Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 600 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Katarzyna Puzyńska "Łaskun"

czwartek, 04 sierpnia 2016 16:33

Puzynska_Laskun.jpgLalki z ludzi

Katarzyna Puzyńska, Łaskun, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2016, s. 832.

    Puzyńska należy do (wąskiego) grona najlepszych i najpoczytniejszych autorów kryminalnych młodszego pokolenia. Jest też pisarką ambitną, nie trzyma się kurczowo wcześniej sprawdzonych przez siebie schematów prozy gatunkowej, poszukuje nowych rozwiązań i inspiracji. Efekty tych poszukiwań jednak bywają różne, czego dowodem nowa powieść Łaskun, szósta część sagi o policjantach z Lipowa.
    Jak zwykle w kryminałach Puzyńskiej w Łaskunie jest krwawo i mrocznie. W położonym na odludziu domostwie znaleziona zostaje makabryczna lalka stworzona z fragmentów zwłok dwóch ofiar. Czyżby w okolicach Lipowa i Brodnicy grasował psychopatyczny seryjny morderca? Jednak to nie wszystko z czym przychodzi zmagać się miejscowym stróżom prawa. Jest biznes narkotykowy, są mniej lub bardziej zorganizowane grupy przestępcze o charakterze zbrojnym oraz krzyżujące się vendetty, a na dokładkę poboczne wątki rozmaitych patologii i zboczeń. W tym wszystkim tkwią główni bohaterowie cyklu – Podgórski, który zdaje się robić wszystko, żeby usunięto go z policji, i Kopp, która wcześniej wyleciała ze służby z hukiem.
    Parada rozmaitych zbrodni i przestępstw w Łaskunie niespecjalnie mi przeszkadza – taką Puzyńska sobie wybrała konwencję kryminalną i takiej się konsekwentnie trzyma. Problem tkwi – jak mi się zdaje – w tym, w jaki sposób autorka przedstawia zawikłaną, wielowątkową intrygę. Nowa powieść autorki Motylka składa się ze 126 rozdziałów, pojawia się w nich kilkadziesiąt postaci, z punktu widzenia których prowadzona jest opowieść. Aż takie rozmnożenie punktów widzenia prowadzi do powtórek, których nie uzasadnia konieczność pogłębienia charakterystyk psychologicznych kolejnych bohaterów. Puzyńska również zdecydowanie za wcześnie odkrywa, kto jest głównym zabójcą, przez co napięcie w opowieści spada i ponad 200 stron poświęconych wyjaśnianiu zawiłości kolejnych zbrodni zwyczajnie nuży. Pisarka postawiła sobie w Łaskunie zadanie stworzenia bardzo trudnej konstrukcji narracyjnej i moim zdaniem poległa. Ale kto nie próbuje nowego, ten się nie rozwija. Dlatego w sumie – plus dla Puzyńskiej. Za odwagę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hanna Samson "Patyk"

czwartek, 14 lipca 2016 8:34

Samson.jpg

Chyba morderczyni

Hanna Samson, Patyk, Znak Litera nova, Kraków 2016, s. 206.

    W tej niewielkiej powieści jest sporo psychologii, nieco obyczaju, szczątek kryminału i szczypta feminizmu. Są to elementy wielokrotnie wykorzystywane i przez samą Hannę Samson, i przez innych pisarzy, jednak autorka Patyka tak je zmiksowała, że powstała książka napisana lekko, z narracyjnym zębem, a do tego ciekawa i – by tak rzec – zwyczajnie mądra.
    Barbara, główna bohaterka, a zarazem narratorka powieści, zostaje zaatakowana w podziemnym garażu przez mężczyznę, rani go nożyczkami, które przypadkowo miała w torebce, ucieka i kryje się we własnym mieszkaniu. Chwilowo jest bezpieczna, co nie chroni ją jednak przez rozkręcającą się spiralą obsesyjnych myśli. Zabiła czy nie zabiła? Przyjdą po nią czy nie przyjdą? Barbara wymyśla coraz mroczniejsze scenariusze, nie umie porodzić sobie w pojedynkę z narastającym lękiem i wybiera ucieczkę do matki, od której stroniła przez lata.
    Trudne relacje z toksyczną matką, pewne deficyty społeczne, wreszcie trauma po niezrozumiałym porzuceniu przez pierwszą miłość sprawiły, że Barbara zamknęła się w emocjonalnej bańce, chroniąc w ten sposób kruchą stabilność psychiczną. Właściwie całe życie bohaterki skupione było na pracy redaktorki w piśmie „Kobieta Współczesna”, gdzie była doceniana, choć miała świadomość, że jest wykorzystywana przez przełożonych. Co nie zmienia faktu, że wciąż czuła się wyobcowana, „zawieszona między byciem a niebyciem”, jak to sama określała. Właściwie nigdy nie czuła się sobą. Dopiero przypadek, który sprawił, że Barbara znalazła się w sytuacji granicznej, rozbił bańkę i zmusił ją do zmierzenia się z lękami zepchniętymi w głąb świadomości i przepracowania niezaleczonych od lat traum, a to znowu pchnęło ją do ryzykownych działań. W pewnym momencie Barbara stwierdziła ze zdziwieniem, że „Perspektywa więzienia sprawiła, że wyszłam na wolność”. Wreszcie zobaczyła siebie taką, jaka naprawdę jest, i bardzo jej się to spodobało. Rzecz ujmując inaczej, zaakceptowała siebie. Patyk jest dla mnie przede wszystkim powieścią o trudnej sztuce samoakceptacji, a także o poszukiwaniu własnego miejsca w splątanej siatce relacji międzyludzkich oraz przezwyciężaniu traum. To książka pełna cierpkiego dystansu i gorzkiej ironii, co nadaje opowieści-spowiedzi Barbary dodatkowy walor. Bo autoironia to prawdziwa sztuka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ian Rankin "Święci Biblii Cienia"

czwartek, 30 czerwca 2016 19:21

Rankin.jpgNiegdysiejsze śniegi

 

Ian Rankin, Święci Biblii Cienia, przekł. Lech. Z. Żołędziowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2016, s. 445.

 

         Co tu kryć, pisarstwo Iana Rankina polubiłem od pierwszych przeczytanych zdań, akapitów, stron, więcej nawet, prozę tę wręcz pokochałem. Nie pamiętam, którą z książek Rankina wziąłem do rąk jako pierwszą, najprawdopodobniej były to Supełki i krzyżyki. Od tej pory nieodmiennie sięgam po każdą nową książkę autora Pożegnalnego bluesa, często zdarza mi się czytać tę samą powieść po dwa, trzy razy, a to w moim przypadku, jeśli chodzi o powieści kryminalne, prawdziwa rzadkość. Oczywiście, urzekł mnie u Rankina przede wszystkim nie lada jaki bohater, czyli policjant John Rebus, samotnik, który za dużo pali i zbyt wiele pije, typ krnąbrny, cyniczny, złośliwy, który potrafi zrazić do siebie każdego (prawie) – istna zmora przełożonych i zdecydowanej większości współpracowników. Ale przy tym mężczyzna skrywający w sobie – prawda, bardzo głęboko – pewną miękkość i nieoczywistą empatię. A do tego, oczywiście, świetny glina, który „jest jak bloodhound, który kiedy raz złapie trop, nie popuści”. Wykreować bohatera, który robi wszystko, by być antypatycznym, jest sztuką, bo łatwo w ten sposób stworzyć typa, którego czytelnicy z miejsca odrzucą – bo po cóż męczyć się z kimś tak ponurym i wrednym jak Rebus. Jednak Rankin po mistrzowsku cieniuje portret głównego bohatera, kreując – przynajmniej dla mnie – postać, jakiej próżno szukać w prozie kryminalnej. Zawsze też w podziw wprawiały mnie efektowne dialogi w książkach Rankina, które zdecydowanie ciągną całą tę prozę. I cóż, właściwie omówienie Świętych Biblii Cienia mógłbym, biorąc pod uwagę kontekst mojej niegasnącej fascynacji prozą Szkota, zamknąć frazą, że w tej powieści szkocki pisarz wciąż trzyma wysoki poziom. Jednak tak nie uczynię.

         Święci... należą do podgrupy powieści cyklu z Rebusem, w których bardzo ważna jest również postać Malcolma Foxa, policjanta z wydziału wewnętrznego (określanego jako „Skargi”). Akcja powieści toczy się dwutorowo. Studentka zostaje poszkodowana w wypadku samochodowym, w którym prawdopodobnie uczestniczył również syn szkockiego polityka. Po kilku dniach ów polityk zostaje znaleziony martwy we własnym domu. Rebus jest zdania, że te sprawy łączą się ze sobą, choć inni policjanci nie są o tym przekonani. Czy słusznie? Jednocześnie Fox zaczyna grzebać w starej, sprzed trzydziestu lat, sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym, którego sprawca, choć znany, nie został skazany. Sprawa ta bezpośrednio dotyczy Rebusa, ponieważ jako młody policjant należał do grupy śledczych z posterunku z Summerhall, którzy prowadzili dochodzenie w sprawie tego pobicia. Ci śledczy powołali do życia coś w rodzaju nieformalnego stowarzyszenia glin, połączonych braterstwem policyjnej krwi. Chcieli być samotnymi szeryfami, którzy zaprowadzają porządek „na dzielnicy”, niezbyt przejmując się prawem i policyjnymi regulaminami. Rebus zaczyna skomplikowaną grę z Foxem, ale w pewnym momencie będzie zmuszony wybrać: czy być lojalnym wobec starych kumpli, czy też poświęcić wszystko w imię prawdy.

         W Świętych... Rebus znajduje się w specyficznym momencie życia. Po krótkim epizodzie emerytalnym udało mu się wrócić do służby, ale przypłacił to znaczącym obniżeniem stopnia – jest teraz jedynie sierżantem detektywem i służy jako podwładny swojej dużo młodszej przyjaciółki (jednej z nielicznych) Siobahn Clarke. Niby ma przydział służbowy, niby oficjalnie uczestniczy w dochodzeniach, ale właściwie wciąż jest z boku. Ciągnie się za nim wątpliwa sława, mało kto chce z nim współpracować, a jeśli już, to ze sporą dozą nieufności. Po części Rebusowi to pasuje, bo nikt mu specjalnie nie patrzy na ręce, z drugiej jednak strony gnębią go frustracje, bo czuje się odsunięty od najważniejszych śledztw. Choć oczywiście nie odpuszcza - jak to „bloodhound”. Właściwie bohater Rankina tkwi w szczelinie pomiędzy starym i nowym; „starą” policją a „nową”, dawną Szkocją a tą w przededniu referendum w sprawie niepodległości. To wielce niewygodne umiejscowienie. Rebus zdaje sobie sprawę, że należy – jak to ujmuje jego młodsza koleżanka – „do tych gliniarzy, którzy podobno już nie istnieli – gatunku rzadkiego i zagrożonego wyginięciem”. Bohater jest pewien, że już się nie zmieni, więcej zmieniać się nie chce – nie stanie się policyjnym biurokratą, urzędującym za biurkiem, jak Fox. W pewnym stopniu jednak musi się dopasować do zmieniającej rzeczywistości, aby móc robić to, co jest sensem (może oprócz muzyki) jego życia, czyli ścigać zbójów. Wbrew wszystkim i wszystkiemu, czasami zawiązując bardzo niebezpieczne alianse.

         Pomijając całkiem zgrabnie poprowadzoną intrygę kryminalną, Święci... są dla mnie przede wszystkim powieścią o przemijaniu, które trapi, które jednak trzeba próbować oswoić, jeśli – paradoksalnie – chce się pozostać sobą. Ale też opowieścią o tym, co z mijającymi latami się traci a co zyskuje. W powieści znajdują się bardzo przejmujące, powtarzające się sceny, kiedy napędzana brawurowymi dialogami narracja nagle zwalnia, Rebus wraca do zaniedbanego mieszkania, nastawia płytę z ulubioną muzyką, siada w wysłużonym fotelu i pozwala swobodnie płynąć myślom. Czasami narrator ujawnia, o czym myśli policjant, czasami nie. Rebus myśli o szczegółach prowadzonych dochodzeń, wspomina „niegdysiejsze śniegi” policyjnej roboty. Ale pewnie też zastanawia się, kim był, jest i będzie. Właśnie – kim?

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Marcin Wroński "Portret wisielca"

środa, 25 maja 2016 11:27

Wronski_Portret.jpgNiebezpieczny alians

Marcin Wroński, Portret wisielca, W.A.B., Warszawa 2016, s. 320.

    Portret wisielca jest już ósmą książką z serii kryminałów retro z komisarzem przedwojennej lubelskiej policji Maciejewskim. Wroński dba, aby każda z powieści cyklu była nieco odmienna od pozostałych, różniła się konstrukcją, tematyką czy nastrojem. Nie inaczej jest w nowej książce autora Pogromu w przyszły wtorek, która wydaje mi się najmniej kryminalną z wszystkich kryminałów tego pisarz. Co wcale nie znaczy, że gorszą od innych.
    Tym razem Maciejewski będzie musiał przeniknąć do dosyć hermetycznych społeczności lubelskich szkół wyższych - żydowskiej jesziwy i katolickiego KUL-u. Na początku lat 30. ubiegłego wieku narastają napięcia narodowościowe, religijne i społeczne. Także w Lublinie. Do tego w mykwie jesziwy topi się utalentowany student, niedługo potem w siedzibie studenckiej korporacji Virtutia wiesza się jeden z korporantów, a inna studentka KUL-u próbuje się truć. Czy jest jakiś wspólny mianownik samobójczej serii? I czy mają one jakikolwiek związek z potajemnymi badaniami naukowymi, które prowadzili rektor katolickiej uczelni i jeden z wykładowców jesziwy? Rozwiązując tę zagadkę, Maciejewski z właściwą sobie gracją nastąpi na odciski niejednej znaczącej lubelskiej personie.
    Jako się rzekło, wielbiciele "twardych" kryminałów mogą się poczuć nową powieścią Wrońskie zawiedzeni. Nie ma w niej krwi, pościgów i strzelaniny. Jest za to coś innego, co wcale nie jest mniej istotne - wnikliwy opis czasów zamętu, kiedy trudno ustalić wektory wartości. Kiedy nie do końca wiadomo, kto co powinien robić i jaki będzie tego efekt. I kiedy dobre intencje brukują piekło. ­­­W finale powieści Wroński daje opis poruszającej apokalipsy. Maciejewski upadł, ale czy powstanie? Wroński nieodmiennie zaskakuje czytelników.

 

Tekst ukazał się w tygodniku "Polityka".


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Małgorzata i Michał Kuźmińscy "Pionek"

piątek, 20 maja 2016 9:31

Pionek.jpg

Wampir z Szombierek

 

Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Pionek, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016, s. 440.

    Śląsk powoli staje się prawdziwym zagłębiem prozy kryminalnej - jako miejscem akcji. Kolejni pisarze właśnie w tym regionie osadzają opowieści o zbrodniach, ostatnio szczególną popularnością cieszą się Gliwice. Po Wampirze Wojciecha Chmielarza przyszedł czas na Pionka Małgorzaty i Michała Kuźmińskich, drugą część cyklu z nadambitnym dziennikarzem śledczym Strzygoniem i wycofaną antropolożką Serafin. Intryga rozwija się wokół tematu "śląskich wampirów", czyli seryjnych morderców kobiet. Strzygoń zajmuje się przypadkiem jednego z nich, który niedługo ma wyjść na wolność. W tym samym czasie w Gliwicach zostaje zamordowana młoda kobieta. Kto ją zabił? I czy ma to jakiś związek z Wampirem z Szombierek? Fabuła Pionka jest wyraźnie inspirowana prawdziwą historią Zdzisława Marchwickiego - Wampira z Zagłębia, co sprawia, że jest nazbyt przewidywalna. Rekompensuje to jednak wpisany w powieść ciekawy, pogłębiony opis współczesnego Śląska widzianego oczyma goroli z Krakowa, a także spora dbałość pisarzy o język i styl. Co nie jest, niestety, w polskich powieściach kryminalnych normą.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 27 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  89 732  

Robert Ostaszewski

ur. 1972 r., pisarz, krytyk literacki; ostatnio opublikował, wraz z Violettą Sajkiewicz, powieść kryminalną "Sierpniowe kumaki" (2012). Mieszka w Krakowie.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 89732

Lubię to