowych rozwiązań i inspiracji. Efekty tych poszukiwań jednak bywają różne, czego dowodem nowa powieść Łaskun, szósta część sagi o policjantach z Lipowa.
    Jak zwykle w kryminałach Puzyńskiej w Łaskunie jest krwawo i mrocznie. W położonym na odludziu domostwie znaleziona zostaje makabryczna lalka stworzona z fragmentów zwłok dwóch ofiar. Czyżby w okolicach Lipowa i Brodnicy grasował psychopatyczny seryjny morderca? Jednak to nie wszystko z czym przychodzi zmagać się miejscowym stróżom prawa. Jest biznes narkotykowy, są mniej lub bardziej zorganizowane grupy przestępcze o charakterze zbrojnym oraz krzyżujące się vendetty, a na dokładkę poboczne wątki rozmaitych patologii i zboczeń. W tym wszystkim tkwią główni bohaterowie cyklu – Podgórski, który zdaje się robić wszystko, żeby usunięto go z policji, i Kopp, która wcześniej wyleciała ze służby z hukiem.
    Parada rozmaitych zbrodni i przestępstw w Łaskunie niespecjalnie mi przeszkadza – taką Puzyńska sobie wybrała konwencję kryminalną i takiej się konsekwentnie trzyma. Problem tkwi – jak mi się zdaje – w tym, w jaki sposób autorka przedstawia zawikłaną, wielowątkową intrygę. Nowa powieść autorki Motylka składa się ze 126 rozdziałów, pojawia się w nich kilkadziesiąt postaci, z punktu widzenia których prowadzona jest opowieść. Aż takie rozmnożenie punktów widzenia prowadzi do powtórek, których nie uzasadnia konieczność pogłębienia charakterystyk psychologicznych kolejnych bohaterów. Puzyńska również zdecydowanie za wcześnie odkrywa, kto jest głównym zabójcą, przez co napięcie w opowieści spada i ponad 200 stron poświęconych wyjaśnianiu zawiłości kolejnych zbrodni zwyczajnie nuży. Pisarka postawiła sobie w Łaskunie zadanie stworzenia bardzo trudnej konstrukcji narracyjnej i moim zdaniem poległa. Ale kto nie próbuje nowego, ten się nie rozwija. Dlatego w sumie – plus dla Puzyńskiej. Za odwagę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hanna Samson "Patyk"

czwartek, 14 lipca 2016 8:34

Samson.jpg

Chyba morderczyni

Hanna Samson, Patyk, Znak Litera nova, Kraków 2016, s. 206.

    W tej niewielkiej powieści jest sporo psychologii, nieco obyczaju, szczątek kryminału i szczypta feminizmu. Są to elementy wielokrotnie wykorzystywane i przez samą Hannę Samson, i przez innych pisarzy, jednak autorka Patyka tak je zmiksowała, że powstała książka napisana lekko, z narracyjnym zębem, a do tego ciekawa i – by tak rzec – zwyczajnie mądra.
    Barbara, główna bohaterka, a zarazem narratorka powieści, zostaje zaatakowana w podziemnym garażu przez mężczyznę, rani go nożyczkami, które przypadkowo miała w torebce, ucieka i kryje się we własnym mieszkaniu. Chwilowo jest bezpieczna, co nie chroni ją jednak przez rozkręcającą się spiralą obsesyjnych myśli. Zabiła czy nie zabiła? Przyjdą po nią czy nie przyjdą? Barbara wymyśla coraz mroczniejsze scenariusze, nie umie porodzić sobie w pojedynkę z narastającym lękiem i wybiera ucieczkę do matki, od której stroniła przez lata.
    Trudne relacje z toksyczną matką, pewne deficyty społeczne, wreszcie trauma po niezrozumiałym porzuceniu przez pierwszą miłość sprawiły, że Barbara zamknęła się w emocjonalnej bańce, chroniąc w ten sposób kruchą stabilność psychiczną. Właściwie całe życie bohaterki skupione było na pracy redaktorki w piśmie „Kobieta Współczesna”, gdzie była doceniana, choć miała świadomość, że jest wykorzystywana przez przełożonych. Co nie zmienia faktu, że wciąż czuła się wyobcowana, „zawieszona między byciem a niebyciem”, jak to sama określała. Właściwie nigdy nie czuła się sobą. Dopiero przypadek, który sprawił, że Barbara znalazła się w sytuacji granicznej, rozbił bańkę i zmusił ją do zmierzenia się z lękami zepchniętymi w głąb świadomości i przepracowania niezaleczonych od lat traum, a to znowu pchnęło ją do ryzykownych działań. W pewnym momencie Barbara stwierdziła ze zdziwieniem, że „Perspektywa więzienia sprawiła, że wyszłam na wolność”. Wreszcie zobaczyła siebie taką, jaka naprawdę jest, i bardzo jej się to spodobało. Rzecz ujmując inaczej, zaakceptowała siebie. Patyk jest dla mnie przede wszystkim powieścią o trudnej sztuce samoakceptacji, a także o poszukiwaniu własnego miejsca w splątanej siatce relacji międzyludzkich oraz przezwyciężaniu traum. To książka pełna cierpkiego dystansu i gorzkiej ironii, co nadaje opowieści-spowiedzi Barbary dodatkowy walor. Bo autoironia to prawdziwa sztuka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 1 października 2016

Licznik odwiedzin:  91 549  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 91549

Lubię to